Ludzie dobrze wiedzą jak się bawić i co myślą w tym czasie. A co myśli sobie Golden Retriever, gdy spotka innego goldenka?

Data dodania: 2008-09-03

Wyświetleń: 2707

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Dziś od samego rana myślałam, że będę się ogromnie nudzić, skoro wszystkie małe bezsierściowce znów poszły do szkoły i tylko ja zostałam z moimi rodzicami. A oni ostatnio ciągle mówią, że nie mają tyle sił, by bawić się ze mną tyle, ile ja chcę. Chyba powinnam mieć więcej rodziców…

Próbowałam ich trochę odciążyć i zaczęłam się bawić taką cieniutką, wymienialną, nanożną sierścią mojej Pani (raj stopy? Rajstopy? Rajsto py?). Początkowo było fajnie, bo tak się fajnie rozciągała (ta sierść, nie moja mama!) i zakręcała wokół mojego noska i łapek. Ale potem chyba już była zmęczona, bo przestała się bronić i zaczęła wpuszczać moje ząbki do środka i nawet zostawiała dla nich miejsce wtedy, gdy one już nie chciały w niej być. To już nie było takie zabawne.

A już w ogóle nie zabawne było, jak do pokoju weszła mama i zauważyła, że bawię się jej sierścią… Zabrała mi ją i wrzuciła do reklamówki, którą potem oddała Panom w dużym, pomarańczowym potworze, którzy co dzień rano zabierają bardzo dużo rzeczy z tego małego budynku przed blokiem babci. To było zupełnie niesprawiedliwe! Ci panowie mogą się bawić sierścią mojej Pani a ja nie! A poza tym oni wzięli sobie bardzo dużo zabawek z tamtego budynku, a ja miałam tylko tą jedną sierść! Ale nic to, jako porządny Golden Retriever nie mogę się obrażać.

Zaczęłam więc zachęcać do zabawy moich rodziców. I wtedy kochany tatuś postanowił, że zabierze mnie na spacer. Wziął ze sobą freesby i zaraz po wyjściu z domku zaczęliśmy się bawić. Podawałam zabawkę mojemu Panu, a on wtedy bardzo się cieszył i ćwiczył rzucanie. Powinien sobie sam za nią biegać, ale wiem że Wy, bezsierściowce, szybko się męczycie, więc wyręczałam go w tej czynności. Chyba był mi wdzięczny za to poświęcenie, bo często mnie głaskał i uśmiechał się. A potem wiecie co się stało?

Pamiętacie jak pisałam, że spotkałam pieska zupełnie takiego samego jak ja? No to dzisiaj spotkałam pieska bardziej zupełnie takiego samego jak ja! Bo też był ode mnie większy i miał dłuższa sierść, ale poza tym to też był goldenkiem, a w dodatku też dziewczynką! Bawiłyśmy się chwilę (co u goldenków oznacza, że obie się już zmęczyłyśmy), po czym Pani powiedziała, że musimy już iść do domu, bo zaraz będzie obiad, a jeszcze przed nim musi mnie umyć, bo jestem cała w błocie.


Jakim błocie? Przecież byłam całkiem czysta! No może łapki i brzuszek i pyszczek i ogon trochę mniej, ale nie było tak źle. Ale wiem już, że nie ma się co z nimi szczekać, bo i tak postawią na swoim. A poza tym bardzo lubię ten kijek, z którego kapie woda, no i wycieranie po myciu, więc ochoczo wróciłam do domku. Kąpiel była jak zwykle mokra, więc fajna. I ręcznik znów chciał się ze mną gryźć- też fajnie! A myślałam, że będę się dziś nudzić…

Artykuł jest własnością serwisu www.goldenek.pl. Autor zgadza się na przedruk jedynie w niezmienionej formie treści i linków.
Licencja: Creative Commons
0 Ocena