Jeden z najsłynniejszych klubów świata - River Plate Buenos Aires po raz pierwszy w historii spadl do drugiej ligi argentyńskiej. Milionerzy w meczach barażowych przegrali z Belgrano Cordoba.

Data dodania: 2011-07-19

Wyświetleń: 1270

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Już po pierwszym meczu z tym rywalem, przegranym 0:2 na wyjeździe, doszło do zamieszek w stolicy Argentyny. Sfrustrowani kibice 33-krotnych mistrzów kraju byli rozgoryczeni nie tylko porażką, ale i stylem gry jaki zaprezentowali ich faworyci. Jednak nikt nie przypuszczał, że podopieczni Juana Jose Lopeza nie zdołają odrobić strat na swoim stadion. Przecież Belgrano, którego trenerem jest Ricardo Zieliński, zajęło dopiero czwarte miejsce w drugiej lidze, zaś River Plate był dziewiąty w ostatnich rozgrywkach Torneo Clausura, a w meczach barażowych o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej musial zagrać z powodu specyficznego regulaminu, z podsumowania ostatnich trzech lat wyszło, że za ten okres uplasował się na czwartym miejscu od końca.

Dla takiego klubu jak River Plate spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej jest katastrofą. To tak jakby w Anglii spadł np. Manchester United. Milionerzy są przecież najlepszym klubem argentyńskim w historii. Oprócz 33 krajowych trofeów, dwa razy zdobywali Copa Libertadores oraz raz sięgnęli po Puchar Interkontynentalny.

Do tej pory klub słynął ze znakomitej pracy z młodzieżą oraz potrafił wyszukać i wypromować plejadę utalentowanych graczy z sąsiednich, jak Urugwajczyka Enzo Francescolego, Chilijczyków Marcelo Salasa i Alexisa Sanchezja czy Kolumbijczyka Radamela Falcao.

Pierwszą ofiarą degradacji został dotychczasowy trener Lopez. Zastąpił go wychowanek klubu 38-letni Matias Almeyda, który w ostatnim sezonie grał jeszcze w drużynie Milionerów, ale też pomagał jako asystent. W meczu rewanżowym z Belgarmo zremisowali 1:1, chociaż już w piątej minucie prowadzili po golu Mariano Pavone’a. Ten sam zawodnik w drugiej połowie nie wykorzystał rzutu karnego i w ten sposób praktycznie pogrzebał nadzieję na pozostanie swojej drużyny w argentyńskiej Primera Division. Po zakończeniu meczu piłkarze, trenerzy i działacze płakali, zaś rozwścieczeni kibice demolowali stadion. Policja musiała użyć armatek wodnych, aby ostudzić szalejących fanów, a zamieszki przenisły się na ulice Buenos Aires.

Spadek jest osobistym dramatem prezydenta klubu – słynnego Daniela Passarelli, który w latach 1974-82 grał w tym klubie, od 1988 do 1994 najpierw przez rok jeszcze grał, a potem na pięc kolejnych lat został trenerem. W tej roli wrócił do klubu na sezon 2006-07, a półtora roku temu został prezydentem River Plate. Jego marzeniem był powrót na szczyty, a tymczasem spotkała go taka katastrofa, niemal koniec świata. Mimo to kapitan reprezentacji Argentyny z okresu, gdy w 1978 roku została mistrzem świata, zapowiedział, że nie ustąpi i wróci z klubem do najwyższej klasy rozgrywkowej.

River Platenmiał już słabsze okresy, od 1957 roku przez 18 lat nie mógł wywalczyć tytułu mistrzowskiego, ale się przełamał i potem osiągał tez sukcesy na arenie międzynarodowej.

Oczywiście nie wszystkich w Buenos Aires martwi upadek wielkiego River Plate. Stołeczny Velez Sarsfield został przecież triumfatorem ostatniego Borneo Clausura, zaś dla kibiców odwiecznego rywala Boca Juniors spadek River Plate jest powodem do świętowania.

Licencja: Creative Commons
0 Ocena