Który z królów wybiera rejsowe samoloty i dlaczego?

Data dodania: 2009-04-14

Wyświetleń: 2421

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Jedna z najmniejszych i najmłodszych narodowych linii lotniczych na świecie. Zarazem jedna z najbardziej egzotycznych, podobnie jak państwo z którego operuje. Bhutan – do niedawna zamknięte i izolowane od świata królestwo rzucone w Himalajach pomiędzy Chiny a Indie.

Gate number one
Druk Air posiada bazę na jedynym międzynarodowym lotnisku w kraju, w pobliżu miasta Paro. W porównaniu z europejskimi portami Paro International Airport (PBH) prezentuje się nader skromnie, a swymi rozmiarami kojarzy się z lotniskiem w czeskiej Ostrawie, czy rumuńskim Klużu.
Aerodrom otoczony jest dzikimi górami dochodzącymi do 5000 metrów n.p.m., a tuż obok w głębokiej dolinie przepływa wartko rzeka Pa-chu. Niewątpliwie podejście i start wymagają sporego kunsztu od załogi. Ze względu na warunki za każdym razem uruchamiana jest procedura tzw. podejścia z widocznością. Wysokość najwyższego punktu na polu wzlotów wynosi niemal 2500 metrów.
Charakterystycznym składnikiem lotniska są budynki pokryte zielonymi dachami, reprezentujące typowo himalajski styl architektury. Przypominają one bardziej zespół klasztorów, niż port lotniczy. Centralny element pejzażu to oczywiście terminal pasażerski. O jego rozmiarach niech świadczy fakt, że w środku zamontowano zaledwie cztery stanowiska check-in, do dyspozycji pasażerów oddano zaś tylko jeden gate.
Z jedynego pasa o długości niecałych dwóch kilometrów startują wyłącznie samoloty Druk Air („druk” oznacza smoka, symbol Bhutanu). Żadna zagraniczna linia lotnicza nie została dopuszczona do operowania na terytorium królestwa.

Linie bez pilotów
Królewskie Linie Lotnicze Druk Air rozpoczęły działalność 5 kwietnia 1981 roku. Inauguracyjny lot odbył się dwa lata później. 14 stycznia turbośmigłowy, malutki osiemnastomiejscowy Dornier 228-200 wzbił się w powietrze, aby wylądować w indyjskiej Kalkucie. Latano w celach biznesowych. Równocześnie otwarto trasę do stolicy Bangladeszu – Dhaki. Taką dużą przerwę czasową pomiędzy powołaniem linii, a pierwszym startem samolotu można tłumaczyć kompletowaniem załóg i obsługi, zarówno w samolotach jak i na lotnisku. W momencie powstania Druk Air, w Bhutanie nie było pilotów, mechaników lotniczych, itp. Królestwu pomocy udzielił rząd Indii, delegując między innymi inżynierów.
Również samo lotnisko wymagało modernizacji, gdyż wcześniej znajdowało się tutaj zaledwie lądowisko dla helikopterów. W tym czasie w skład portu wchodził jedynie budynek z małą, dwupokojowa siedziba kontroli ruchu lotniczego na piętrze, na parterze zaś dokonywano odprawy pasażerów. Za halę odlotów i poczekalnię służył... trawnik przed budynkiem. Samolot miał bazę w Kalkucie, ponieważ w Bhutanie nie było hangarów, za serwis odpowiedzialni zaś byli mechanicy Air India.
Jak tłumaczą przedstawiciele linii, ze względu na rozwój lotnictwa oraz prognozowane wzrosty liczby pasażerów, potrzeba zakupu większej maszyny stała się bardzo palącą kwestią.
Pierwszy odrzutowiec pojawił się w Paro International Airport w listopadzie 1988 roku. Średniodystansowy czterosilnikowy British Aerospace Bae 146 połączył Bhutan z New Dehli w Indiach, Bangkokiem w Tajlandii oraz Kathmandu w Nepalu. W tym samym czasie Bhutan rozpoczął własne programy szkolenia pilotów, starając się uniezależnić od Air India.


Tylko dwa Airbusy
Kolejny ważny rozdział w historii Druk Air i bazy w Paro to rok 2004. Lotnictwo na świecie zaczęło rozwijać się w szalonym tempie. Decydenci wiedzieli już, że modernizacja floty jedynego przewoźnika lotniczego w kraju musi nastąpić bardzo szybko. Po lotach testowych – lądowaniach i startach z lotniska w Paro – zrezygnowano z oferty Boeinga. Uznano, że w tak trudnych warunkach lepiej sprawdzają się rozwiązania zastosowane w Airbusie. Tym samym Boeing 737 nie spełnił oczekiwań władz królestwa. Wówczas to właśnie rozpoczęto operacje Airbusem A319-115. Była to najdroższa i największa transakcja w historii tego malutkiego himalajskiego państwa.
Obecnie wyposażenie linii stanowią dwa wspomniane powyżej typy Airbusów o numerach rejestracyjnych A5-RGF i A5-RGG. Latają one do sześciu miast w pięciu krajach – Gaya, Kalkuta, New Delhi w Indiach, Dhaka w Bangladeszu, Kathmandu w Nepalu oraz do stolicy Tajlandii. Dwa odrzutowce Bae są wykorzystywane jedynie do widokowych lotów nad Himalajami.
Rząd Bhutanu planuje rozszerzyć ofertę połączeń. Rozpatruje się między innymi możliwości przelotów do Hong-Kongu, Singapuru oraz Dubaju. Wiąże się to jednak z rozbudowaniem floty o kolejne nowe maszyny. Na razie nie złożono zamówień na zakup samolotów.


