1 głosów

W dobie równouprawnienia może się wydawać, że nie ma już mowy o żadnej nierówności. A jednak pozostała jedna sfera, w której tej równości nie ma: sfera seksualności. Możesz pomyśleć: „o co chodzi?” przecież wszyscy możemy uprawiać seks i o tym mówić. 

Nie obowiązują już ograniczenia z epoki wiktoriańskiej. Zgadza się, seks możemy uprawiać. Jednak wciąż pozostaje wiele rzeczy, o których wciąż „nie należy” mówić, o których rozmawiać „nie wypada”. A bardziej nie wypada kobietom, niż mężczyznom. I dlatego to one znajdują się  na gorszej pozycji.

            Zaczyna się już w przedszkolu, kiedy rodzice chłopców uczą, że ci posiadają ptaszka, a dziewczynkom nic nie mówią o ich pochwach. Kilka lat później, kiedy nastolatki dostają miesiączkę, szybko uczą się, że nie powinny rozmawiać o tym zbyt głośno. Nawet słowo miesiączka jest jakieś zakazane – kobiety w reklamach mają przecież te dni. Dziewczyny „nie powinny” interesować się tymi sprawami, nic nie mówi się o dziewczęcej masturbacji, na dźwięk słowa wagina czerwienią się i zawstydzają się nie tylko dziewczynki, ale i dorosłe kobiety.

            Kiedy dorosłe osoby spotykają się w łóżku, nagle się okazuje, że trzeba gasić światło, że wolno robić to tylko w nocy, że seks oralny nie wchodzi w grę, bo jest „brudny”, że brakuje nam słów i odwagi, żeby rozmawiać o intymności. Dlatego też milczymy, a nasze uprzedzenia i wstyd przekazujemy następnym pokoleniom. Kobiety często mają bardzo negatywny stosunek do swoich genitaliów, które kojarzą im się tylko z wydalaniem i krwawieniem. Kobiecy srom można zobaczyć tylko w pornografii bądź w podręcznikach anatomii, dlatego kobiety często nie mają pojęcia, jak naprawdę wyglądają ich waginy. Czasem, aby dostosować się do tego, co widzą na obrazkach (a co dalece odbiega od rzeczywistości), potrafią zgłosić się do chirurga, aby ten obciął im znaczną część warg sromowych. Kobiety wychowane na romansach i komediach romantycznych, uczone, że kobieta nie odczuwa podniecenia, że nie jest tak „zwierzęca” i że nie ulega popędom, mylą seks z miłością, angażują się w toksyczne związki i dają się wykorzystywać. Wiedząc, że „powinny” lubić seks, czasem się do niego zmuszają, robią to mechanicznie, nie odczuwając żadnej przyjemności, żeby tylko ich mężczyźni byli zadowoleni.

            Pytanie: czy nadal chcemy tak żyć? Czy chcemy, bo kobiety zakrywały się po szyję kołdrą, gdy tylko zapalimy światło? Czy chcemy, żeby przeżywały zażenowanie, mówiąc o swoich potrzebach i fantazjach seksualnych? Czy chcemy, żeby unikały takich form seksu, które im sprawiają przyjemność, obawiając się, że robią coś „brudnego” czy „nieprzyzwoitego”?

            Serwis Seksualność-Kobiet.pl właśnie przygotował e-book dla wszystkich kobiet, które chcą wyzwolić się ze stereotypów i uprzedzeń dotyczących ich seksualności: dowiedzieć się czegoś o własnej sile i wyjątkowości, poznać trochę kobiecej historii i dowiedzieć się o istniejącym kiedyś kulcie waginy, nauczyć się, jak odróżnić miłość od pożądania i wziąć odpowiedzialność za swój własny orgazm.

            Publikacja może zaciekawić też panów, którzy często nie wiedzą, dlaczego ich partnerki nie reagują zbyt entuzjastycznie na śmiałe propozycje, dlaczego narzekają na to, że mają grube nogi i dlaczego tak często „boli je głowa”. 

Licencja: Creative Commons