Mapę skarbów wykonuje się raz w roku, w pierwszy nów po przesileniu wiosennym. Jest to wyjątkowy czas dla naszych marzeń.

Data dodania: 2007-05-08

Wyświetleń: 17512

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 5

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

5 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jak sobie przypomnę naszą niedawną symbiozę o poranku, to uśmiecham się sama do siebie.

Tego dnia wstaliśmy dużo wcześniej niż zwykle, specjalnie po to by jeszcze przed pracą wykonać własną mapę skarbów.

Nie wiem czy jakakolwiek inna priorytetowa sprawa mogłaby nas wyrwać z ramion Morfeusza, ale co robi z człowieka pragnienie realizacji marzeń, szczególnie gdy termin taki zdarza się tylko raz w roku.

Ledwo więc przytomni zasiedliśmy do stołu uzbrojeni w papier, nożyczki i przybory do klejenia..

Początek był dziwny bo i pora jak wspomniałam nieludzka, ale i wprawy jakby mało. Prace ręczne owszem przerabialiśmy ale trochę dawno, i jakoś tak utarło się w dorosłym świecie, że takowe zajęcia do poważnych nie należą więc się ich raczej unika.

Grzegorz, na codzień zaradny mężczyzna, bezradnie zawisł nad białą kartą papieru.


- Od czego tu zacząć?

Marzeń sporo, o nie nie trudno, ale jak je wyrazić, jaką nadać formę?

W moim przypadku też nie było lepiej. Okazało się bowiem, że jak przychodzi co do czego, to o skonkretyzowane, wyraźnie określone i jednoznaczne marzenia, trudno. Wszystko gdzieś pływa, niby jest, ale egzystuje bez formy, bez charakterystycznych szczegułów, bez wizji.

Najśmieszniejsze jest też w tym wszystkim to, że inne sprawy zawsze wydają mi się pilniejsze, bardziej sensowne niż moje własne marzenia.

Może to wymówka lub niewiara w realizację, a może po prostu lenistwo?

Tak czy owak zaczęliśmy. Przez nastepną godzinę niczym dzieci w przedszkolu, otoczeni ścinkami papieru i taśm klejących nadawaliśmy formę naszym celom W tle Mozart, zapach kadzidełka i białe świeczki, a ja z każdą kolejną ilustracją, będącą symbolicznym odzwierciedleniem moich marzeń, wkręcałam się coraz bardziej.

Początkowo wydawało mi się, że nigdy nie będę w stanie wypełnić przestrzeni kartki, potem okazało się jednak, że muszę wycinać coraz to mniejsze kawałeczki, by umieścić jeszcze jedno i jeszcze jedno marzenie.

Czułam się jakbym rozwijała swoje dawno zwinięte skrzydła, które nieco ścierpły, a nawet skarłowaciały. W rezultacie tego twórczego uniesienia, koniec pracy wymusił na mnie brak miejsca na kartce. Każdy jej zakamarek był już zapełniony.

Zawiesiliśmy swoje mapy obok siebie na drzwiach.

Grzegorz spojrzał na moją i skwitował....

- ...Ty to chyba masz większe wymagania niż ja...

No cóż, pewnie tak... ale czy nie po to właśnie jesteśmy na tym świecie, by doświadczać, uczyć się i poznawać swoje możliwości?

Dlatego więc w tym jednym przypadku, w przypadku marzeń, nie wskazana jest powściągliwość.

Teraz moja mapa, tak skrajnie mało powściągliwa, wisi na widoku.

Zerkam na nią codziennie... i wiesz co? ... Każdego wieczora, gdy kładę się spać, po prostu słyszę jak moje marzenia szeleszczą wzrostem....


PS:

Mapę skarbów wykonuje się raz w roku, w pierwszy nów po przesileniu wiosennym. W 2007 roku był to siedemnasty kwiecień.


Jeśli masz ochotę wiedzeć więcej na podobne tematy, wejdź na moją strone www.omani.bloog.pl i wypełnij formularz znajdujący się u dołu strony.

Licencja: Creative Commons