Czy warto jednak wydać na instalację ? Kiedy i komu się to opłaca ? Takie pytanie zadawaliśmy sobie poprzednio. Tym razem coś z mojej historii.

Data dodania: 2011-04-01

Wyświetleń: 1476

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Tak jak już pisałem w poście "Zakup działki pod mój domek... tak z perspektywy czasu ... (cz.1)" moim pierwszym krokiem był zakup działki pod inwestycję. Kolejny to wybór właściwego projektu budynku.  Ja zdecydowałem się na zakup projektu gotowego (więcej na ten temat w poście "Projekty gotowe" nie do końca gotowe... a mój wybór ..."). Ponieważ w trakcie prowadzonych w Gminie uzgodnień została odrzucona wersja podstawowa budynku i przyjęta alternatywna stanąłem przed koniecznością opracowania większości nowych wersji projektów instalacji wewnętrznych oraz przyłączy. Niestety oznaczało to dodatkowe koszty ale otworzyło drogę do wprowadzenia zmian które wydawały się wówczas korzystne. Jedna z nich była związana z możliwością opracowania indywidualnej instalacji c.o. (ogrzewanie podłogowe na parterze a  na poddaszu tradycyjne kaloryfery) i c.w.u. (300 litrowy zasobnik ciepłej wody wspomagany pompą obiegową) wykorzystującej kilka źródeł zasilania - ja wybrałem kominek z płaszczem wodnym wspomagany przez nowoczesny kocioł gazowy i instalację solarną. Specjalistyczna firma wykonała stosowną instalację - zamontowano kominek wraz z 300 litrowym zasobnikiem ciepłej wody i przygotowano konieczne przyłącza gotowe do późniejszego podłączenia kotła gazowego i instalacji solarnej.

Po około 2 latach użytkowania okazało się iż sam kominek nie sprawdza się w 100%. Ma swoje wielkie zalety (niskie koszty ogrzewania) ale i wady w użytkowaniu m.in. przy bardzo niskich temp. zewnętrznych konieczność dość częstego dokładania drewna lub innego wkładu (średnio raz na 3-5 godz.), brak pełnej kontroli temperatury w poszczególnych pomieszczeniach, zaś w okresie letnim w celu ogrzania wody użytkowej konieczne jest "palenie w kominku" ... Ufff ... w salonie upał a tutaj dochodzi jeszcze żar kominka.

Zacząłem się więc rozglądać za instalacjami solarnymi oraz kotłem gazowym. Ponieważ sprawność solarów w okresie zimowym jest niewielka ich wykorzystanie do ogrzania domku i c.w.u. jest znikoma. Stało się więc wiadome iż bez kotła gazowego się nie obejdzie. Rozglądając się za instalacjami solarnymi dopytywałem o najróżniejsze szczegóły poszczególnych przedstawicieli różnych marek, a także firmy specjalizujące się w ich montażu. Wszystkie propozycje obejmowały kompletne rozwiązania (kolektory, przyłącza, zbiorniki, zespół pompowo-sterowniczy itd.) - jednak ich cena wahała się zdecydowanie powyżej 10 000 zł brutto. Przy takich kosztach warto było się rozejrzeć za możliwościami ich dofinansowania. Program gminny wsparcia takich instalacji do wysokości 50% - przegapiłem. Pozostało wsparcie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - tak szeroko obecnie reklamowane. Dofinansowanie jak głoszą informacje wynosi 45% kapitału kredytu bankowego wykorzystanego na sfinansowanie kosztów przedsięwzięcia. Całkowity budżet projektu NFOŚiGW opiewa na kwotę 300 mln złotych do przydzielenia w latach 2010 - 2014. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo obiecująco, ale jaka jest prawda?

