Jaki jest Bhutan? Reglamentacja liczby turystów odwiedzających ten kraj sprawia, że tak naprawdę mało wiemy o tym kraju. Tekst zawiera wspomnienia z wyprawy.

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2009-03-25

Wyświetleń: 3653

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Kraj jest jednym z najbiedniejszych na świecie pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego. PKB wynosi tu zaledwie 1400 dolarów, niewolnictwo oficjalnie zniesiono w 1958 roku, a pierwszy w historii królewstwa kanał telewizyjny działa od 1999 roku. Na razie to jednak rozrywka wyłącznie dla wybranych, bowiem według szacunków, aż 70 proc. gospodarstw domowych nie posiada dostępu do energii elektrycznej.

Dopiero w pierwszych latach XXI wieku poddani króla Jigme Singye Wangchuck poznali smak globalistycznej Coca-Coli. Jednak o powstaniu innego symbolu konsumpcji zachodniego świata – baru McDonalda – król nawet nie chce słyszeć. Co za dużo, to niezdrowo.
Bhutan w miejscowym języku urzędowym dżongkha nazywany jest Druk Jul, co oznacza Królestwo Smoka. W rolę tegoż smoka strzegącego poddanych przed wpływami kultury zachodniej wcielali się poszczególni monarchowie. Nawet w dzisiejszej epoce otwierania granic, Bhutan stanowi pewne wyzwanie dla podróżnika. Władze opracowały bowiem ściśle przestrzegane procedury. Uzyskanie promesy wizy  możliwe jest tylko po wykupieniu „pakietu turystycznego” w miejscowych narodowych liniach lotniczych Druk Air. Pakiet ów jest obowiązkowy i zawiera między innymi wyżywienie, hotel, przejazdy, opiekę przewodnika oraz uczestnictwo w imprezach folklorystycznych. Liczba turystów, którzy co roku mogą przekroczyć granice Bhutanu jest limitowana. To inaczej niż w Europie, na przykład gdy wyjeżdżamy na wczasy Hiszpania czy wybierając wakacje Grecja .
Infrastrukturę noclegową, trudno nazwać rozwiniętą. Sytuację utrudnia jeszcze fakt, że nie wszystkie hotele mogą przyjmować cudzoziemców. Królestwo może poszczycić się tylko jednym pięciogwiazdkowym hotelem – Druk Taj w Thimphu. Wybudowano go w kooperacji z Indiami, których wpływy gospodarcze są tutaj coraz bardziej zauważalne.
Na podróż w niektóre regiony kraju trzeba starać się o specjalną, odpowiednio uzasadnioną zgodę w bhutańskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Procedura jest długa i uciążliwa, a pozwolenie nie zawsze jest wydawane.

Lądowanie w klasztorze
Malutki Bhutan, rzucony pomiędzy dwóch potężnych sąsiadów – Chiny i Indie – przyciąga wspaniałymi krajobrazami i niespotykaną nigdzie indziej egzotyką. Skąd się wzięła ta unikalność królestwa? Ziemie te nigdy nie zostały skolonizowane przez Europejczyków, nie było tu konfliktów zbrojnych ani najazdów. Bhutan oparł się skutecznie również wpływom rewolucji przemysłowej. W wielu regionach życie nie różni się niczym od tego, jakie mieszkańcy wiedli sto lat temu. Nie będzie to jednak wieczna sytuacja. Już widać pewne nieśmiałe symptomy modernizacji. Tym samym kraj powolutku zatraca swą odrębność, która obecnie tak przyciąga turystów. Kilka lat temu na rynku pojawił się jak dotąd jedyny operator sieci komórkowej – państwowy B Mobile. Z uwagi na ukształtowanie terenu oraz relatywnie wysokie ceny połączeń na luksus korzystania z najnowszych technologii mogą pozwolić sobie tylko nieliczni.
Ponad 70 procent powierzchni kraju pokryta jest lasami sosnowymi, lecz nie one są największą atrakcją królestwa. Na wizerunek Bhutanu składają się przede wszystkim największe góry świata – Himalaje. Aż 20 szczytów położonych jest na wysokości powyżej 7 tys. metrów n.p.m. W programach dla turystów często znajdują się oferty widowiskowych przelotów nad co ciekawszymi wierzchołkami. Całości dopełniają dzikie, nieuregulowane, wartkie rzeki, których większość to dopływy wielkiej Brahmaputry. Krajobraz przypomnina nieco ten, znany nam z Turcji, gdzie spędzamy często wczasy last minute.
Architektura reprezentuje styl typowo himalajski. Charakterystycznymi budowlami są dzongi, czyli masywne twierdze-klasztory. Jest ich bardzo dużo, znajdują się zarówno w dolinach, jak i na mniejszych szczytach górskich. Spadziste, kolorowe dachy zostały zapożyczone z Tybetu. Najstarsze budynki pochodzą z XIII wieku i do tej pory znajdują się w nienagannej kondycji. Wyjątkowość architektury rzuca się w oczy już na międzynarodowym lotnisku w Paro. Przypomina ono bardziej zespół klasztorów buddyjskich, niż nowoczesne terminale.

