Opis wakacji jakie autor spędził w Murvicy (Chorwacja) na wyspie Brac.

Data dodania: 2009-06-04

Wyświetleń: 2073

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Tym razem wiedziałem gdzie chcę jechać, a nie jak przed rokiem gdy znalazłem się w Murterze. Muszę jednak przyznać, że była to wiedza podobna do tej, którą posiadał Kolumb przed swoją wyprawą do "Indii" - wiedział, że coś tam jest, ale co tam zobaczy i czego doświadczy mógł się tylko domyślać.... Co więcej do znanej nam dzisiaj Ameryki Północnej Kolumbowi nie udało się właściwie dotrzeć. Mnie na wyspę Brač w Chorwacji tak. I o tym właśnie będzie ten krótki reportaż.

Wyruszamy samochodem marki Toyota w czwartkowy poranek 16 sierpnia i obieramy kierunek na południe - Cieszyn, Wiedeń, Gratz, Słowenia, Zagrzeb. Toyota nawet na polskich drogach spisuje się znakomicie i wcale nie jest prawdą, że po naszej autostradzie nie można jechać 150 km/h.... Można jeżeli się ma szczęście i nie ma po drodze policji. Policji i owszem nie było, za to korek w okolicach Pszczyny i owszem! Droga przez Czechy i Austrię mija bardzo szybko i spokojnie, w Słowenii podziwiamy widoki i siłą woli porównujemy ją do Szwajcarii. Jednak czy w Szwajcarii trzeba jeździć cały dzień na światłach? W Słowenii tak! Szkoda, że o tym nie mówią celnicy. Celnicy po drodze w ogóle nic nie mówili poza "jechać dalej". Taka odprawa bardzo mi się podoba. Podobała mi się również mapa Słowenii otrzymana za darmo na przejściu granicznym. Bardzo miła chociaż niepraktyczna dla kogoś, kto jedzie tranzytem do Chorwacji - drogowskazy na Zagrzeb widać prawie z granicy. Oto już przed nami Chorwacja, zupełnie pusta (i bardzo dobra) autostrada, jeszcze chwilę krętą drogą i już jesteśmy w okolicy Jezior Plitivickich.

Park Narodowy Jezior Plitwickich, wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO i trzeba przyznać jest to miejsce bardzo, ale to bardzo ładne. Turkusowa, czyściutka woda w której można oglądać ryby, dzika przyroda, drewniane kładki prowadzące przez lasy, piękne wodospady z najważniejszym "Wielkim Wodospadem" i ... tłumy ludzi pragnących, mimo ceny biletu 80 KN, to wszystko zobaczyć.

Tak to się porobiło na tym świecie, że najpierw takie dzikie enklawy niszczymy, a potem musimy je specjalnie chronić, żeby je oglądać... Tłum był szczególnie duży przy przystaniach gdzie cumują stateczki turystyczne pływające po jeziorach jak również w miejscu gdzie można coś zjeść lub czegoś się napić. Trzeba przyznać, że kawa i zimne piwo z widokiem na jezioro smakuje wyśmienicie - zwłaszcza po trochę dłuższym spacerze w promieniach gorącego słońca. W ogóle Jeziora Plitivicke to idealne miejsce do spacerowania i do zrobienia kilku ładnych zdjęć.

Ruszamy dalej w kierunku Splitu i wyspy Brač. Przed nami kręte chorwackie drogi, czasami szaleni kierowcy (chorwaccy i polscy...) i przepiękne widoki - góry i doliny, gdzie więcej kamieni niż budynków mieszkalnych. Chorwacja jest krajem bardzo słabo zaludnionym i można jechać przez długi czas nie spotykając żadnych osad ludzkich. Czasami niestety można spotkać również groby przy drodze, albo puste miejscowości. Wszystko to pozostałość po wojnie, jak również po udanej próbie odbicia okolicznych miejscowości z rąk Serbów. Z okolic Knina ok. 150 tys. Serbów musiało uciekać do Serbii jak również do Bośni i Hercegowiny, a wielu z nich zostało zamordowanych. Smutny i przygnębiający jest widok takich miejsc.

