Plotkowanie jest sexy

Data dodania: 2009-06-02

Wyświetleń: 1146

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

„Plotkowanie jest sexy” – Takim oto chwytliwym hasłem reklamuje się w radio jeden z internetowych serwisów plotkarskich zachęcając tym samym, abyśmy wstąpili w szeregi uważnie śledzących poczynania gwiazdek i gwiazdeczek różnego autoramentu, które ów portal skrupulatnie odnotowuje, opatrując zwykle zjadliwym komentarzem i dając do zrozumienia, że ich nie popiera a wręcz wyśmiewa czy wyszydza.

Strona internetowa, o której w reklamie mowa, nie jest jedyną w swojej branży. W polskim Internecie portali tego typu pojawia się coraz więcej. Są niczym klony, ich modus operandi jest zwykle taki sam, oparty na podstawowej zasadzie: informacja opatrzona odpowiednim zdjęciem i komentarzem autora „newsa”, do tego jeszcze gdzieś obok mamy miejsce na komentarze szarych użytkowników Internetu i proszę – kolejny portal plotkarski gotowy. Oczywiście jakość informacji tam zamieszczanych, język, jakiego się przy tym używa, sposób ich przedstawiania oraz źródła, z jakich pochodzą są już sprawą drugorzędną; liczy się jedynie to, że my, zwykli obywatele mamy szansę dokopać tym niezwykłym, stojącym na piedestale rozpoznawalności, popularności i (z tym akurat bywa różnie) masowej sympatii. Z szansy tej korzystamy zaś nader chętnie z radosnym kwikiem wylewając kubły pomyj (czyt. swoje frustracje i żale) na celebrytów wszelkiej maści, którym zdarzyło się nieszczęście trafić na łamy takiej strony w roli informacji dnia.

Internetowe serwisy plotkarskie od jakiegoś już czasu przeżywają rozkwit popularności i wzbudzają ogromne zainteresowanie wśród gawiedzi. Jak bardzo jest to powszednie zjawisko może świadczyć fakt, że dla dużej części internautów odwiedziny tego typu stron stanowią nieodzowny składnik codziennego surfowania po sieci. Niektórzy w ten sposób zaczynają swój dzień, inni zaś kończą, jeszcze inni przed stronami plotkarskimi spędzają swoją przerwę na kawę czy drugie śniadanie.

Za serwisami plotkarskimi zwykle stoją ogromne pieniądze znanych portali internetowych, które zapewniają im również reklamę przez wysyłanie newsletterów na skrzynki e-mailowe swoich użytkowników, czy bezpośrednio zapraszając do odwiedzenia takiego serwisu ze swojej strony głównej. Pudelek.pl, niekoronowana królowa tego typu stron w Polsce, ma za sobą wsparcie portalu o2.pl, a co za tym idzie sporej rzeszy użytkowników „tlenowych” skrzynek. Plejada.pl, bodaj najbardziej ambitna tego typu strona, najbardziej multimedialna i rozbudowana, ale też zarazem uznawana za najbardziej grzeczną i uładzoną, oprócz opiekuńczych skrzydeł Onetu ma też wsparcie TVN-u. Medialny gigant jednak wydaje się serwisowi bardziej szkodzić niż pomagać – właśnie z powodów wyżej podanych – cenzura, takt i poprawność polityczna wespół z głaskaniem po główce TVN-owskich gwiazdeczek stanowić może zarówno siłę, jak i słabość tego typu strony. Z kolei serwis NoCoTy.pl funkcjonuje jako ukochane plotkarskie dziecko portalu wp.pl. Serwis ten jako pierwszy skorzystał z tzw. reklamy outdoorowej. To przede wszystkim ogromne billboardy zachęcały, aby sprawdzić, co takiego oferuje strona, a czego nie ma konkurencja. Portal wp.pl w tym wypadku nie poszedł w ślady o2 i darował sobie zapychanie skrzynek swoich użytkowników newsletterami o żenujących tematach i podobnie żałosnej treści.

