0 głosów

Podkreślanie różnic w stosunku do konkurencji i wyjątkowości swojego towaru czy usługi to podstawa w każdym biznesie – za unikalny, niepowtarzalny produkt można wziąć wyższą cenę niż za dobro łatwe do zastąpienia

Podkreślanie różnic w stosunku do konkurencji i wyjątkowości swojego towaru czy usługi to podstawa w każdym biznesie – za unikalny, niepowtarzalny produkt można wziąć wyższą cenę niż za dobro łatwe do zastąpienia.

Na rynku finansowym najbardziej barwnym przykładem takiej strategii są produkty strukturyzowane. Każda tego typu lokata jest inna – opiera się o inne aktywa, ma różny czas trwania, poziom gwarancji kapitału czy sposób wyliczenia finalnego zysku, nie mówiąc już o nazwie czy formie prawnej (polisa, lokata bankowa, obligacja..). Ostatnio jednak z uwagi na znaczny wzrost liczby produktów (na początku marca ponad 20 ofert jednocześnie!) ta różnorodność zaczyna się sypać - pojawiają się produkty różne tylko pozornie.

Weźmy szeroko reklamowaną (sposób na bessęność) polisę inwestycyjną BZ WBK. Jak czytamy na stronie banku inwestycja opiera się o indeks BZ WBK Nowa Era ER. Opis jednak jakby znajomy – surowce, nieruchomości, akcje, waluty co miesiąc ustawiana w portfeli zgodnie z „zaleceniami” noblisty Markowitza. Po bliższej analizie okazuje się, że to nic innego jak indeks BNP Paribas Millennium 10 ER. Produkt oparty o ten sam indeks w tym samym czasie oferowały także Commercial Union, Noble Bank oraz Open Finance. BZ WBK nie mógł prawdopodobnie znieść nazwy konkurencyjnego banku i postarał się o kamuflaż zmieniając nazwę indeksu.

Spójrzmy jednak na parametry tych ofert. CU proponuje produkt 4-letni, a udział w indeksie to od 70 do 80 proc. Taką samą partycypacją kusi BZ WBK ale okres trwania lokaty jest krótszy – 3,5 roku. W CU mamy jednak dodatkowy wabik – zabezpieczoną stopę zwrotu. Poziom indeksu sprawdzany jest siedem razy w trakcie trwania inwestycji (z pół roku) i jeśli jest wyższy niż 20, 40 lub 60 proc. wówczas zysk finalny nie będzie już niższy niż najwyższy z odnotowanych w ten sposób poziomów. Tymczasem w Noble Banku na 4-letniej lokacie udział w zmianie indeksu ustalono między 90 a 110 proc., a więc więcej niż w dwóch wspomnianych wcześniej instytucjach. W przypadku Open Finance w 3-letniej inwestycji udział w zysku ma wynieść między 80 a 100 proc. Dodatkowo, każdy kto zainwestuje w taki produkt ma możliwość założenia standardowej lokaty 3-letniej oprocentowanej stawką 8 proc.

Przykładów takich podobieństw jest więcej. Weźmy produkt Fortis Banku Zielony Bonus (forma prawna to fundusz inwestycyjny zarejestrowany w Luksemburgu) oraz polisę inwestycyjną firmy Aegon - Ekostruktura. Obie oferty oparte są o prawie identyczny koszyk spółek działających w sektorze energii odnawialnej. Zysk obliczany jest w dość złożony, ale analogiczny w obu przypadkach sposób. Dość powiedzieć, że roczna stopa zwrotu jest limitowana. W przypadku Aegona ma to być między 10,5 a 12 proc. Fortis daje szansę na 15 proc. zysku. Dodajmy, że w Fortisie inwestujemy na 4 a w Aegonie na 5 lat. Produkt Fortisa jest więc ewidentnie lepszy.

Skąd ten spadek innowacyjności? Przede wszystkim „struktury” oferowane w Polsce nie są tworzone ani wymyślane na miejscu ale w zagranicznych bankach inwestycyjnych. Przedstawiciele tych banków prezentują gotowe rozwiązania, a lokalni menedżerowie odpowiedzialni za ofertę inwestycyjną wybierają, czasem tylko lekko coś modyfikując. Podstawowa decyzja, jaką podejmują dotyczy prowizji, którą musi zainkasować polski dystrybutor – od jej wysokości zależą parametry produkty (im niższa tym lepsze). Oczywiście polskie instytucje mogą tworzyć zupełnie unikalne produkty – zamawiając je w zagranicznych bankach. Wtedy będą mieć pewność, że nikt ich nie skopiuje, a klienci nie będą dokonywać porównań. Zanim jednak to nastąpi, możemy spodziewać się ofert podobnej konstrukcji lub opartych o aktywa z określonej kategorii (np. towary rolne, metale szlachetne). A zatem, inwestorzy – porównujcie. Dopiero potem wpłacajcie pieniądze.
Licencja: Creative Commons