Zostawiamy smutki na boku, przed nami port w Splicie i potężna kolejka, aby dostać się na prom do Supertaru na wyspie Brač. Bilet na określoną godzinę (cena za dwie osoby i samochód - 128 KN) można dostać bez żadnego problemu, ale dostać się na prom - to już jest sztuka. Spędziliśmy w kolejce ok. 1,5 godziny, a najciekawsze z tego wszystkiego, że na prom wjeżdżałem tyłem... Na promie już odczuwamy działanie upalnego słońca, już czuć morską bryzę, już robi się weselej i radośniej.

Jeszcze przejazd przez wyspę Brač. Wyspa ta jest jedną z większych wysp należących do Chorwacji, aczkolwiek tak jak i cała Chorwacja jest bardzo słabo zaludniona. Przeważają kamienie, kamienie i kamienie, gdzieniegdzie poprzedzielane drzewkami figowymi lub oliwkowymi, co przy zachodzącym powoli Słońcu tworzy bardzo urokliwy, niespotykany nigdzie w Polsce krajobraz. Z drogi do Bola można skręcić na Vidową Górę - najwyższe wzniesienie adriatyckich wysp (778 m). Warto tam jechać, zwłaszcza, że prowadzi nas asfaltowa droga, co na bocznych drogach na Braču wcale nie jest takie częste. W restauracji na górze chcemy wypić kawę lub herbatę, ale niestety nie ma - zepsuła się maszyna. Na szczęście są przepiękne widoki - leżącej w dole wyspy Brač, trochę bardziej odległej wyspy Hvar, morza i Słońca zachodzącego hen, gdzieś tam nad Włochami.

Krętą (a niby jaka miała być? w końcu jesteśmy w Chorwacji!) drogą zjeżdżamy w dół do miasta Bol, gdzie przez dobrą godzinę próbujemy znaleźć naszych gospodarzy Nadę i Kresimira Okmaziców. W końcu ich odnajdujemy, aczkolwiek numeracja ulic w tym mieście odbiega od znanych nam standardów. Od razu miłe przyjęcie, poczęstunek i napitek "bo musicie być zmęczeni" i miła rozmowa w mieszanym języku angielsko-niemiecko-chorwacko-polskim. Dobra, koniec tego, jedziemy na miejsce noclegu do Murvicy, gdzie znajduje się letni domek Państwa Okmaziców. Pomijając kamienistą, krętą, biegnącą nad przepaścią drogę, miejsce okazuje się być cudowne!!!

Trzeba zacząć od tego, że w ciągu roku żyje tam 10 (słownie: dziesięć) osób. Na wakacje zjeżdża trochę więcej, ale na pewno nie jest to zatłoczony kurort. Cisza i spokój. Morze w dole w odległości stu metrów widoczne z pokoju czy kuchni. Winnice dookoła i piwniczka z winem, z których gospodarz pozwala nam korzystać do woli. Plaża marzenie - cudowna woda, skałki wokół, a przebywających tam wczasowiczów zna się wszystkich po dwóch dniach. Bardzo przyjemne miejsce jeżeli ktoś jest zmęczony gwarem turystycznych, tak samo wyglądających miast. Raj czy co? Chyba tak! Oczywiście są pewne niedogodności - w Murvicy nie ma sklepu i na przykład po chleb trzeba jeździć do Bola. Jest za to restauracja, chociaż ceny nie zachęcają do częstego jej odwiedzania.

Jednak plaża równoważy wszystko! Rano morze zaskakuje nas nie tyle swoją krystalicznie czystą wodą, ale ciszą godną Oceanu Spokojnego. Cisza ta trwa codziennie do 12:30 (z zegarkiem w ręku), a potem zaczyna wiać, umożliwiając wiatrowo-wodne harce żeglarzom i deskarzom. Wielu z nich zostawia swoje deski i żagle na plaży - Chorwacja w takich miejscach jest naprawdę bezpiecznym krajem.