Pudelek.pl będący gigantem w internetowym przemyśle plotkarskim, jest najchętniej dziś czytanym i komentowanym serwisem tego rodzaju, ma sporą ilościowo konkurencję, ale i tak nic nie zagraża jego pozycji. Powiązane z nim serwisy kaprysy.pl, lansik.pl czy egoiści.pl zarządzane przez ten sam portal (o2) zostały stworzone jedynie po to, aby osłabiać konkurentów i jednocześnie dawać blade i nieciekawe (czyt. grzeczne, mało wulgarne, ale także wtórne) tło pieskiej stronie. Wydaje się, że pierwszy z wyżej wymienionych serwisów – kaprysy.pl, jest, co rzadkie, delikatnie profilowany i nastawiony na innego typu odbiorców, a przynajmniej taki był początkowo jego zamysł. Nie na darmo w podtytule umieszczono „Moda + Ciało + Fryzura”, dając do zrozumienia, że nie spocone pachy i językowe wpadki celebrytów będziemy tam komentować, a raczej to, co związane z wizualnym odbiorem gwiazd – strój, włosy, ciało. Może i tak na początku było, teraz, chociaż nadal przeważają artykuły akceptujące bądź negujące image celebrytów, coraz częściej zdarzają się newsy z zupełnie innej beczki, często dublujące pudelka, kiedy indziej zaś dotyczące osób zupełnie w Polsce nierozpoznawalnych. Ma to właśnie związek z tlenową polityką – chcesz czytać o Tobie znanych i przez Ciebie lubianych/nie lubianych? Jedynym rozwiązaniem jest więc serwis z psem w nazwie.

Najwięcej do życzenia pozostawia język tego typu stron. Błędy ortograficzne, literówki, bulwarowe określenia królują nie tylko w tytułach informacji, ale także w samych artykułach. Pojawia się jakiś agitacyjno-propagandowy język, narzucanie czytelnikom jedynie słusznego zdania, zakłamywanie obrazu gwiazdy, która jest bohaterem danego artykułu, po to tylko, aby poprawić samopoczucie sobie i swoim czytelnikom. Przekraczane są kolejne granice dobrego smaku, a ma to miejsce zarówno na poziomie słownym, jak i obrazowym. Fotki, którymi takie serwisy przyciągają, a palma pierwszeństwa w tej degrengoladzie należy się zdecydowanie pudelkowi, coraz częściej skupiają się na intymnych częściach ciał celebrytów. Możemy więc zobaczyć w całej krasie, kto jaką bieliznę dziś założył, a kto nie założył jej wcale. Kto ma bliznę po operacji powiększenia biustu, a kto po liposukcji pośladków. Nie muszę chyba dodawać, że zdjęcia takie są najczęściej niesmaczne i żenujące. Gdy zaś brak newsów z pierwszej ręki, sięga się po jakieś archiwalne zdjęcia i filmy gwiazdek, tylko po to, żeby wykazać jak bardzo są beznadziejne w tym, co robią bądź robiły niegdyś, aby utrzymać przy życiu swą karierę. Do tego niejednokrotnie po prostu kłamie się w artykułach, prawda zdaje się być bowiem zbyt nijaka i za mało ekscytująca (rażącym na to dowodem może być „news” o Izie Miko, która to niby ma być takim beztalenciem, że powierza jej się jedynie role nic nieznaczących łatwych dziewcząt i „mięsa” cięgiem zażywającego pigułki gwałtu, na potwierdzenie zaś tych słów dodano kadry z filmu, które nie dość, że niepoprawnie zinterpretowano, to jeszcze pani Iza miała tam do zagrania sporą rólkę, co również w tekście zostało przez redakcję pominięte). Po tak podanych artykułach, pełnych zmanipulowanych czy wręcz nieprawdziwych treści o wydźwięku jednoznacznie negatywnym zaczyna się pole do popisu dla sfrustrowanych internautów, których jedynym życiowym osiągnięciem było zakupienie neostrady. Na słowniki ortograficzne i podręczniki savoir-vivre już funduszy niestety nie starczyło.