Tytoń dla bogaczy
Ciekawostką jest fakt, że Bhutan to jak dotąd jedyne państwo na świecie, w którym obowiązuje zakaz palenia i handlu wyrobami tytoniowymi. Nie dotyczy on cudzoziemców. Jednak nawet turysta częstujący Bhutańczyka papierosem, według prawa może być oskarżony o przemyt. Miejscowym zostawiono małą, acz niezwykle kosztowną i restrykcyjną furtkę. Mogą oni sprowadzać małe, limitowane ilości tytoniu na własne potrzeby zza granicy, lecz proceder obłożono tak horrendalnymi stawkami celnymi, iż na papierosy stać jedynie bogaczy. Odwrotnie niż widzieliśmy to na Kubie podczas podróży Kuba wczasy last minute. Jeśli już ktoś jest majętny, to nałogowi możne oddawać się wyłącznie w prywatnym domu.
Również w kwestii religii Bhutan jest wyjątkowy. Oczywiście religią państwową jest buddyzm, ale nie w tradycyjnej odmianie, lecz tzw. Drukpa Kagyupa. Tylko Królestwo Bhutanu zaadaptowało ten rodzaj buddyzmu, jako oficjalnie obowiązujący.
Pomimo niewielkich rozmiarów kraju, zamieszkująca go ludność (około 700 tysięcy) nie jest jednorodna. Charakterystyczne są trzy grupy - Ngalongs zamieszkujący zachodnie i centralne regiony to potomkowie tybetańskich imigrantów z IX wieku, Sharchops żyją na wschodzie i uznawani są za pierwotnych mieszkańców Bhutanu oraz Lhotshampas mający korzenie w Nepalu.

Skrzyżowania bez świateł
W malowniczo położonej nad rzeką Wang Chhu stolicy Bhutanu Thimphu mieszka niecałe 100 tysięcy ludzi. Miasto rośnie w szybkim tempie. Tak jak w pozostałych krajach regionu (Indie, Chiny) od kilku lat demografowie obserwują narastający exodus wiejskiej biedoty, która przybywa do centrum w nadziei znalezienia pracy, a tym samym wyjścia z nędzy.
Wielkomiejskość dotarła i tutaj. Główna ulica stolicy Norzin Lam pełna jest stosunkowo nowoczesnych sklepów, punktów usługowych, hoteli, znajduje się tu nawet muzeum strojów ludowych oraz biuro podróży z ofertami wycieczek, w tym last minute. Pozostała część Thimpu, jest mniej kolorowa, ma jednak swój specyficzny, wschodni urok. Całość okolona jest rosnącymi na wzgórzach lasami, co z kolei przypomina krajobraz widziane w kraju o nazwie Chorwacja.
Miejsce, gdzie turyści najczęściej kierują swe kroki to targ miejski. Stragany rozlokowane są w pobliżu rzeki, która niesie daleko gwar rozmów pomiędzy kupcami i klientami. Oprócz kolorowych warzyw i owoców, świeżego mięsa, przypraw znajdziemy tu na pewno wiele innych ciekawych przedmiotów. Popularnością wśród cudzoziemców cieszą się rytualne maski służące rzekomo miejscowym do wywoływania duchów, lokalna biżuteria, cynowe naczynia. Można tu również nabyć tradycyjne stroje bhutańskie – kirę i gho. Kira to długa aż do kostek, spięta na ramieniu i przewiązana w talii paskiem, suknia. Materiał i sposób wykonania świadczy o statusie społecznym kobiety. Gho z kolei jest długą szatą dla mężczyzn z charakterystycznym zawinięciem u dołu i szalem na górze. Obydwa stroje są obowiązkowe w przypadku, gdy bhutańczycy występują oficjalnie, na przykład podczas załatwiania spraw w urzędach. Targ funkcjonuje jedynie w soboty i niedziele. Wśród kupujących zauważyć można mnóstwo... buddyjskich mnichów. Miejscowym rarytasem są małe zielone papryczki chilli dodawane przez Bhutańczyków praktycznie do każdego dania.
Cena kilkograma nie jest niska, bo wynosi około 180 ngultrum, czyli ponad 9 złotych. Dużo taniej możemy kupić... kilogram świeżego mięsa.


