Reportaż psychologiczny, a tak poza tym... uśmiech to podstawa.

Data dodania: 2009-05-12

Wyświetleń: 1677

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Duch niespokojny i niepokorny. Tak siebie określa. 26 lat i setki miejsc, które odwiedził. To jego życiowy dorobek.

Mirka Bujakiewicza znam 6 lat. Cechy charakterystyczne –uśmiech, przetarte spodnie i plecak zawsze gotowy na kolejną podróż.
- Nawet jak jest źle to przecież nic nie trwa wiecznie. Nawet pech – to motto Mirka. Pytany skąd ma tyle energii znowu się uśmiecha – Wiesz, to nie jest trudne. Wyobraź sobie, że jutro masz umrzeć. Traciłabyś czas i energię na to, żeby się smucić?

Tak. Mirek może to wiedzieć.

Skończył 17 lat. Stało się. Wypadek. Zginęła jego matka. On po śpiączce i wielomiesięcznej rehabilitacji wraca do zdrowia.
- Wiem, że ludzie patrzą na mnie jak na dziwaka. Trudno. Do pieniędzy też nie przywiązuję uwagi. One mnie wręcz nie lubią. Ilekroć jakieś mam, zaraz gdzieś znikają – mówi jak zawsze uśmiechnięty – Wcale się nie dziwię. W sumie to dzisiaj każdego kto nie bierze udziału w wyścigu szczurów można uznać za dziwaka. Tyle, że ja gonię za czymś innym. Ja pamiętam jak moja mama zawsze mówiła, że ona to by chciała chociaż raz za granicę pojechać. I nie zdążyła, a jak się pytałem czemu nie pojedzie, to zawsze mówiła „A może kiedyś”, a to słowo „kiedyś” najlepiej ze swojego słownika wykreślić.

Życie Mirka to podróż. Miesiąc temu wrócił z Reykjaviku.

Jak było? – to pytanie zadaje Mirkowi dziesiątki razy. Rocznie odwiedza około siedem różnych miejsc na różnych kontynentach. Znudzony Europą jedzie do Argentyny. Później zobaczyć Brazylię i Peru. Z Peru do Meroe – starożytnego miasta w Nubii. Dalej, gdzie oczy poniosą.

Wszędzie podróżuje stopem. Zabiera ze sobą tylko tyle pieniędzy ile uda mu się dorywczo zarobić podczas krótkich pobytów w Polsce.
- Co robisz w obcym kraju, gdy kończą ci się pieniądze? – pytam.
- To samo co robiłbym tutaj. Szukam pracy. Chodzę, pytam. Jak nie znam języka, uśmiecham się. Uśmiech to podstawa. Zazwyczaj. W krytycznych momentach nocuję w namiocie. Trudniej mi znaleźć coś w Polsce. Jakieś miejsce tymczasowego mieszkania. Jakąś pracę. Polacy są nieufni. Tak więc barierą nie jest język.

Mirka trudno uchwycić. Nie ma telefonu. Zameldowany na stałe w Krakowie. W domu dziadków. Odwiedza ich po każdym powrocie. Czeka na niego babcia. Po śmierci matki ona się nim zajęła.

Gdy skończył 18 lat zdał maturę. Na początku był Rzym. – Porażka. Brudno, ciasno i Koloseum jakieś takie małe. Zawiodłem się – wyznaje.
Przyznaje - tęskni za domem.
- Czasami, gdy najdzie mnie już jakiś taki podły nastrój to myślę o mamie. Ojca i tak nie znałem. Rodzeństwa nie mam… - urywa. Po chwili dodaje: Może to jest tak, że te miejsca tutaj, które znałem są już puste. Nie ma w nich nikogo. Źle mi się ta pustka kojarzy. Z wypadkiem przede wszystkim.
Cisza.
- Masz w ogóle takie miejsce, które nazwałbyś swoim?
- Pewnie. Każdy ma. Dla jednych to Kielce czy Kraków, dla drugich to ich własne cztery kąty, a dla mnie to, gdzie akurat jestem. Kiedyś usłyszałem, że twój jest tylko ten kawałek ziemi, na którym akurat stoisz. Tego się trzymam. Nie chcę budować domu, sadzić drzewa, a tym bardziej zakładać rodziny. To jeszcze cały czas dla mnie oznacza, że musiałbym zatrzymać się w miejscu, a ja cały czas jestem jeszcze ciekawy świata. Nie wykluczam, że kiedyś zmienię zdanie, ale jeszcze nie teraz.

Nie boi się kłopotów. Nie raz głodował. Kilka razy okradli go. Pobili kilkanaście razy. Zazwyczaj jedno wiązało się z drugim.
- Za każdym razem, gdy ktoś kradnie mi plecak, to śmiać mi się chce. Myślę sobie jakie będą miny tych biedaków, gdy zobaczą że nie ma w nim nic oprócz brudnych skarpet i ciuchów. Nie ma co płakać nad zwykłym plecakiem. Nad życiem też nie ma co płakać. Uśmiech to podstawa.

Za kilka tygodni wraca do Islandii.
Licencja: Creative Commons