Na początku roku, umówiliśmy się na spotkanie w Kijowie ze znajomymi z różnych krajów. Nie wiedziałem wtedy, że w związku z kryzysem zostały zlikwidowane połączenia lotnicze. Godziny przyjazdu pociągów zupełnie nam nie odpowiadały. Zdecydowaliśmy się na jazdę samochodem, mimo odległości, mrozu i kiepskich dróg.

Data dodania: 2009-12-06

Wyświetleń: 3901

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 16

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

16 Ocena

Licencja: Creative Commons

Wyjechaliśmy w sobotę 4 I w południe z Warszawy. Po trzech godzinach już byliśmy za granicą, praktycznie bez żadnego czekania na odprawę.
Wspaniały początek podróży.

Około 19-stej, jakieś 10 kilometrów od Równego, które znajduje się mniej więcej w połowie drogi do Kijowa, zatrzymała nas milicja do kontroli. Milicjant bardzo skrupulatnie sprawdził wszystkie moje dokumenty - paszport, najnowsze prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ubezpieczenia, kwitki z granicy. Ostatecznie złożył wszystkie dokumenty razem i oddał. Pożegnaliśmy się i wsiadłem do samochodu.

Złożone razem dokumenty oddałem towarzyszce podróży do poukładania i pojechałem dalej. Po jakiś 300 metrach, okazało się, że brakuje mojego prawa jazdy. Najnowszego, europejskiego, ze wszystkimi kategoriami.

Zawróciliśmy i razem z milicjantami przeszukaliśmy oba samochody i cały teren wokół. Bez efektu. Jak kamień w wodę.

Cóż było robić. Przesiadłem się na miejsce pasażera i pojechaliśmy dalej zupełnie pustą, ciemną drogą.
Po kilku kilometrach gdy wjechaliśmy już w pierwsze światła miasta, pojawił się znikąd czarny samochód i zaczął jechać równolegle do nas w odległości 1-1,5 m. Nic nie dawało przyspieszanie, ani zwalnianie. Jechał obok, a jego pasażer zaglądał nam przez okna.

Nie wiedzieliśmy co o tym sądzić. Można było nawet spodziewać się napadu, bo wokół zupełna pustka. Po mniej więcej 1,5 minucie, samochód zniknął.
Niewiele dalej była następna kontrola milicyjna.
Napięcie zniknęło i zaczęliśmy się spokojnie zastanawiać, co się stało.
Czy uniknęliśmy napadu, a może coś innego.
Wtedy przyszło nam do głowy, że gdybym ja prowadził, nie wiedząc że nie mam prawa jazdy, to w przypadku kolejnej kontroli sytuacja byłaby delikatnie mówiąc nie do pozazdroszczenia. Sobotni wieczór, wszystko pozamykane, obcy kraj, mróz, brak znacznej ilości hrywien. A gdyby jeszcze nikt oprócz mnie nie miał prawa jazdy?

Przyszły nam na myśl jeszcze bardziej fantastyczne scenariusze.
Co by było, jeśli wszystkie zdarzenia nie byłyby przypadkiem i pasażer czarnego samochodu sprawdzał kto prowadzi, aby dać znać następnej kontroli?
Co by się stało w takim razie?
Co się dzieje gdy w weekend zostaje zatrzymany na Ukrainie kierowca z innego kraju bez prawa jazdy?

Gdy dojechaliśmy do Kijowa dowiedzieliśmy się o kilku ciekawych sprawach.
Że europejskie prawo jazdy na TIR-y jest warte na czarnym rynku około 1000 euro.
Oraz że polscy kierowcy mają często różne dziwne i niezbyt przyjemne przygody.

W związku z tym zwracam się do tych, którzy mieli podobne zdarzenia, o podzielenie się tą informacją w komentarzach.

Natomiast wszystkich kierowców, udających się za wschodnią granicę, proszę o baczne zwracanie uwagi na swoje dokumenty w każdej sytuacji.

Piotr Waydel

Licencja: Creative Commons