Będzie to opowiadanie. Dość dziwne. Podzielone na pare cześci o miłości, o przeznaczeniu w miłości i o miłości z barku przeznaczenia, o ucieczce , i wytrwałości. Jednak to wszystko może się zmienić...

Nazywam się Sophie Peterson i mam 18 lat. Mam mamę która jest starszną , wścibską kobietą. Odkąd tylko pamiętam tata był pod jej pantoflem, nigdy nie miał swojego zdania , zawsze robił to co ona powie, a ona prawie zawsze się myliła. Prawie bo znała jedynie tylko modowe tendy i w tym była mistrzynią to trzeba było jej przyznać. Moja starsza siostra to Izabela Kajak, wyszła za mąż i zamieszkała ze swoim mężem Mikiem, kiedy przyjeżdza nas odwiedzić zazdroszcze jej tego uśmiechu na twarzy, powiewu wolności. Jednak pomimo to, że jest wolna nie kocha swojego męża, to mama wybrała jej dobrą pratie, chłopaka z dobrego domu.  Iza  wiedziała kogo ma sobie wybrać za partnera życiowego. Jednak według miary mamy był za mało wyposażony finansowo żeby zadbać o jej potrzeby. Tata to miły człowiek . pracujący, cieszący się dobrą opinią wśród ludzi. Prawdziwie dobrą opinią. No i wreszcie mój okropny brat. Ma 16 lat i buzują mu hormony. Jego imię to Janek. Zawsze mi dokuczał, skarżył gdy tylko chciałam wyjść z domu. Wymyślał różne rzeczy. Mama go kochała bo tak jak chciała grał na skrzypcach i planował studia tam gdzie ona chcę, więc był kochanym synem.

Byłam osobą o dość dziwnym charakterze. Lubiłam życie samontne, lubiłam  sama spędzać czas i bardzo dobrze się z tym czułam. Miałam dużo fajnych znajomych. i 3 prawdziwych przyjaciół. No czy prawdiwych to czas pokazał, ale na ten czas miałam.Była to Laura -uparta,nie lubiąca sprzeciwu, śliczna tancerka, Majka-wierna, zapalona kinomanka, i Michał- stanowczy i romantyczny miłośnik teatru.  Codziennie chodziłam do szkoły, a ponieważ byłam w klasie maturalnej, rodzice wyznaczyli mi godziny w których mam się uczyć, tyle tego było, że czas dla przyjaciół miałam tylko w niedziele. Posłusznie się uczyłam i nigdy nie wychylałam. Mama nigdy nie zapisała mnie za żaden kurs, czy coś w tym stylu. Nigdy nie widziała we mnie żadnego talentu albo poprostu nie chciała go dostrzec. Ja po pewnym czasie sama zaczęłam w to wierzyć i żyłam swoim szarym, niczym nie świecącym życiem. Z tego co wiem byłam osobą lubianą i dziewczyną jak powiedziała mi pewna osoba o krępującej urodzie. Wtedy nie wiedziałam co to znaczy.Nie byłam przyzwyczajona do komplementów. Kochałam moją cała trójkę przyjaciół. byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Zawsze liczyłam się z ich zdaniem . Nigdy nie podejmowałam sama decyzji bo bardzo bałam się, że popełnie błąd i ich strace. To taki syndrom który wyniosłam z domu. Robiłam tylko jedną rzecz na którą zgodzili się Laura, Michał, i Majka a nie zgodziła się moja matka. Uczęszczałam na nauki teatralne i taneczne. To było moje marzenie. A na scenie czułam się jak ryba w wodzie. Mama planowała dla mnie wjazd do wielkiej firmy, więc po paru awanturach musiałam chodzić na zajęcia po kryjomu. Laura czasem narzekała, że rolę które gram są nie dokońca sympatyczne. Ale wytłumaczyłam, że teatr składa się nie tylko z samych protagonistów i że ja to traktuję jak sztukę, że to jest częścią mnie. Nie zrozumiała ale dała sobie spokój.