Zdaję sobie sprawę, że to oczywiście tylko jedna strona medalu. Wielu użytkowników sieci wchodzi na tego typu strony właśnie po to, aby się czegoś ciekawego dowiedzieć, być na bieżąco z życiem gwiazd różnego formatu. Lubimy wszystko o wszystkich wiedzieć, ale bądźmy ze sobą szczerzy – lubimy też, gdy celebryta zniża się do naszego poziomu; tak samo jak nam spoci mu się pacha, tak samo jak nam, makaron spadnie z widelca na obrus, czy wreszcie tak samo jak nam nie zawsze chce mu się o siebie zadbać. Lubimy (i tutaj niestety głównie kobieca natura się odzywa) zobaczyć, że jedna pani jest za chuda, a druga za gruba, że jednej pani poszło w rajstopce oczko, a innej rozmazała się szminka. W końcu burzenie pomników i ściąganie ideałów z piedestału jest tak nieprzyzwoicie przyjemne.

Jeszcze inną sprawą, tym razem o wiele bardziej niepokojącą, są użytkownicy komentujący, często w słowach wulgarnych i uznawanych za nieprzyzwoite, wszelkie mniej lub bardziej z palca wyssane informacje. Króluje zgryźliwość i zjadliwość, do których przyczynek dają już same artykuły – tytuły, jakimi są opatrzone, oraz treści ferowane przez redaktorów. Społeczny żal i frustracje widoczne są jak na dłoni w owych komentarzach. Niejednokrotnie występując pod sztandarem konstruktywnej krytyki internauci posuwają się do żenujących i prymitywnych komentarzy, które przynieść mają im ulgę i ukojenie po ciężkim dniu niesatysfakcjonującej pracy. Dziś osoby publiczne, chociaż niezgadzające się z takim traktowaniem przez rzeszę tyleż silną, co anonimową, już się do tego poniekąd przyzwyczaiły. Zdarzają się jednak opowieści o dramatach sprzed kilku lat, kiedy to internetowe fora niejednokrotnie przyczyniły się do mniejszych bądź większych załamań nerwowych. Na ile jednak tego typu strony i ich użytkownicy są w stanie na poważnie zachwiać karierami szołbiznesowymi w Polsce, chyba trudno w tej chwili jednoznacznie ustalić. Chociaż coraz częściej wydaje się, że serwisy plotkarskie faktycznie nie tylko kreują się na opiniotwórcze media, ale też posiadają swego rodzaju wpływ na szeroko pojęte masy. Przykładem może być piosenkarka Gosia Andrzejewicz, o której mówi się w branży, że zagryzł ją pudelek. Jednocześnie jednak wskazuje się na szereg błędów jaki manegment i sama Gosia popełnili w kontaktach z mediami i dziennikarzami. Niepodważalnym też pozostaje fakt, że media plotkarskie i środowisko gwiazd i gwiazdopodobnych wyrobów potrzebują się nawzajem. W końcu nie od dzisiaj znane jest powiedzenie, że nie ważne co mówią, ważne, żeby mówili. I tylko kwestia komentarzy niewyżytych życiowo frustratów przed ekranami komputerów może być tym, co spędza sen z powiek co wrażliwszym celebrytom. A poziom tych komentarzy pozostawia tak wiele do życzenia, że stwierdzenie, iż „plotkowanie jest sexy” pasuje tutaj jak kwiatek do kożucha.

PS. Moją intencją absolutnie nie jest reklama tego typu stron. Wymieniam je z nazwy, gdyż jest ich tyle, że pisać ogródkami byłoby wielką trudnością.

Autor: Ania
Licencja: Creative Commons