Wczytując się w kolejne szczegóły widzimy iż dofinansowanie może wynieść do 45% brutto kredytu bankowego, ale nie więcej niż 2 500 PLN do metra kwadratowego instalacji. Rozpytując znajomych jak wyglądała ich droga po dotację usłyszałem różne wersje. A jednak potwierdziło się moje codzienne doświadczenie z dotacjami - zawodowo zajmuje się doradztwem z zakresu pozyskiwania dofinansowania zewnętrznego (w tym unijnego) na różnego typu inwestycje i nie tylko, dla sektora publicznego oraz MŚP.

Jedna z nich wyglądała tak...

Po wykonaniu projektu na instalację (wymóg konieczny, który niestety dodatkowo podwyższa koszty inwestycji) udał się do banku, który podobno podpisał umowę o kredytowaniu instalacji solarnych z firmą wykonującą instalacje wraz z montażem, którą wybrał znajomy. Tam wielkie zdziwienie. Nikt o niczym nie wiedział. Oj niedobrze ... i to już na początku. Po wyjaśnieniu wszystkich niuansów i wypełnieniu dokumentów otrzymał pierwszy dokument - zdolność kredytową oraz wniosek o dotację. Po kilkunastu dniach bank stwierdził, że brakuje podpisanej umowy z wykonawcą usługi i dodano jakieś dodatkowe dokumenty z banku. Po kolejnych kilkunastu dniach i podpisaniu kolejnych dokumentów bank doszedł do wniosku że znajomy musi jednak mieć poręczyciela. W międzyczasie okazało się, że na wniosku pojawiła się informacja (zapytanie), że jeśli instalacja kolektorów nie wymaga pozwolenia na budowę należy złożyć odpowiednie oświadczenie w tej sprawie. Znowu trzeba było udać się do wydziału administracji i budownictwa o oświadczenie, gdzie stwierdzono, że nie mają takich procedur aby takie oświadczenie wydać, a w ogóle to w prawie budowlanym jest czarno na białym, że instalacja kolektorowa nie wymaga pozwolenia na budowę oraz, że oni nie są od interpretacji prawa budowlanego, bank się upierał o oświadczenie a administracja wściekała się że banki wymyślają im procedury. Udało się to "jakoś obejść". Okazało się iż są potrzebne jakieś dodatkowe informacje których podobno nie ma w projekcie instalacji - i zaczęły się znowu "schody". Generalnie po ok. 4 miesiącach i kilku wizytach w banku, urzędach, wykonawcy instalacji znajomy znalazł się na etapie podpisywania umowy kredytowej. Jego słowa to "jeśli chcecie dostać dofinansowanie musicie uzbroić się w anielską cierpliwość".

Moja kalkulacja była zatem krótka.
Dotacja to 45% wartości instalacji, ale nie więcej niż 2 500 zł do metra kwadratowego instalacji - czyli kupisz droższą i lepszą instalacje to nie dostaniesz od całości dofinansowania ale tylko części wydatków. Trzeba dodatkowo wydać pieniądze na projekty, uzgodnienia itp. Z tego podatek dochodowy na zasadach indywidualnych dla każdego użytkownika - czyli ogólnie można przyjąć że 18% dotacji zabierze na wejściu podatek. Do tego dochodzą koszty dodatkowe czyli prowizja od kredytu (ok. 3%) i odsetki (ok. 10%) rocznie.
Gdy zrobiłem przykładową symulację to okazało się, że przy szybkiej spłacie kredytu dotacja wyniesie ok. 25-30%, czyli dla instalacji za 10 000 zł będzie to 2 500 - 3 000 zł a dla instalacji za 15 000 - ok. 4 000 zł (po uwzględnieniu wszystkich kosztów) - ale tylko jeśli zabudujemy wystarczająco dużą powierzchnię solarami (hahaha...).
No i dochodzimy do sedna sprawy - czas zwrotu takiej instalacji, nawet przy uwzględnieniu 45% dotacji, jest dla mnie zbyt długi. Poza tym i tak muszę zainstalować kocioł gazowy, jako alternatywę dla kominka, który wykorzystam do ogrzewania c.w.u., więc NIE WARTO WYDAWAĆ DWA RAZY NA TEN SAM CEL.

Licencja: Creative Commons