Rzecz jest poważna! Właśnie zdałam sobie sprawę z mojego pierwszego wyczynu życiowego. Powody do zachwytu są, ale oryginalna jednak nie byłam. Za to na pewno obślizgła i czerwona. Rodzisz się i już na wstępie Twojej historii wszyscy wokoło wymagają od Ciebie płaczu. Mało tego! Są z Ciebie dumni, że „drzesz mordę w niebogłosy".

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2009-08-15

Wyświetleń: 2374

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 4

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

4 Ocena

Życie to jednak dziwne jest...  najpierw Cię do tego zmuszają, a potem mówią, że tylko mięczaki płaczą. Jedno tylko pocieszające - wszyscy urodziliśmy się mięczakami.

Teraz z dumą mogę oznajmić „byłam mięczakiem, ale z tego wyrosłam". Ba! Nie skłamie nawet mówiąc, że przez 9 miesięcy żyłam w warunkach tropikalnych. Wilgotno, ciepło, pokarmu też nie brakowało, z czasem jednak terytorium zrobiło się zbyt ciasne i trzeba było się ewakuować. Wyjście ewakuacyjne ciut przy małe, ale dla chcącego nic trudnego. W pocie czoła (zarówno mojej mamy jak i tych z niecierpliwością mnie oczekujących) pokonywałam trasę z brzucha wielkiego do świata jakiegoś. Istny kosmos, meksyk, czy po prostu szaleństwo. Cóż ... zostałam powołana by żyć. Wyszłam na świat o 18:30. Jak widać od zawsze byłam punktualna... jeśli chodzi o programy rozrywkowe. Dali mi 10 pkt w skali Apgara, własny inkubator i numer. Rzec można niezły wypas na starcie. Ledwo się zaklimatyzowałam i już mi te dary odebrali.  Zapowiadało się całkiem ciekawie...

Świat od samego początku wydawał się jakiś dziwny. Czyste szaleństwo! Najpierw sprawa  z  imieniem. Tak to już jest wszyscy chcą zdecydować za Ciebie, a Tobie później pozostaje jedynie przywyknąć. I zdecydowali... miało być „ładnie", a wyszło inaczej. Tatusiowie ponoć często mylą się dokonując formalności i dostałam imię ex- mojego taty. Reakcji mamy nie pamiętam. W 6 r.ż. zamienili mi 1-wsze imię z drugim i prawnie dostałam „ładne" imię. I jak tu nie być pokręconym?!

Nigdy nie zastanawiałam się czy warto żyć, no może z małymi wyjątkami. Żyłam z dnia na dzień, po prostu. Przeszłam obowiązkowe szczeble edukacji, osiągnęłam różne rodzaje dojrzałości i... krytycznym okiem spojrzałam na świat. I co się okazało? Mam krótkowzroczność. Nikt nie był w stanie powiedzieć ile zostało mi lat, a sama nawet nie próbowałam spojrzeć w przyszłość, bo krótko to widziałam. Życie znów mnie zaskoczyło. Zobaczyłam w kinie film i dowiedziałam się, że całe moje życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. Nic dodać- nic ująć, ale żyć trzeba, bo może jutro będzie lepiej. Pozytywnie, z bananem na twarzy szłam przez życie. Czasem się człowiek potknął o jakiś kamień, czasem go deszcz zlał jak z cebra, a czasem jeszcze gorzej... Nie zapominając jednak, że ciągłe słońce czyni pustynie szłam do przodu. Na ekrany kin wyszedł film „Wszystko będzie dobrze". Skoro tak mówią to pewnie tak będzie.

Dzień za dniem... i śmierć. Taka kolej rzeczy. Rodzimy się mięczakami, a umieramy... ?! Jako kto?! Ktoś niegłupi kiedyś powiedział, że każdy z nas jest architektem swojego losu. Wzięłam się więc za planowanie kariery zawodowej, aby nie było, że jestem leniwa. Zrobiłam jakiś test od doradcy zawodowego i wyszło, że ja to typ SPA. Nie wnikając w szczegóły na pewno chodzi, że jestem wSPAniała. Na myśl od razu nasunął się wyjazd rekreacyjny do SPA na kąpiele w gorących źródłach. Życie jest piękne. I można by tak w kółko...

Kolejny odcinek „ż" jak życie zapowiadałby się równie „łatwo do przeczytania" jak opisane powyżej, ale trochę boli mnie już kręgosłup od siedzenia, oczy od patrzenia w monitor i może coś by jeszcze się znalazło. Życie jest łatwe do przeczytania, gorzej do przeżycia. Czasem jednak zabawnie jest wcielić się w takiego a'la Forresta Gumpa i spojrzeć na swoje życie jak na zabawny film, który ma śmieszyć do łez. Trzeba jednak wrócić do normalności...

Licencja: Creative Commons