0
głosów
- +

O książce: "Przez chorobę do samopoznania".

Autor:

Aktualizacja: 25.01.2012


Kategoria: BHP i Ergonomia / Recenzje


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 1942 razy czytane
  • 2 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Co prawda jestem zdrowy jak... Jak to było w tym przysłowiu? Ryba? Raczej jestem ciepły :).

Trafiłem przypadkiem :-) na książkę Thorwalda Dethlewsona i Rudigera Dahlke pod tytułem: "Przez chorobę do samopoznania".


Jeśli czytasz recenzję książki z chorobą w tytule, drogi Czytelniku, jeśli nie wystarczy Ci wizyta u lekarza, to jest to książka dla Ciebie.

Jeśli jesteś zdrowy i nie interesują Cię narzekania malkontentów, a interesujesz się szeroko rozumianym rozwojem duchowym, szukasz nowych poglądów na świat, to jest to książka dla Ciebie.

Na początek taki fragment:

"(...)Jezus nauczał tylko tej jednej drogi, drogi prowadzącej od dwoistości do jedności, ale nawet jego uczniowie nie do końca go rozumie1i (Jan jest tutaj wyjątkiem). Jezus mówił o biegunowości tego świata i jedności Królestwa Niebieskiego lub domu mego Ojca, lub tez całkiem po prostu 0jca. Podkreślał, że jego królestwo nie jest z tego świata, i nauczał drogi do Ojca. Jednakże wszystkie jego wypowiedzi były początkowo pojmowane i odnoszone do tego świata w sensie zupełnie konkretnym i materialnym. Ewangelia św. Jana rozdział po rozdziale wskazuje te nieporozumienia: Jezus mówi o świątyni, którą ma odbudować w ciągu trzech dni - uczniowie mają na myśli świątynię jerozolimską, tymczasem on ma na myśli własne ciało. Jezus rozmawia z Nikodemem o ponownym narodzeniu w Duchu, ale Nikodem myśli o jego narodzeniu, jako dziecka. Kobiecie u studni opowiada Jezus o wodzie życia, ona zaś myśli o wodzie pitnej. Te przykłady można mnożyć i mnożyć, gdyż Jezus i jego uczniowie mają zupełnie różne punkty odniesień. Jezus usiłuje kierować wzrok ludzi na znaczenie i ważność jedności, tymczasem
jego słuchacze kurczowo i bojaźliwie chwytają się świata biegunowo rozdwojonego. Nie znamy żadnego wezwania Jezusa do poprawiania świata i zamieniania go na raj - w każdym zdaniu natomiast usiłuje on zachęcić człowieka do uczynienia kroku prowadzącego do zbawienia.

Jednakże ta droga zawsze najpierw wywołuje obawy, gdyż prowadzi także przez strach i cierpienie. Świat można przezwyciężyć tylko w taki sposób, że się go weźmie na swoje barki - cierpienie można unicestwić tylko w ten sposób, że się je weźmie na siebie, gdyż świat jest zawsze również cierpieniem. Ezoteryka nie uczy ucieczki od świata, a tylko "przezwyciężania świata". Przezwyciężenie świata to inne słowo na "przezwyciężenie biegunowości", która jest tożsama z rezygnacją z ja, z ego, gdyż jedność osiągnie tylko ten, kto zaprzestanie odgradzania swego ja od bytu. Dlatego nie jest pozbawiony pewnej dozy ironii fakt, że droga, której celem jest unicestwienie ego i stopienie się ze wszystkim w jedno, jest nazywana "egoistyczną drogą zbawienia". Także motywacja leżąca u podstaw tego rodzaju dróg zbawienia nie czerpie sił z nadziei na "lepszą doczesność" lub "nagrodę za cierpienia tego świata" ("opium dla ludu"), ale ze zrozumienia, że ten konkretny świat, w którym żyjemy, tylko wtedy będzie miał sens, gdy odnajdzie punkt odniesienia leżący poza nim samym."

Tytuł sugeruje, że jest to rodzaj poradnika dla chorych, ale tak nie jest. To znaczy - jest nie tylko poradnikiem.

"Zdrowym" (dlaczego w cudzysłowie - o tym w książce) też polecam. :-)

Nie jest też traktatem religijnym, jakby można spodziewać się czytając powyższy fragment. Wybrałem ten właśnie fragment, ponieważ wydał mi się najbardziej sugestywny, dobitnie przemawiający do tych, którzy wyrośli w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej.

Rzecz dotyczy naszego sposobu patrzenia na świat w ogóle, na nasze zdrowie - w szczególności.

Autorzy kwestionują zarówno klasyczne, szkolne podejście medycyny - coś jest w nas chore, to zastosujemy takie albo inne lekarstwo, jak i podejście nowoczesnej psychologii  - szukanie źródeł naszych niedomagań w wydarzeniach z przeszłości.

Oba sposoby patrzenia są jednostronne, oba więc są niepełne.

Praca ta została podzielona na dwie części. Część pierwsza poświęcona została wyjaśnieniu, dlaczego medycyna klasyczna i medycyna „psychologiczna” zawodzą (albo raczej nie spełniają wszystkich pokładanych w nich nadziei). Część druga, to objaśnienie przyczyn poszczególnych przypadków… braku zdrowia.

Choroba jest drogą do doskonałości, piszą autorzy.
Warto przeczytać.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Zamknij