Good food
Jak wynika z relacji pasażerów - a każdy z turystów zagranicznych musi skorzystać z oferty narodowego przewoźnika Bhutanu jako że nikt inny nie lata do tego kraju – linie prezentują wyśmienity standard usług. Przykładowy wpis na temat Druk Air z portalu, w którym pasażerowie oceniają linie lotnicze – „Excellent crew, good food, aircraft clean and new”. W Europie oferty last minute do Bhutanu sprzedają jedynie niemieckie biura podróży.
Końcowa faza lotu do Paro jest jedynym w swoim rodzaju przeżyciem. Samolot zniża się nad himalajskimi pasmami i nagle opada gwałtownie w dolinę, a już za chwilę dotyka kołami pasa. Większość lotów, ze względu na kierunki, odbywa się wzdłuż największych gór świata, jakimi są Himalaje. Przy sprzyjającej pogodzie wiecznie ośnieżone szczyty są świetnie widoczne z okien samolotu. Zainteresowani mogą podziwiać z powietrza widok Mt. Everest czy Kanchenjungi.
Nie zawsze jest jednak tak różowo. Himalaje to wszak nieposkromiony żywioł. A co znamienne dla gór, często panują tam skrajnie niekorzystne warunki atmosferyczne, gęsta pokrywa chmur skutecznie redukuje widoczność. Z uwagi na to linie Druk Air relatywnie często odwołują loty z i do portu w Paro (W Bhutanie nie ma alternatywnego lotniska). Wszystko to dyktowane jest jednak względami bezpieczeństwa. Ciekawostkę stanowi fakt, że loty wykonywane są tylko w dzień.
Druk Air ściśle współpracuje z liniami Bangkok Airways oferując od niedawna pasażerom jeden bilet i promocyjne taryfy na destynacje z przesiadką w stolicy Tajlandii. Tym sposobem można dostać się do między innymi do Chin, Japonii, na Malediwy, do Birmy oraz w głąb Tajlandii. Konkretne porty docelowe to Koh Samui, Chiangmai, Phuket, Shenzen, Guilin, Jinghong, Xi'an, Siagon, Phnom Penh, Siem Reap, Male, Yangon, Hiroshima i Fukuoka.
W 1990 roku Druk Air gościł na pokładach swych samolotów niecałe 15 tysięcy pasażerów, w 2007 roku było już ich niemal półtora miliona.
Jak każda szanująca się linia lotnicza Druk Air posiada rozbudowany magazyn pokładowy. Nosi tytuł Tashi Delek. Jego poszczególne numery traktują głównie o walorach turystycznych kulturze i historii kraju. W jednym z ostatnich wydań możemy między innymi przeczytać uspokajające słowa – ”Jeżeli zauważysz, że lecimy zbyt blisko szczytów górskich, nie przejmuj się. To normalna procedura”. Żaden samolot Druk Air nie uległ do tej pory katastrofie czy wypadkowi.


Zmiany, zmiany
W królestwie rozważa się obecnie możliwość wybudowania drugiego portu lotniczego, który umożliwiałby łatwiejsze i zarazem bezpieczniejsze procedury startu i lądowania. Na razie wiadomo tylko tyle, że nowe lotnisko miałoby się mieścić na południu kraju.
W najbliższym czasie linie planują gruntowną zmianę wzornictwa uniformów personelu pokładowego. Stewardessy otrzymają stroje składające się z długiej tradycyjnej bhutańskiej spódnicy, tzw. kiry z mieszanką kolorów szarego, beżowego i fioletowego oraz z przewiązanej paskiem fioletowej kamizelki z bawełny i jedwabiu. Zdaniem przedstawicieli linii nowy kostium charakteryzuje się prostym wzornictwem, a zaprojektowany został w sposób, który ma ułatwić załodze poruszanie na pokładzie samolotu. Nawiązuje jednocześnie symbolami do bhutańskich tradycji. Całość została wybrana spośród siedmiu wzorów. Uniform jest dziełem bhutańskiego projektanta mody.
I na koniec ciekawostka – Z usług Druk Air korzysta zawsze król Jigme Khesar Namgyel Wangchuck, który podróżuje za granicę wyłącznie rejsowymi samolotami.

Licencja: Creative Commons