Na przestrzeni ostatnich lat Irlandia w oczach Polaków urosła do rangi mitycznej krainy mlekiem i miodem płynącej. Coraz więcej młodych ludzi szukających szybkiego zarobku i dostatniego życia decydowało się na emigrację. Rzeczywistość jednak skorygowała tok myślenia większości z nich.

Data dodania: 2009-11-01

Wyświetleń: 1833

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

„Monikę W. znaleziono zakrwawioną i nieprzytomną w jednym z dublińskich domów. Lekarze ratowali ją przez sześć godzin. Nie udało się. Miała 37 lat, 10-letniego syna, magisterium z filozofii."


Drobna, ale energiczna dziewczyna wierzyła, że w Irlandii zarobi na utrzymanie siebie i dziecka. Tak przecież twierdzili wszyscy naokoło. Tak mówili w programach telewizyjnych, pisały o tym gazety, również na forach internetowych wypowiadali się ludzie, którzy już tam byli. Długo się nie zastanawiała i przyjechała do Dublina. Tutaj z pełną determinacją zaczęła poszukiwania zajęcia, jednak w każdym miejscu do którego się zgłosiła słyszała tą samą odpowiedź: „sorry, no job". Po wielu takich próbach wpadła w silną depresję.


Rodzina nie zobaczyła jej po śmierci. Koszty sprowadzenia ciała do Polski przekroczyły możliwości finansowe jej najbliższych. Monikę skremowano na koszt państwa, a prochy odesłano do domu w urnie...


Samotność, stres, słaba znajomość języka owocują uczuciem odosobnienia. To z kolei nieuchronnie prowadzi do stanów depresyjnych. Dotyczy to wielu Polaków pracujących poza granicami kraju. Dlaczego to właśnie w Irlandii odsetek tego typu sytuacji jest największy? Medialna idealizacja kultury, zachowań społecznych oraz sytuacji na rynku pracy wyrobiły w Polakach konkretne wyobrażenie realiów panujących w tym kraju. Przypomnijmy sobie słowa Donalda Tuska podczas jego kampanii wyborczej. Swoimi słowami, może nieumyślnie, zmitygował Irlandię. Stąd wielu Polaków nosiło w głowach obraz kraju w jakim każdy na całym świecie chciałby żyć - kraju idealnego. I tu następuje zderzenie z rzeczywistością...


Do konsulatu z całej Irlandii napływają ludzie nie mający pieniędzy na zaspokojenie najbardziej podstawowych z życiowych potrzeb, o pieniądzach na bilet powrotny nie wspominając. Konsul Małgorzata Kozik obarcza nasze media o powstanie tej sytuacji. Trudno się z tym nie zgodzić...


Z zaistniałej sytuacji skorzystało wiele firm oferujących swoje przewodnictwo w organizacji wyjazdów. „Wystarczy mieć trochę gotówki i bilet powrotny" - takie hasła niejednokrotnie pojawiały się w prasie, czy na portalach ogłoszeniowych. Polacy przeczytali i przyjechali z nadzieją na znalezienie pracy w zawodzie za stawki kilkukrotnie wyższe niż w kraju.
Obecnie o nadanie numeru PPS (odpowiednik NIP) wystąpiło w Irlandii ponad 52 tys. osób. Według szacunków polskiej ambasady Polaków na wyspie jest ponad dwa razy więcej. Część z nich pracuje na czarno albo cały czas szuka zajęcia. W samym Dublinie liczbę Polaków szacuje się na 35 tys.


Przyjeżdżają młodzi ludzie, świeżo upieczeni absolwenci uczelni, doktorzy, budowlańcy, kierowcy, czy stolarze. Każdy z tą samą wizją życia w dobrobycie, wielkimi ambicjami i zapałem. Po zderzeniu z brutalną rzeczywistością wielu z nich nie wytrzymuje psychicznie. Wpadają w depresję, schizofrenię, alkoholizm, albo po prostu kradną, żeby przetrwać do jutra. Coraz więcej osób trafia do lokalnych szpitali psychiatrycznych. Nie wytrzymują ciśnienia.


„Łukasz K. z Dolnego Śląska, 27-letni historyk po studiach. Przyjechał do Irlandii tak jak większość z myślą o poprawie statusu materialnego. Znajomi i jego dziewczyna już na niego czekali, więc nie jechał w ciemno. Znał trochę język, więc z pomocą przyjaciół miało być łatwiej.
Rzeczywistość okazała się jednak inna niż opowiadali znajomi. Z taką znajomością języka mógł tylko przyrządzać kanapki za 6 euro na godzinę. Nie udało się znaleźć lepszego zajęcia. Niedługo później zostawiła go dziewczyna, stracił mieszkanie i pracę. Trafił do szpitala psychiatrycznego w Wexford. Diagnoza była jednoznaczna: silna depresja, skrajne wyczerpanie nerwowe, początki schizofrenii."


Wielkie bum na wyjazdy za granicę zaczęło się w 2004 roku, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Największym powodzeniem cieszyła się właśnie Irlandia z prostego powodu - to oni pierwsi nie stawiali żadnych barier emigrującym Polakom. Co więcej, Irlandczycy sami przeczesywali polskie serwisy ogłoszeniowe w poszukiwaniu dobrych pracowników... Na przestrzeni kilku lat sytuacja zmieniła się drastycznie. Nagły napływ polskiej siły roboczej załamał rynek pracy.

„Agata P., 22-letnia dziewczyna po raz siódmy próbowała odebrać sobie życie. W szpitalu w Galway dość już mają szalonej Polki, która garściami łyka psychotropy. Agata przerwała w kraju studia na kierunku kulturoznawstwo. Myślała, że uda jej się zostać artystką i skończy sztuki plastyczne.
- Za wysoko postawiła sobie poprzeczkę - mówi jej koleżanka Anna K."


Ambicja i delikatna psychika Agaty nie wytrzymały zderzenia z irlandzkimi realiami życia. Obecnie zamiast zająć się sztuką, została barmanką w Galway. O powrocie do domu nie myśli. Przecież to byłby koniec marzeń i planów. W chwilach słabości jest zdana na siebie, bo do kogo zwrócić się o pomoc? Do Irlandczyków? Nie zrozumieją. Polaków? Są za bardzo zajęci swoimi sprawami. Każdy walczy o przetrwanie i ma swoje własne problemy.


„30-letni Mariusz K., wykształcony człowiek bez nałogów. Miał pracę, pod względem finansowym jakoś sobie radził. W dniu, kiedy zacisnął pętlę na szyi na jego koncie znajdowało się 6 tys euro. Nie wytrzymał. Nie mógł się odnaleźć w obcym kraju, znieść docinków Irlandczyków, którzy nie pałają tak wielką miłością do nas, jak my do nich."
Na chwilę przed tym czynem Mariusz zadzwonił do znajomego Mariana R. Ten nie zdążył odebrać telefonu, ale miał dziwne przeczucie. Przypomniał sobie jak zachowywał się Mariusz w ostatnim czasie - cichy, zamknięty w sobie, jakiś nieobecny. Pojechał do jego domu... Marian zastał kolegę wiszącego na linie.
„- Wpadłem do pokoju i zobaczyłem go wiszącego przy schodach. Podniosłem i przeciąłem sznur."


Mariusza udało się uratować...
Kolega kupił mu bilet powrotny do Polski. Po powrocie Mariusz leczy się w szpitalu psychiatrycznym.


„- Czuję bezsilność wobec tego, co się dzieje - przyznaje konsul Małgorzata Kozik. - Jestem w Irlandii sama na ponad pół miliona Polaków. Prosiłam polskie ministerstwo o dodatkową osobę z uprawnieniami konsularnymi, bo przecież muszę osobiście podpisać każdy papierek. I obiecano, że ktoś taki dojedzie. Wciąż czekam."

Chyba nie tak miał wyglądać mityczny raj...

 

Licencja: Creative Commons