0 głosów

  Zacznijmy od początku, początku historii - mojej własnej, która zainspirowała mnie do skreślenia tych paru słów.Niektórym może wydać się pouczająca,u niektórych wywoła uśmiech.Ma ona jednak jedną niewątpliwą zaletę - jest prawdziwa!

 Być może zmusi ona do nowych refleksji i przemyśleń na temat opieki "zdrowotnej".... .
Lat temu kilka podupadłem mimo młodego wieku na zdrowiu.Nie będę pisał w szczegółach bo nie czas to i miejsce, a chodzi mi o zwrócenie uwagi na pewne mechanizmy.
Najważniejsze, że pewnego dnia leki i wizyty u lekarza przestały być mi potrzebne.Wróciłem do normalności.
Ktoś powie;"chwała dobremu lekarzowi" - nic bardziej mylnego.Chodząc latami do lekarzy, odwiedzając aptekę czułem się jedynie gorzej.
 Pewnego dnia poznałem Panią Beatę która przedstawiła mi Pana Janusza.Ci ludzie przekazali mi w kilku słowach sposób jak mogę poczuć się lepiej.
Żadne z nich nie było/nie jest medykiem...a jednak.Z niedowierzaniem lekkim i różnymi perypetiami zacząłem korzystać z ich "metody".Tak dobrych efektów nie spodziewałem się.
Nabrałem sił, wigoru i zdecydowałem dzielić się informacją na temat możliwości skutecznej poprawy samopoczucia.

 Tu zaczęła się kolejna odsłona tej historii.Trochę komiczna,ale jednocześnie lekko tragiczna.
Pomyślałem naiwnie, że jak tylko będzie okazja to podzielę się informacją z jakimś człowiekiem o medycznym wykształceniu.Przecież oni zajmują się chorymi i na pewno choć trochę zainteresują się czymś co może pomóc.
Jakże wielka była moja naiwność.Pierwszą lekarką była Pani X.Zostałem przez kogoś zarekomendowany i doszło do spotkania.Posłuchała, pouśmiechała się idiotycznie i "spuściła mnie z wodą".Powiedziała,że owszem słyszała o takich rzeczach, to ciekawe itp.,itd.,ale ...nie ma do tego głowy gdyż...jest lekarzem.Pomyślcie - nie ma czasu sprawdzić, zainteresować się bliżej czymś co być może pomogłoby jej pacjentom, gdyż jest lekarzem.
Takich mniej lub bardziej wesołych spotkań było kilka - efekt jak wyżej.
Jednakże przebojem była kolejna Pani.Weszliśmy na siebie zupełnie przypadkiem(choć uważam, że przypadków nie ma).Umówiliśmy się na wizytę w gabinecie po tym jak skończyła przyjmować swoich pacjentów.Zaczęło się.
Poinformowany zostałem w kilku słowach jak to sama dzięki naturalnym produktom pozbyła się ciężkich problemów zdrowotnych.Gdy zapytałem się co wyniknęło z tego dla jej pacjentów to popatrzyła na mnie w dziwny sposób i udawała, że nie wie o co mi chodzi.Nagłe zaćmienie umysłu?Reasumując, tematem który pokazałem jej była zainteresowana jedynie dla siebie.W końcu przyznała:"ja wiem , że to ludziom może pomóc, ale ja tego nie mogę propagować".Bez komentarza.
Po jej oczach było widać,że nie postępuje do końca w zgodzie ze swoim sumieniem... .
Tak często ludzie ślepo ufają jedynie lekarzom.To jasne i niepodważalne,że w wielu przypadkach odwiedzanie ich gabinetów i aptek jest wręcz NIEZBĘDNE.W wielu przypadkach z poświęceniem i pełnym zaangażowaniem ratują oni najcenniejszy dar jakim jest życie ludzkie.
Wkurzają się nierzadko jednak gdy np.słyszą, że ktoś wyleczył się bez ich pomocy.
Wielokrotnie nie chcą słyszeć o niczym czego nie uczyli ich w uczelnianych murach.
Nie zadają sobie trudu samodzielnego sprawdzenia informacji, czemu?
Czyżby nie wszystkim zależało na tym abyśmy czuli się lepiej?
Dlaczego jest takie podejście i obojętność?
Na te pytania każdy powinien odpwiedzieć sobie sam.

Licencja: Creative Commons