Próba obiektywnej oceny Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2009-04-22

Wyświetleń: 2792

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena
Polska Rzeczpospolita Ludowa to lata 1952 – 1989. Lata, które do dzisiaj budzą wiele kontrowersji przez swoją niejednoznaczność. Czytając opinie polityków, historyków i zwykłych ludzi uderza skrajność ich wypowiedzi.

Dla jednych był to okres, w którym władze Polski całkiem świadomie przekreśliły dokonania Polaków przeciwstawiających się władzy niemieckiej w II wojnie światowej, poddając się wpływom ZSRR.
Dla drugich okres kiedy Polacy mogą poszczycić się godną podziwu postawą obywatelską w związku ze strajkami do jakich dochodziło – chociażby strajk w Stoczni Gdańskiej wywołany podwyżką cen, która decyzją Biura Politycznego została wprowadzona 13 grudnia 1970 roku. Dzień później w ramach protestu zastrajkowała właśnie Stocznia Gdańska im. Lenina, gdzie robotnicy oburzeni znaczną podwyżką cen tuż przed Bożym Narodzeniem zażądali jej cofnięcia. To faktycznie, w czasach kiedy po kolejnych podwyżkach jedyne co robimy to przeklinanie pod nosem, obecnie budzi pewien podziw. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Trójmiasto szybko zostało odcięte od reszty Polski, aby wiadomość o strajkach nie rozeszła się po kraju.
Władze PRL-u protesty uznały za chuligańskie wybryki, grożąc jednocześnie ich pacyfikacją. Biorąc pod uwagę środki jakich do tego użyto - „do tłumienia protestu zaangażowano 25 000 żołnierzy, użyto 550 czołgów i 750 transporterów opancerzonych” (A. Friszke „Polska. Losy państwa i narodu 1939 – 1989”, Warszawa 2003, str. 306).

Imponuje postawa młodzieży z tamtych czasów. Nie dalej jak dzisiaj miałam okazję obserwować grupkę młodzieży, która wciśnięta w ciasny kąt, na podziemnym parkingu centrum handlowego piła wódkę, obrzucając przy tym wyzwiskami każdy przejeżdżający samochód. Może stanowiło to swojego rodzaju, bardzo osobliwe ich preludium do nadchodzącego weekendu. Ciężko stwierdzić i aż strach dłużej rozwodzić się nad powodami, dlaczego akurat parking centrum handlowego i dlaczego taka „rozrywka”, a nie inna. Moja krytyka tego „zjawiska” – bo jak inaczej to nazwać? – nie jest powodowana faktem, że akurat znajdowałam się w jednym z samochodów, który owa młodzież przeklęła. Takie sceny obserwuję co raz częściej i to na każdym kroku, dlatego nie mogę sobie za nic wyobrazić dzisiejszej młodzieży w czasach PRL-u. Puszczając wodze fantazji i nawiązując jeszcze raz do strajku w Stoczni Gdańskiej, można by stwierdzić, że zamiast wspomnianych 25 tys. żołnierzy użyto by jedynie kilku i to do odprowadzania do domów pijanej młodzieży.

Pisząc o czasach PRL-u nie sposób nie wspomnieć o kryzysie gospodarczym jaki pojawił się w Polsce w połowie lat siedemdziesiątych, związany z zaciąganiem przez Polskę kredytów zagranicznych, które trzeba było spłacić. Była to kwota ogromna, bo sięgająca około 24 miliardów dolarów. Tutaj znowu pojawia się wzrost cen produktów takich jak mięso i cukier, co miało rozwiązać problem spłaty kredytu. To z kolei wywołało falę protestów w czerwcu 1976 roku w Radomiu, Płocku i Ursusie. Władze PRL-u za wszelką cenę starały się zyskać władzę przez duże W. Ekipa Edwarda Gierka po krwawym grudniu 1970 roku nie zdecydowała się już na bezpośrednie użycie broni – w trakcie protestów w czerwcu 1976 roku w Radomiu, milicja nie została nawet wyposażona w broń palną.
Jednak zatrzymani 25 czerwca odwożeni byli do komend, gdzie byli bici przez szpaler milicjantów. Praktyki te nazywano „ścieżkami zdrowia”. Władze „odbiły” sobie więc konieczność cofnięcia ogłoszonych podwyżek cen karając ludzi za udział w demonstracjach.
Żeby skazać kogoś na ową ścieżkę zdrowia wystarczyło oświadczenie milicjanta, że widział daną osobę w tłumie protestujących.
W ostatecznym podsumowaniu myślę, że przyznałabym rację matce, która wielokrotnie negatywnie wypowiadała się o PRL-u. Nie przez solidarność, a przez argumenty „za” jakie przytaczał sąsiad - wyznający pogląd, że "za komuny było lepiej". Twierdził on, że „za komuny każdy miał pracę i co do garnka włożyć, a biedy nie było”. Fakt – biedy nie było, tzn. nie było jej widać, bo była cenzura. Dzisiaj każda stacja telewizyjna i radiowa w programie informacyjnym może podać i podaje kolejne przypadki skrajnej biedy. Tyle tylko, że to służy jej zwalczaniu – chociaż wywoływaniu sensacji również, a nie zamiataniu brudu pod dywan.
Czy każdy miał pracę? Może i tak, tylko czy za pracą szła płaca? Zamiast pieniędzy – w zakładach pracy – pracownicy dostawali tzw. bilety NBP, które miały pieniądze jedynie imitować. Naśmiewano się z nich zaginając je, co z napisu wydrukowanego na każdym egzemplarzu „Bilety NBP są oficjalnym środkiem płatniczym w Polsce” przekształcało go w „Bilety NBP są niczym w Polsce”. „Biletów” nie można było wymieniać na jakąkolwiek inną walutę. Później, za dodatkowe bony towarowe, w sklepach i tak niewiele można było kupić, pod warunkiem, że coś do tego sklepu w ogóle „rzucili”.
Nie znaczy to jednak, że należy głosić wyższość dzisiejszych czasów nad czasami PRL-u. Nie oznacza to również, że nic się nie zmieniło.
Dzisiaj nikt już nie sprzedaje makulatury, żeby w zamian dostać papier toaletowy – towar zupełnie deficytowy, na równi z cukrem, który – ze względu na wykorzystywanie go w produkcji bimbru – należał to towarów niezwykle drogich - państwo w obawie przed stratami w monopolu alkoholowym podnosiła jego cenę.
Zdaję sobie sprawę, że moja ocena czasów PRL-u nie jest obiektywna, bo wyrobiona książkami, w których z kolei autor przedstawia zawsze własną wizję prawdy – taką jak on ją widzi. Jedyne co mi więc pozostaje do staranny dobór lektur. Przyznaję również, że nigdy nie zgłębiłam tematu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej do tego stopnia, aby móc rzetelnie ocenić decyzje podjęte przez władzę w tamtym okresie i ich skutki. Moja praca jest więc – być może nieudolną, ale jedynie próbą oceny czasów, które mimo wszystko – na szczęście – minęły. Jak to Paweł Śpiewak – autor książki „Pamięć po komunizmie” - napisał: „Nic w przeszłości nie zasługuje na jednoznaczną ocenę”.

Licencja: Creative Commons