Sigiel nie istnieje jako klient w pzreciętnych biurach podróży. Nawet jeśli już jest oferta, która nie posiada ukrytych dopłat, mnóstwa warunków do spełnienia, itd., to na samym końcu okazuje się, że personel zatrudniany przez biura dyskryminuje takie takie osoby. Jak to zmienić?

Data dodania: 2009-08-24

Wyświetleń: 2252

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena
Pobierz artykul

Licencja: Creative Commons

Czy kiedyś hotele - bo to głównie one są winowajcą wywindowanych dopłat "do jedynek" w ofertach biur turystycznych dla osób wyjeźdźających samotnie - zauważą, że istnieje klient, który oprócz bagażu w postaci walizki nie chce brać ze sobą bagażu w formie żywego inwentarza i najzwyczajniej w świecie podróżuje po prostu sam? Dane z 2004 roku, kiedy był robiony spis powszechny mówią, że w Polsce jest ponad 5 mln singli. Niedawno dotarłam do danych, bodajże Obopu, które wskazują, że jest ich już 7 mln. Sporo. Taka grupa to już jest łakomy kąsek dla kogoś, kto chciałby w niej odnaleźć swojego klienta.

Jednak w ofertach biur podróży singiel niemal nie istnieje jako taka kategoria klienta. Nawet jeśli już jest jakaś oferta, która nie posiada ukrytych i niewidocznych na początku dopłat, mnóstwa warunków do spełnienia, itd., to na samym końcu okazuje się, że personel zatrudniany przez biura najzwyczajniej w świecie dyskryminuje takie takie osoby (np. biuro FunSail, czy Triada - pisałam niedawno o tym przypadku w wp.pl). I dzieje się tak nawet wówczas, gdy płacą więcej niż inni: ci jadący w parach lub większych i hałaśliwych - bo na przykład składających się z rozwrzeszczanych dzieci - grupach.

Bynajmniej nie jest to problem tylko polski, ale w Polsce - w porównaniu oczywiście do cywilizowanych krajów, które usiłujemy dogonić - szczególnie dla tej grupy osób dotkliwy. Bo nie tylko organizator turystyki, ale także uczestnicy sądzą, że osobie wyjeżdżającej samotnie można przydzielić w ostatniej kolejności miejsce w autokarze, pokój w hotelu czy też wysłuchać jej argumentów. Bo w Polsce akceptacja dla takich ludzi nie jest za dużo mimo tego, że od ładnych paru lat nagłaśnia się tekatykę związaną z singlami i usiłuje się zmienić nastawienie doń społeczeństwa.

Jedno co można stwierdzić, to to, że w kwestiach turystyki na pewno single są bardziej sprytne niż jakiekolwiek inne osoby, bo nie chcąc dopłacać drakońskich sum do ofert biur podróży, muszą wykazać się bardzo dużą pomysłowością w organizowaniu swoich wakacji. Na Zachodzie, który nieustannie gonimy, jest wiele serwisów, w których można znaleźć towarzysza na wspólną podróż, takich jak np. Travelspoint.net, Travelsonline.com, TravelersforTravelers.com.

W Polsce dopiero zaczynają powstawać społecznościowe serwisy turystyczne skupione jednak na relacjach z podróży czy pochwaleniu się zdjęciami z tychże, niż na znajdywaniu ludzi, z którymi można wyruszyć razem - choćby po to, aby idąc po najmniejszej linii oporu - czyli korzystając z ofert standardowych biur - nie musieć płacić dopłat do singli. Takim serwisem jest Olneo.pl, działające w wersji beta od października zeszłego roku, a od prawie 2 miesięcy w pełnej wersji. Jest skoncenrowany konkretnie na wyszukiwaniu ludzi na wyjazdy - czy to dalekie i długie, czy też bliskie i krótkie.

W tym samym mniej więcej czasie rozpoczął działalność także serwis Travelfriends.pl. Jeśli idzie o działalność drugiego, to tutaj sami założyciele pozycjonują go jako serwis "turystyki randkowej" lub "podróży z randką" czy jakoś tak. Idea może słuszna, choć mnie osobiście takie nazywanie misji kojarzy się z seksturystyką. Jednak nie to ma wpływ na największe uprzedzenia do tego serwisu. Jego założyciele to te same osoby, które parę lat temu prowadziły biuro Singletour z ofertami dla singli, w których to single musiały robić takie same dopłaty "do singli", jak w każdym innym biurze, a pary miały stawki uprzywilejowane. Biuro miało swoje duże pięć minut organizując sylwestra 2007 dla singli w Spale. Ten jednak okazał się z punktu widzenia uczestników wielką klapą. Biuro po jakimś czasie przestało istnieć (przynajmniej w percepcji potencjalnych klientów). Miejmy nadzieję, że wychodząc teraz na rynek z serwisem podróżniczo-randkowym uwzględniło w biznes planie wnioski z wcześniejszych porażek.

Rozwojowi rynku nic nie robi tak dobrze, jak konkurencja. Skoro pytanie o to, kiedy hotele zauważą singla jako klienta pozostaje retorycznym, to tej stale rosnącej grupie osób na pewno przydadzą się serwisy pomagające zorganizować podróż lub towarzystwo do wyjazdu. Jest też szansa, że po takich wakacjach single przestaną nimi być i wówczas będą w targecie standarowych biur podróży. Wątpliwe jednak, aby nauczone kreatywności w wymyślaniu sobie wakacji zwróciły się tam, gdzie wcześniej nie były nawet zauważane.

Licencja: Creative Commons