Pewnego dnia jak co czwartek po szkole chodziłam na zajęcia, właśnie odgrywałam rolę na próbie to spektaklu "Makbet".  Nasz teatr był mały, i bardzo nieznany. nikt tu nie przychodził i nikt nie miał talentu. jednak my czyli 15 dobrze znających się nawzajem osób staraliśmy się coś z tego stworzyć. Nagle zaczęłam zwracać uwagę na chłopaka który od  2 tygodni co czwartek przychodzi na zajęcia i przygląda się nam , nam, no dobra przyglądał sie mi. W sumie to miałam się czym szczycić , chłopak był wysoki , o brązowych włosach, i dobrze zbudowanej sylwetce. Same patrzenie na niego sprawiało, że czujesz się bezpiecznie. Był piękny. A tej urody nie dało się opisać. Jednak przeszkadzała mi jego obecność, coś mnie w nim odpychało. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi. Właśnie w ten czwartek skończyliśmy później zajęcia. Podczas powrotu to mojego rodzinnego piekła , był to wieczór o ile dobrze pamiętam. Czułam wewnętrznie, że ktoś za mną idzie. Odruchowo przyśpieszyłam, i co jakiś czas kiedy się odwracałam nikogo nie było. zaczęłam biec kiedy znalazłam się przy furtce do domu szybko otworzyłam i wbiegłm dysząć i robiąć małe zamieszanie w domu.Kiedy w nocy o tym myślałam , doszłam do wniosku , że mi sie coś przewidziało i nie będę robić zamieszania. Na drugi dzień jak co rano wyszłam do szkoły ,podczas gdy szłam przez parkową dróżkę przy drzewie stał oparty chłopak którego widziałam w teatrze. Odwróciłam wzrok , zobaczyłam tylko kątem oka ze się uśmiecha. Kiedy przechodziłam obok odezwał się piękny , śpiewający, męski głos

-Przepraszam że cię wczoraj wieczorem przestarszyłem. Chciałem wtedy pogadać ale jeszcze byś zaczęła krzyczeć i co wtedy. hehe.

Poczułam się bardzo dziwnie. Spojrzałam na niego głupim wzrokiem i odeszłam dalej.

-Hej hej. no zaczekaj.

Biegnąc łapie mnie za rękę, jego skóra ma przyjemny ciepły dotyk.

- Odczep się! -Krzyczę. Nawet cię nie znam.- Burknęłam ignorując nieziemsko pięknego chłopaka.

- Konrad. Jestem Konrad. Wiem że to dość nietypowe takie poznawanie ludzi, ale jakoś musiałem.

-Sophie. To moje imie. No to idę . Pa

- znowu łapiąc mnie mocno za ramie, prawie robiąc mi siniaka zatrzymuje. - Teraz poważnie. Musimy się poznać., Prędzej czy później .Nie utrudniaj tego. Jesteśmy sobie przeznaczeni.

Przez kilka sekund stałam , zdezorientowana . Jednak szybką zaczęłam paplać co mi ślina na język przyniosła -Fajnie . no to jesteśmy sobie przeznaczeni. Ja za godzine mam lekcję i obawiam się, że ja mam teraz objawienie, że szkoła jest mi właśnie przeznaczona.

-Sprawdzałem twój plan. lekcje masz za 2 godziny.hmm.. swoją drogą ciekawe dlaczego tak szybko wychodzisz z domu do szkoły

Kiedy do mnie mówił czułam jakbym rozmawiała z nim już kiedyś w moim życiu. Jakbyśmy odbyli wiele rozmów., Jakbyśmy się bardzo dobrze znali. tak samo jak znam Laure, Michała i Majkę.

- Jesteś dośc spostzregawczą kobietą Sophie. Tak masz racje znamy się. Musimy się znac skoro jesteśmy sobie przeznaczei.

Matko on zwariował. nie to ja zwariowałam. uciekam  stąd bo jeszcze ktoś zobaczy i wyślą mnie do tworków

-Nie nie zwariowalaś . Wszystko będzie ok. Każda dziewczyna tak ma gdy się dowiaduje że Bóg wysłał jej anioła, mężczyzne aby była szczęśliwa.

 

Licencja: Creative Commons