Z blogu mamuśki

Data dodania: 2009-05-08

Wyświetleń: 2127

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Dzisiaj w przedszkolu mojej córki Dzień Europejczyka. Dzieciaki ubrane galowo, najlepiej jeśli dół czerwony, góra biała i dodatek granatowy, np. chusta.


Wiecie co, że zmroziła mi się krew. Mam dziecko ubierać w kolory Unii i Francji, i obchodzić z nim jakieś narzucone mi święto. W dodatku nie wiem kto mi je narzucił. „Eurokołchoz przeradza się w totalitaryzm” – takie wdzięczne stwierdzenie znalazłam na naszym usłużnym Internecie, który na razie pozwala na pełną swobodę wypowiedzi. Jednak zauważcie, że takie jak ta umykają gdzieś, wciska się je pod poduszkę mrucząc: „znowu jakaś teoria spiskowa.” Tymczasem to jest coraz bardziej realne. Nie życzę sobie, żeby moje dziecko uczyło się na pamięć wierszyków o Unii, ale to już się dzieje w wielu szkołach. A teraz to święto dla pięciolatków. I powiedzcie mi kto się nad tym zastanowi? Może babcie tych maluchów, może ja i 1% rodziców ze mną. „Myśmy wszyscy zapomnieli”, bo nie znamy tego na własnej skórze.

"Do Unii też/ należeć chcę,/ to drugi dom,/ więc cieszę się./ Dwa domy mam/ tak bliskie mi,/ w jednym chcę żyć,/ w drugim chcę być"
– ostatnio wybuchła u nas dyskusja dokoła tego wierszyka, którego jakoby uczą się dzieci w szkołach (znajduje się w podręczniku pt. “Nasza klasa” autorstwa Wiesławy Żaby-Żabińskiej i Czesława Cyrańskiego. Piszę "jakoby", bo moje dziecko jeszcze nie miało okazji się go uczyć, na szczęście). Przed referendum szkoły były oblężone przez unijne flagi, baloniki i całą rzeszę euroentuzjastów, którzy wciskali dzieciakom kit jak to w Unii będzie pięknie, szczęśliwie, wszystko będzie wspólne, będzie bezpiecznie i kolorowo. Nie brałam tego na poważnie. Ale teraz nie wiem już co myśleć. Przecież to jak powtórzenie najgorszych koszmarów, zaczynające się od sielskiego obrazka wszechludzkiej szczęśliwości, gdzie to „wszyscy ludzie MUSZĄ się kochać” – wers z innego wierszyka rodem z dydaktyzmu socrealistycznego – Tadeusza Kubiaka „Majowa piosenka”.

Poczytałam też trochę dyskusji toczącej się dokoła tego i widzę, że tylko potwierdza moje obawy. Bagatelizujemy coś, co jest bardzo niebezpieczne.

„Różnica jest taka – napisał pewien Internauta – że komunizm został nam narzucony, a za przystąpieniem do unii głosowaliśmy w referendum. kolejną różnicą jest to, że "za komuny" była jedna słuszna książka, a teraz jest wybór. Nie bądźmy hipokrytami i nie oburzajmy się na to co sami wybraliśmy. poza tym wolałbym żeby moje dziecko uczyło się takich wierszyków w zerówce niż modlitw na pamięć.”

Co ten człowiek bredzi? Komunizm został nam narzucony??? O nie, nie…Mieliśmy wybór…inaczej: nasi dziadkowie mieli narzuconą iluzję wyboru. Czy teraz dzieje się to samo? Co do Kościoła – jaki jest każdy widzi. Trzeba koniecznie wiele w nim zmienić. Jestem za zniesieniem np. katolickich uczelni, finansowanych przez państwo, jak chociażby osławionego niedoszłą konferencją nt. homoseksualizmu UKSW (jak podał "Dziennik" konferencja jednak będzie miała miejsce, ale na KUL-u, który warszawskiej ciemięzonej braci wyszyńskiej na pomoc ruszył, w imię wolności słowa, szkoda, że inne wolności mają katoliccy organizatorzy przedsięwzięcia w nosie). To także indoktrynacja i trzymam się od tego z daleka, ewentualnie jak coś zauważę szczególnie niepokojącego staram się o tym mówić czy pisać. Nie ma to żadnego związku z prawdziwą wiarą, która tak naprawdę pomogła wyjść nam z błota komunizmu. I oczywiście podpisuję się pod tym, że dziecko nie powinno się uczyć obowiązkowo żadnych modlitw, tak samo jak tego typu wierszyków. To niezmiernie ważne. Poezja zapada nam w pamięć do końca życia. Podejrzewam, że jeszcze mając Alzhaimera będę potrafiła wyrecytować „Westerplatte to znaczy zachodnie wybrzeże/ Stoi na nim pomnik ogromny/ Tutaj walczyli polscy żołnierze/ We wrześniu, w `39”. Kochani, zwracajcie uwagę na to czym karmione są Wasze dzieci. Nie tylko w sensie dosłownym.
Licencja: Creative Commons