Uczeni opuszczają wieżę z kości słoniowej. Sprawia to internet kipiący od naukowych dyskusji i sporów

Data dodania: 2009-07-22

Wyświetleń: 1320

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Blogi zdradzają to, co badacze zwykle starają się ukryć przed opinią publiczną. Nie, nie chodzi o niecne sprawki czy spiski "wykształciuchów". Po prostu część uczonych uważa, że godne rozpowszechnienia jest tylko to, co przeszło przez gęste sito recenzji i zostało opublikowane w prestiżowych pismach. Reszta - cały proces interpretowania badań i ścierania się opinii - to kuchnia uprawiania nauki, do której nie powinno zapraszać się profanów. Zwłaszcza dziennikarzy.

Życie na Marsie?

Bez blogu "MainlyMartian" nie mógłbym w 2004 r. śledzić perypetii włoskiego fizyka, jednego z opiekunów naukowych sondy Mars Express. Prof. Vittorio Formisano był przekonany, że ślady metanu i formaldehydu, na które natrafiła sonda, wskazują na istnienie życia na Czerwonej Planecie. Recenzenci "Nature" i "Science" nie akceptowali tych wniosków, przez wiele miesięcy wstrzymywali publikację rezultatów. Ukazały się w końcu, ale opatrzone tylko bardzo ostrożnym wskazaniem, iż jedną z wielu możliwości jest "biogeniczne" źródło odkrytych gazów.

Tymczasem na stronach "MainlyMartian" dużo wcześniej przetoczyła się dyskusja, padły wszystkie możliwe za i przeciw. Gospodarz blogu - dziś jeden z redaktorów "Nature" - był sceptycznie nastawiony do rewelacji prof. Formisano. Ale otwarcie wszystko komentował i cytował, łącznie z nieformalną rozmową, jaką odbył z profesorem przy obiedzie podczas jednej z konferencji na włoskiej wyspie Ischia.

Z tych gorących dyskusji oczywiście nie wynikło, czy na Marsie jest życie, czy go nie ma. Z pewnością jednak życiem tętnił blog, a każdy ciekawski internauta mógł śledzić spory astronomów i planetologów.

Geniusz wychodzi z cienia

Symbolem zmian w stylu uprawiania nauki, jakie wprowadził internet, stał się serwis arXiv.org. To rodzaj słupa ogłoszeniowego, na którym każdy uczony może zamieścić swoją pracę. Można zaryzykować twierdzenie, że jeśli jakiejś pracy na arXiv.org nie ma, to nigdy nie powstała. Trafia ich tam już ponad 4 tys. miesięcznie. Nikt ich nie recenzuje.

W ten sposób wieści o przełomowych rezultatach mogą błyskawicznie roznieść się po świecie. Tak było z dowodem tzw. hipotezy Poincarego, jednego z największych dotąd nierozwiązanych problemów matematycznych. W 2002 i 2003 r. zamieścił go w arXiv.org rosyjski matematyk Grigorij Perelman, który nie chciał (i wciąż nie chce) opublikować swoich prac w recenzowanych pismach. - Jeśli ktoś jest zainteresowany moim dowodem, znajdzie go w internecie - mówił matematyk. Nie znaleziono błędu w jego rachunkach.

Perelman uchodzi za skrytego, niezrozumiałego geniusza, dziwaka. Został w tym roku nagrodzony matematycznym noblem - medalem Fieldsa - ale go nie odebrał. Nie zgłosił się też po nagrodę miliona dolarów, jaką za rozwiązanie problemu Poincarego wyznaczył Instytut Claya w Cambridge w USA, mimo że mieszka z matką w małym mieszkaniu w Petersburgu i od dawna nigdzie nie jest zatrudniony (od kiedy zrezygnował z pracy w prestiżowym Instytucie Stiekłowa).

Być może nikt nie zauważyłby jego genialnych prac, gdyby nie internet.
Licencja: Creative Commons