Sardynia, Alghero, jedzenie na Sardynii

Data dodania: 2009-01-26

Wyświetleń: 2813

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Nie wiedziałam, że będę aż tak nieomylna w doborze terminu naszych wakacji. Początek października a my leżymy sobie na przepięknej plaży w zatoce Porto Conte w pobliżu miasta Alghero. Słońce, temperatura akurat (26 stopni), przepiękne widoki i prawie nikogo, bo sezon dobiegł już końca. O nielicznych turystach można przekonać się dopiero wieczorem, kiedy wszyscy wyruszają do miasta w celu znalezienia przytulnej i romantycznej knajpki lub restauracji. To idealny moment żeby nabrać energii i naładować własne baterie przed najgorszymi (pod względem pogody) miesiącami w Anglii. Tutaj czuję się wolna od spraw dnia codziennego i zmartwień. Do woli mogę rozkoszować się słońcem, a bajkowe widoki czarują i przenoszą mnie, na moje mentalne wyżyny.

Codziennie rozkoszujemy się nową porcją zapachów i smaków. Jedzenie bowiem jest tutaj przepyszne. Naturalne i nie zmącone chemicznymi dodatkami aż w takim stopniu jak to się ma w Anglii.

Sery- ich zapach to przede wszystkim zbiór takich ziół jak: tymianek, mirt czy rozmaryn. Ser miękki, łagodny, a także ser twardy jak kamień. Wszystkie pyszne i aromatyczne. Wspaniałe rodzaje białej jak śnieg mozarelli i riccoty, których jest kilka odmian, a każda wyjątkowa. Ta, którą ja polecam, to riccotta wędzona- z rumianą, ciemno brązową skórką. Raj dla smakoszy. Typowo sardyńskie sery sprzedawane są choćby w najmniejszych supermarketach czy bazarach w postaci wielkich kołaczy.

Do serów, ryb czy makaronów podawane jest oczywiście wino. Najbardziej znanym jest czarno-fioletowe Cannonau oraz Monica. Inne świetne wina sardyńskie to Nuragus, Vermentino ( typowe dla tego regionu w którym byliśmy), Aragosta, Malvasia oraz Sorso i Sennori. To co zwróciło naszą uwagę, to mnóstwo alkoholi (od wódki po słodkie, kremowe nalewki), a nawet cukierków, na bazie mirtu (biały lub czerwony). Typowym napojem alkoholowym jest też likier z cytryny Limonciello czy wódka z winogron Filuferru. Do niedawna był zakaz jej sprzedaży i produkcji, chowano więc ją w ziemi ale żeby nie zapomnieć gdzie zakopano wiązano do szyjki drut żelazny, który wystawał na zewnątrz. Stąd polska nazwa wódki brzmi: „żelazna nitka ”.

Wracając jednak do makaronów- nie da się ich nie zauważyć. Stanowią bazę typowych makaronowych potraw jak: raviolli ze szpinakiem i karczochami, czy też zapiekane canelloni z bakłażanem. Przeróżne kształty geometryczne, a nawet kolory- od śnieżno białego, przez zielony, czerwony po totalnie czarny. Pieczywo pierwsza klasa- ponad 100 gatunków chleba. W wielu wioskach ludzie pieką go jak dawniej. Jest cieniutki i ma kształt placka.

Pisząc o jedzeniu nie sposób pominąć pizzy. Trzeba pamiętać, że podawana jest dopiero o 18.00. Pizza w wersji wegetariańskiej wygląda tak: warzywa podawane są na upieczonym placku w naturalnej, nie obrobionej postaci. Smakuje wybornie ! Odrębny temat stanowią ciasta, a w szczególności tiramisu.

