Przeczytałem na stronie www.Artelis.pl  bardzo ciekawy artykuł. Dotyczący kultury zachowań w stosunkach międzyludzkich, w Polsce. Chciałem się tutaj odnieść do treści tego artykułu

Data dodania: 2011-01-30

Wyświetleń: 1388

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Tytuł artykułu  „Kultura pełną gębą – Polaków rozmowy”.  Nie będę tu przytaczał treści. Można przeczytać na stronie  .

Trudno nie zgodzić się z tematyką w nim zawartą.

Sam wiem, że wzajemne zwracanie się do siebie przy użyciu wulgaryzmów, staje się u nas w Polsce powszechną normą.

W tym artykule zawarto jeszcze jedno ciekawe spostrzeżenie.

A mianowicie chodzi o to, w jaki sposób pracują pracownicy w polskich firmach?  Kompletny brak inicjatywy własnej z ich strony. Ignorowanie poleceń i niechęć do pracy. To norma wg spostrzeżeń Pana Lomax. Kto przeczytał w/w artykuł to wie, jakie były konsekwencje ignoranckiej postawy pana Staszka. Doprowadziło to w efekcie do awarii maszyny. I jak należy się domyślać. przyniosło wymierne straty dla przedsiębiorstwa. Nie wiem czy wymieniony w/w artykule z imienia  Pan Staszek,  jeszcze pracuje w tej firmie.

Domyślam się ilu jemu podobnych pracuje w polskich firmach. Ale to jest nasz problem. Pracuję w Polsce od 40 lat.  Zaczynałem z poziomu zatrudnienia Pana Staszka. A obecnie kieruję zespołem ludzi. Przydzielam im zadania a  następnie oceniam ich pracę. Decyduje o wysokości premii i podwyżkach zarobków moich podwładnych. A, że zespół jest spory, pracują w nim zarówno ludzie pokroju pana Staszka, który jest totalnym leniem, jak i inni, którzy leniami nie są. Starają się pracować zgodnie z tym, do czego się zobowiązali.

Nie powiem, że w naszym zespole brakuje brzydkich słów, czy też krzyków. Ale krzyki są ostatecznością. Firma,  w której pracuje, bardzo dba o przestrzeganie przepisów Kodeksu Pracy. A sprawy BHP są oczkiem w głowie Zarządu.

 Przykro mi, że osoby z zagranicy mają tak złe zdanie o tym, co się u nas dzieje. Jak wcześniej zauważyłem zgadzam się z tezą, że nie jest dobrze. A artykuł Pana Petera Lomax bardzo wyraźnie nam o tym przypomina. Z drugiej strony jest też mi przykro, że kolega autora artykułu, w sposób tak skrajny pokazał autorowi naszą polską rzeczywistość.

Wychodzi na to, że jesteśmy narodem bez kultury. Narodem leniwym, który pracuje wtedy, kiedy jest poganiany „batem”. Uważam, że jest to nieprawda. Nie jesteśmy leniwymi, mamy wysokie kompetencje do tego, czym się zajmujemy. Potrzeba nam tylko właściwej motywacji. Jak na razie, to jesteśmy motywowani poprzez negację.  Media manipulują nami swoimi; programami, artykułami, filmami i pokazywaniem ciągle tych samych osób wypowiadających się w ważnych dla nas Polaków kwestiach. Tylko, że te osoby raz są u władzy, a drugi raz w opozycji. Ich poglądy i wypowiedzi nie są delikatnie mówiąc, stabilne. Zależy, po której stronie aktualnie stoją. Te wszystkie manipulacje, to ignorowanie społeczeństwa, przyczynia się do tego się do tego, że stworzyliśmy sobie negatywny wizerunek własny. Nie spełnione obietnice polityków, powodują ogólnonarodową frustrację i histerię. Więc nie ma się, co dziwić, że ludziom puszczają nerwy.

Na koniec dodam coś od siebie, byśmy się nie frustrowali.

Mam własne doświadczenia ze współpracy z Niemcami. Pracowałem kiedyś u nich w biurze projektowym(prywatnym).

Mogę głośno powiedzieć

- Nie jest prawdą, że Niemcy mają u siebie taki idealny porządek.

Bałagan, jaki mieli w dokumentacji jest trudny do opisania. Są też leniwi.

Miałem okazję ich obserwować. My Polacy pracowaliśmy po dziesięć godzin. Niemcy siedem. Mnie to nie przeszkadzało.I tak płacili mi za godzinę pracy. Niemcy w piątek od rana wydzwaniali po biurach podróży, by zamówić sobie miejsce na weekend. O trzynastej godzinie w piątek wyłączali komputery i jechali do domu. My o osiemnastej. Też jechaliśmy na weekend, ale braliśmy ze sobą komputery, by dokończyć pracę na kwaterze. Oczywiście odnoszono się do nas kulturalnie i bez krzyków. Ale i bez krzyków, miałem ich serdecznie dosyć. A były to z pozoru błahe sprawy. Takie jak kawa. Jak w każdym biurze projektowym, jest spożywana w dużej ilości. I tu było podobnie. Była mała kuchenka i tam się ją parzyło. Ale żeby trafić do rzeczonej kuchenki, trzeba było przejść koło biura Szefa.

Komputery, jakie mieliśmy na wyposażeniu były dość wolne. I czasami operację przetwarzania danych wykonywały bardzo długo. Starczało czasu by przygotować sobie kawę. Ale to nie podobało się Szefowi. Więc miał do nas pretensje, za zbyt częste wizyty w kuchni. Co przekazał nam w miły i kulturalny sposób. Dodam tu jeszcze, że kawę mieli bezkofeinową brr.. Co zrobiłem, by być w zgodzie z oczekiwaniami Szefa?

- Zacząłem przywozić swoją kawę w termosie. Moja była z kofeiną i bardzo mi smakowała. Po pewnym czasie zauważyłem, że smakowała również mojemu Szefowi.

- A niech sobie pije, co mi tam:).

 Ale najlepsze było to, że ja Polak znany z bałaganiarstwa, pewnego dnia dostałem od swego Niemieckiego Szefa za zadanie, by uporządkować dokumentację projektową.Nie znaczyło to by poukładać ją na półkach. Chodziło o to by zrobić bazę danych w komputerze z numerami i nazwami rysunków. Tak by na bieżąco można było śledzić zmiany. Oraz  nadzorować obrót dokumentami.  Zrobiłem im to, zbudowałem bazę danych. Umieściłem w sieci i przykazałem pracę na jednym dokumencie.

Po to by dane były zawsze aktualne. A co zrobili Niemcy? Każdy z nich skopiował sobie bazę do siebie i po paru dniach bałagan wrócił do normy:). Dlaczego opisałem mój przypadek? Bo przyjmując sposób rozumowania Pana Lomax. polska firma, w której pracował jego kolega i pan Staszek była reprezentantem całego narodu Polskiego. A dla mnie niemieckie biuro projektowe i ludzie w nim zatrudnieni, byli reprezentantami całego narodu Niemieckiego. Nie ma idealnych narodów. Nawet wielki Naród Amerykański nie jest idealny. To przecież z USA trafia do nas cała masa filmów i seriali, traktująca o złodziejstwie, morderstwach, hipokryzji, aferach, etc.

Kartom

Licencja: Creative Commons