Pływać na desce można również w miejscowości Bol. Jest to najstarsze miasto na wyspie Brač. Słynie ze swoich plaż, a szczególnie z plaży Zlatni Rat, która dość długim klinem wbija się w wody Morza Adriatyckiego. Plaża ta oczywiście jest kamienista, aczkolwiek kamyczki są bardzo małe i można chodzić po nich na boso bez obawy skaleczenia się. Na prawym końcu "klina" (patrząc w stronę morza) kilka osób opala się w "strojach naturalnych" nic, a nic nie robiąc sobie z zakazów zabraniających tego. Z kolei na lewym końcu plaży znajdują się dość liczne i nieźle wyposażone wypożyczalnie sprzętu wodnego przede wszystkim do windsurfingu. Poza tym dużo ludzi, dużo "atrakcji" w postaci barów, sklepików, kramików itp. Tuż za plażą znajduje się kompleks hotelowo-tenisowy, gdzie jest rozgrywany CROATIAN BOL LADIES OPEN 2001 - turniej tenisowy kobiet, z sumą nagród 170 tys. $, zaliczany do klasyfikacji WTA.

Trzeba przyznać, że plaża w Bolu jest główną atrakcją miasta. Wprawdzie znajduje się w nim również port czy klasztor Dominikanów z XVw., jednak wiele innych atrakcji "do zwiedzania" w Bolu nie ma. Miasto wygląda bardzo urokliwie szczególnie po zapadnięciu zmroku i zapaleniu lamp. Spacer wąskimi uliczkami lub po małym porcie, tuż przy morzu rozświetlonym księżycową poświatą, staje się wtedy szczególnie romantyczny.

Można również spróbować zapoznać się z innymi atrakcjami wyspy Brač. Nie myślę w tym momencie o dalmatyńskich "jadłach i napitkach" (trzeba przyznać, że grillowane potrawy mają bardzo dobre), ale o zabytkach wyróżniających to miejsce. Należą do nich przede wszystkim Drakonjina spilja ("Jaskinia Smoka") oraz Blaca.

"Jaskinia Smoka" to pozostałości starego klasztoru z wyrzeźbionymi wewnątrz w wapiennej skale płaskorzeźbami nawiązującymi do Apokalipsy św. Jana. Trzeba przyznać, że wygląd tych rzeźb robi wrażenie, podobnie jak otaczające nas góry, które wydają się być zupełnie niedostępne. Chyba tylko dlatego, że tak było od wieków, drogi do ruin nie wskazuje żaden znak, a dojście tam bez przewodnika może skończyć się dużym rozczarowaniem - wejście jest zamykane na kłódkę. Ruiny klasztory znajdują się nad Murvicą i zostaliśmy tam doprowadzeni przez naszego gospodarza. Szkoda tylko, że nie uprzedził, iż wyprawa tam w sandałach może być dość ciężka...

Drugą atrakcją Brača polecaną w każdym przewodniku jest Blaca - najlepiej zachowany kompleks starych budynków, wybudowanych w monumentalnych górach. Niestety dwukrotne próby dotarcia tam spełzły na niczym. Za pierwszym razem nie chcieliśmy ryzykować samochodu jadąc po drodze nadającej się bardziej dla dalmatyńskich osłów lub samochodów terenowych. Stwierdzamy, że druga próba musi być lepsza i wybieramy się tam drogą morską na wycieczkę. Po przepłynięciu z Bola ok. 1 godziny wzdłuż wyspy Brač (w kierunku zachodnim) trzeba jeszcze podejść ok. 3 km pod górę do zabudowań. Niestety, próba ta również się nie powiodła.... zbyt mało osób było chętnych na tę wycieczkę. Czyżby do trzech razy sztuka? Czyżby to znak, że ... trzeba tam wrócić? Być może. Już w drodze powrotnej, w czasie padającego bez przerwy od granicy słoweńsko - austriackiej deszczu, zacząłem tęsknić za ciszą, spokojem, życzliwością Chorwatów, słońcem i tym wszystkim, co sprawiło, że pobyt w Murvicy był tak przyjemny. Już tylko jedenaście miesięcy...
Licencja: Creative Commons