Lokalnym przysmakiem jest sebadas (lub seadas) – ciasto z serem – niby pączek, polany miodem. Kawa- tutaj nauczyliśmy się pić espresso. Silne, czarne, mocne !!! Szatan, ale jakże uroczy! Zastrzyk energii, możliwy do przełknięcia z wodą, którą podają dodatkowo. Zresztą kawa Lavazza (typowo włoska) to jedna z moich ulubionych.

Alghero to miasto w którym stacjonowaliśmy. Było również doskonałą bazą wypadową do innych miejscowości jak: Porrto Torres, Sassari czy Bossa. Samo Alghero to miasto piękne, z małym portem, gotycką starówką oraz z długą linią murów obronnych, które stanowiły konieczną obronę miasta przed pirackimi najazdami w 15 wieku. Zdziwiły nas również liczne bunkry, pozostałość po II wojnie światowej. Okazało się bowiem, że serce miasta w czasie wojny ucierpiało najbardziej. Około 40% mieszkańców Alghero posługuje się na co dzień archaiczną odmianą katalońskiego od czasu, gdy wojska Królestwa Aragonii wysiedliły w 1372 r. autochtoniczną ludność sardyńską w głąb lądu, sprowadzając w jej miejsce osadników z Katalonii. Była to kara za wykrycie spisku przeciwko królowi, zawiązanego przez rządzącą miastem rodzinę Doria po zdobyciu Alghero przez Aragończyków w 1353. Pochodzenie mieszkańców znalazło swoje odzwierciedlenie w nietypowej siatce ulic, przypominającej katalońskie miasta architekturze i miejscowej kuchni. Do dziś standardowy kataloński jest rozumiany przez ponad 60% populacji Alghero. W Alghero znajduje się jedyna we Włoszech, Parafia Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, pw. św. Barbary.

Ten region Sardynii słynie z przepięknych raf koralowych. Jubilerskie wystawy prezentowały dla mnie osobiście jubilerskie dzieła sztuki. Wśród 2500 znanych gatunków korali najznamienitszą ich odmianą jest koral szlachetny w gamie barw od bladoróżowej do ciemnoczerwonej. Wygląda on ciekawie zarówno w postaci półsurowej, jak i polerowanej. Wspaniale prezentuje się w tradycyjnych formach, jak również w prostej oprawie srebrnej, wychodząc naprzeciw ciągle trwającej modzie na prostotę, zdrowe życie i powrót do natury. Z ciekawostek: koral wywiera wrażenie powagi, godności i nigdy nie przemijającego wdzięku. Właściwości korali: pobudza, ogrzewa i ożywia. Blednie, gdy osoba nosząca go cierpi na niedokrwistość lub niedożywienie. Wzmacnia siły i wzrost. Pobudza strumień miłości.

Wynajętym samochodem jeździliśmy w góry, z których widok zapierał dech w piersiach. Można się położyć na zboczu i patrzeć bez końca. Skały są wielobarwne i błyszczą się w słońcu, a błękit morza jest nie do opisania. Zostaliśmy zauroczeni sardyńskimi obrazkami. Bardzo mili i gościnni ludzie dopełniają całości. Choć trzeba powiedzieć, że niewielu z nich mówi po angielsku. I podobnie jak w Polsce, na pytanie np. o drogę, odpowiadają we własnym języku. Jeśli widzą, że nie rozumiemy, to spokojnie powtarzają jeszcze raz, tyle, że głośniej. W górach znajdziemy tzw. Nuragi czyli sztuczne groty wróżek i kamienne konstrukcje nazywane grobami olbrzymów. Sardynia dla mnie to oaza ciszy i spokoju, choć w sezonie pewnie bywa głośniej. Serdecznie polecam.

Na pożegnanie dostaliśmy dodatkowy prezent w postaci przepięknych widoków z okien samolotu. Po lewej dało się bowiem zauważyć przepiękną Korsykę, nie mówiąc już o wspaniałych, ośnieżonych masywach górskich nad którymi przelatywaliśmy, włączając w to nawet Mont Blanc.
Licencja: Creative Commons
0 Ocena