0
głosów
- +

The Prodigy – No Tourists

Autor:

Aktualizacja: 27.05.2019


Kategoria: Kultura i Sztuka / Muzyka


Recenzja
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 27 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CR <span class="normal">Wszelkie prawa zastrzeżone. Artykuł może być opublikowany jedynie na Artelis. Zabronione jest pobieranie artykułu i korzystanie z niego bez pismnej zgodny autora i serwisu Artelis.pl&nbsp;</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
The Prodigy – No Tourists

Ta płyta chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła ze śmiercią Keitha Flinta. Jeszcze parę miesięcy temu, gdy ukazał się album „No Tourists” nic nie zapowiadało tragedii. Płyta, pomimo że jest wtórna, zdobyła uznanie krytyków muzycznych, a zbliżający się do 50-tki Keith Flint był w lepszej formie niż kiedykolwiek


Wokalista definitywnie skończył z używkami i alkoholem, biegał i był w świetnej formie fizycznej. Jednak to wszystko były pozory. W jego głowie rozgrywał się dramat, a rozstanie z żoną tylko przyspieszyło koniec.

Na Flincie dziennikarze stawiali krzyżyk raczej w latach 90., gdy ten był dla części społeczeństwa ucieleśnieniem zła. Wytatuowany, z kolczykami w nosie oraz dwoma kolorowymi irokezami na głowie muzyk był twarzą jednego z najbardziej agresywnych angielskich zespołów techno.

Zespół The Prodigy największy sukces w karierze odniósł w 1997 dzięki mrocznej płycie „The Fat of the Land”, która stała się bestsellerem na całym świecie, także w Stanach Zjednoczonych, gdzie zespół nie jest zbyt popularny. Później grupa trochę się uspokoiła. Jej kolejne nagrania trzymały poziom, ale brakowało nowych ciekawych pomysłów i energii. Bohaterowie się zestarzeli. Po prostu.

Najnowszego krążka Brytyjczyków na pewno dobrze się słucha. „Need Some1”, „Light Up the Sky”, „Timebomb Zone” czy „We Live Forever” to dobre, oparte na świetnych samplach kawałki, które przenoszą niczym wehikuł czasu w sam środek lat 90. Te szybkie utwory brzmią wręcz jak odnalezione po latach nagrania.

„No Tourists” to taki odgrzewany kotlet, ale bardzo przyjemny. Nie jest to album tak agresywny i kontrowersyjny jak dzieła z lat 90., ale w nostalgiczny i przebojowy sposób przypomina czym kiedyś był ten zespół. „NME” dał pięć gwiazdek. Można było odnieść wrażenie, że The Prodigy rozpoczęli drugą młodość. Tymczasem było to pożegnanie. Może nie zespołu, którym kieruje Liam Howlett, ale Keitha Flinta.

August Ciechociński

http://popmusik.pl/


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij