O kryzysie lat osiemdziesiątych oraz Edwardzie Gierku

Data dodania: 2009-04-22

Wyświetleń: 3695

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Od nazwiska tego człowieka wzięła się nazwa tzw. gierkowskiej dekady. Sposób sprawowania władzy przez niego, w czasach kiedy sprawował funkcje I sekretarza KC PZPR oceniany jest tak samo niejednoznacznie, jak PRL. Dla jednych jest człowiekiem o niezwykłej odwadze cywilnej i sprawcą „cudu gospodarczego”, dla drugich wręcz przeciwnie – człowiekiem, który wpędził Polskę w ogromne kłopoty za sprawą kredytów zagranicznych.
Edward Gierek miał 4 lata, gdy w kopalni Wujek zginął jego ojciec. W 1923 roku wyjechał z rodziną do Francji, gdzie po kilku latach pobytu został górnikiem. Po 11 latach życia we Francji został z niej wydalony. Długo w Polsce jednak nie zagrzał miejsca. W 1937 roku ożenił się ze Stanisławą Jędrusik, z którą wyjechał tym razem do Belgii.
Na stałe do Polski wrócił dopiero w 1948 roku. Od samego początku związany ze Śląskiem został I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego. Przez kilka miesięcy w 1956 roku oraz już przez dłuższy czas począwszy od roku 1959 był członkiem Biura Politycznego.
Na tym etapie jego kariery politycznej, która nazwana została „okresem katowickim” Edwarda Gierka oceniano jeszcze pozytywnie. Swoją „zapobiegliwością” miał okazję wykazać się w 1951 roku, kiedy to doszło do strajku górników m.in. w kopalni, w której kiedyś zginął ojciec Edwarda Gierka – w kopalni Kazimierz – Juliusz w Sosnowcu. Stanął on wtedy przed dylematem czy podjąć się zadania, jakie zlecił mu sam Roman Zambrowski – wygaszenie strajku w kopalni w zamian za stanowisko I sekretarza KW w Katowicach czy stanąć po stronie „swoich”. Ponieważ swoją przyszłość wiązał z partią, a nie z górnictwem, w którym nie pracował już od kilku lat wybrał oczywiście stanowisko I sekretarza.
Zjechał więc do kopalni, gdzie zaczął przekonywać górników do kapitulacji. Po kilku godzinach górnicy przekonani argumentami Edwarda Gierka zaniechali strajku. Jednak jakiś czas później zwołano zebranie partyjne, na którym wszystkim uczestnikom strajku z kopalni Kazimierz – Juliusz, Jowisz oraz Czerwonej Gwardii, odebrano książeczki partyjne. Roman Zambrowski dotrzymał słowa – Edward Gierek został mianowany I sekretarzem KW w Katowicach.
Zachęcony sukcesem w rozmowach z górnikami, po wybuchu zamieszek w Poznaniu sam poprosił Edwarda Ochaba – I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR w 1956 r. – o umożliwieniu mu wyjazdu do Poznania, gdzie chciał sukces oczywiście powtórzyć.
Do wielkich demonstracji w Poznaniu doszło 28 czerwca 1956 roku, w Zakładach im. Stalina. Robotnicy wyszli na ulice walcząc o swoje.
W pierwszej kolejności protestujący zajęli gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR i tam właśnie – też w pierwszej kolejności – udał się Edward Gierek, tyle że za późno. Nie zniechęcony jednak, udaje się do Urzędu Wojewódzkiego Rady Narodowej, gdzie – niestety – nie miał najmniejszej ani szansy, ani okazji porozmawiać ze strajkującymi i plądrującymi ten gmach robotnikami.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – Edward Gierek uniknął w ten sposób posądzenia o branie udziału w podejmowaniu decyzji o użyciu broni palnej w stosunku do strajkujących, czego nie udało się uniknąć Józefowi Cyrankiewiczowi.
W grudniu 1970 roku w Stoczni Gdańskiej dochodzi do strajku robotników, wywołanych podwyżkami cen artykułów spożywczych przeciętnie o około 20 proc. Powołany przez Władysława Gomułkę – ówczesnego I sekretarza KC PZPR, Sztab Lokalny podjął decyzję o użyciu wojska zaopatrzonego w czołgi i transportery, które otoczyło Stocznię Gdańską w nocy z 15 na 16 grudnia. Krwawe walki na ulicach wielu miast oraz strajki wkrótce zaczęły się również w Szczecinie, Elblągu i Słupsku. Nie spodobały się one na Kremlu, gdzie już od kilku lat władze planowały pozbyć się Gomułki, który na wiadomość o planach usunięcia go z urzędu rozchorował się i znalazł się w szpitalu. W związku z tym nie było go na posiedzeniu partii, podczas którego przewagą większości głosów, zdecydowano o powołaniu na stanowisko I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, które miało miejsce 20 grudnia 1970 roku. Już w wieczornych wiadomościach podano informację o zmianie na stanowisku I sekretarza.
Edward Gierek jeszcze tego samego dnia zwrócił się do strajkujących z apelem o powrót do pracy, obiecał również poprawę warunków materialnych całego narodu.
Po ustaniu strajków nie cofnięto podwyżek cen, zapowiedziano jedynie, że ceny nie ulegną zmianie w przeciągu dwóch lat. 45 osób zostało zabitych – 12 z nich nie ukończyło 20 lat, a pozostali 30. Ponad 1100 osób zostało rannych, a nikt z winnych takiego bilansu nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Wszelkie artykuły o strajkach poddawane były ostrej cenzurze, w efekcie czego nie ukazywały się one w ogóle. Dopiero po upływie około miesiąca ukazała się lista poległych.
Od początku stycznia 1971 roku stoczniowcom szczecińskim narzucono liczne obowiązki wiążące się ze zobowiązaniami produkcyjnymi. Wszystko to miało świadczyć o tym, że kryzys się skończył. Zaledwie w miesiąc od ustania strajku, rozpoczął się kolejny - 22 stycznia w Stoczni Szczecińskiej. Edward Gierek udał się do strajkujących, wtedy też, podczas osobistej wizyty w Stoczni Szczecińskiej, wypowiedział słynne „Pomożecie?!”.
Ten etap kariery politycznej Edwarda Gierka oceniany jest pozytywnie - świeżość w sposobie rządzenia. Po kolejnym strajku, tym razem w Łodzi, 15 lutego obniżono ceny żywności.
Hasłem przewodnim rządów „ekipy Gierka” było słynne „Zbudujemy drugą Polskę”. Władze dążyły do wielkiej modernizacji kraju, która miała doprowadzić do wzrostu znaczenia gospodarczego Polski i faktycznie to nastąpiło, tyle że działania Edwarda Gierka w tym kierunku nie były zmianami, a zamiataniem problemu pod dywan. „Cud gospodarczy” nie był efektem reformy, a kredytów zaciąganych na zachodzie, których suma wyniosła około 24 miliardów dolarów. Salomon Jaworzyński w „Balladzie o ekstremie” z dziennika Władysława Bartoszewskiego napisał: „Wnet plan diabelski w głowie się zrodził, / by kraj zrujnować do szczętu / i łowić ryby w tej brudnej wodzie / dynamicznego zamętu. / Ty na Zachodzie – rzekłem do Edka – / grube pożyczaj miliardy, / będziem je potem spłacać w odsetkach, / samych zielonych i twardych”. Sposób rządzenia i radzenia sobie z kryzysem dzisiaj jest obiektem kpin.
Do połowy lat siedemdziesiątych kryzysu jednak w ogóle nie odczuwano. Kryzysu, którego powodem była znaczna przewaga importu nad eksportem. Udział Polski w światowym eksporcie nie przekraczał nawet jednego procenta, co nie dawało możliwości spłaty zaciągniętych kredytów. Wydłużające się cykle budowlane, brak podstawowych artykułów konsumpcyjnych, deficyt energii, wzrost cen ropy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie, wszystko to powodowało że kryzys jedynie się pogłębiał.
Życie codzienne zaczęło się ograniczać do stania w kolejkach za podstawowymi artykułami spożywczymi i szukania dojść, żeby kolejki ominąć, co i tak graniczyło z cudem. Zły system zarządzania wyszedł na jaw, gdy w efekcie ostrej zimy w lutym 1979 roku miasta stanęły, ponieważ tramwaje i autobusy stawały w zaspach. Uszkodzone linie kolejowe uniemożliwiały przewożenie węgla do elektrowni i elektrociepłowni.
Wszystko jednak wyciszane było za pomocą tzw. „propagandy sukcesu”. Obywatele nie zdawali się być jednak tak zadowoleni jakby chciały tego władze. Zwłaszcza po podwyżce cen do jakich doszło w czerwcu 1976 roku. Ceny niektórych produktów wzrosły o 100%, niektórych „zaledwie” o 50%. Doszło do strajków w Płocku, Radomiu i Ursusie. Nie użyto jednak broni w trakcie samych strajków, natomiast zatrzymano wielu protestujących, którzy później byli bici i przepuszczani przez tzw. „ścieżki zdrowia”.
Cztery lata później, w lipcu mięso i wędliny przesunięto do kategorii towarów sprzedawanych po wyższych cenach. W wielu miastach rozpoczęły się kolejne strajki, a protestujący żądali albo zmniejszenia cen, albo cofnięcia podwyżek . Władze tym razem nie sięgnęły po broń, aby tłumić protesty, a postanowiły je wyciszać spełniając żądania strajkujących. Efektem tego nie było wcale zmniejszenie się liczby strajków, do których cały czas dochodziło, a jej zwiększanie się – skoro władza spełnia żądania, to czemu nie strajkować?
Sytuacja stawała się coraz trudniejsza dla władz, zwłaszcza że swoje niezadowolenie wyraził ambasador radziecki. We wrześniu 1980 roku został odwołany ze stanowiska I sekretarza KC PZPR, którym został Stanisław Kania.

Licencja: Creative Commons