W Thimphu sprawnie działa komunikacja miejska, pomimo że w stolicy nie zainstalowano sygnalizacji świetlnej. Ruchem w newralgicznych punktach kierują członkowie Royal Bhutan Police mający na skrzyżowaniach specjalne, okrągłe zadaszone budki wartownicze. Jak wszystko w Bhutanie, są one bogato zdobione w lokalne ornamenty.

Piwo z królem
Od kilku lat w stolicy jak grzyby po deszczu powstają bary, a nawet śmiałe kluby nocne. Popularną rozrywką staje się karaoke. Szyldy części lokali mogą wywołać uśmiech u Europejczyka, np. „TakZimbaa – a bhutanese Hard Rock Cafe”. Najpopularniejszym trunkiem jest miejscowa whisky produkowana przez Gelephu Distillery oraz piwo typu lager z lokalnego browaru w Bumthang. Na butelkach często pojawiają się limitowane etykiety związane z królewskimi jubileuszami.
Kto potrzebuje większego wyboru, może udać się do jedynego supermarketu w Thimphu – The Tashi. Dla miejscowych atrakcją jest tu... skomputeryzowana kasa. Towary inne od spożywczych znajdziemy między innymi w Yarcal Central – kompleksie handlowym, przypominającym nieco nasze galerie handlowe. Pasjonaci na pewno zatrzymają się przed stoiskiem z bhutańskimi znaczkami pocztowymi. Tyle samo znaczków widzieliśmy kiedyś na wakacjach w Maroko. W tym roku, z okazji stulecia monarchii, królewska poczta wypuściła pierwszy na świecie... znaczek pocztowy z płytą CD-ROM. Na krążku znajdują się materiały filmowe dotyczące poszczególnych władców królestwa. Sukces był przeogromny. Władze wyczuły koniunkturę i niedługo potem pojawił się kolejny znaczek do odtwarzania – tym razem prezentujący przyrodę Bhutanu.
W Thimphu, tuż obok rezydecji królewskich i siedzib ministerstw, działa najwyżej położone na kuli ziemskiej pole golfowe. Ma ono jednak charakter otwarty, choć jak na całym swiecie, tak i tutaj, sport ten uprawiają bhutańczycy wywodzący się z wyżyn społecznych.

Budda i Bollywood
Charakterystycznym i centralnym elementem Thimphu jest Memorial Chorten – monumentalna budowla wzniesiona w 1974 roku na cześć poprzedniego króla. Wewnątrz znajdują się liczne malowidła nawiązujące do filozofii buddyjskiej. Na uwagę zasługuje również położony na szczycie jednego ze wzgórz klasztor Changangkha. Pochodzi z XV wieku, a jego głównym patronem jest Avalokiteshvara – bóstwo współczucia.
Warto zajrzeć również do miasteczka Punakha – stolicy Bhutanu do 1955 roku. Znajduje się tu chyba najładniejszy dzong. Ta otoczona górami, majestatyczna budowla powstała w 1637 roku na brzegu rzeki, którą wieńczy drewniany most. Funkcjonuje w niej obecnie klasztor buddyjski. Tutaj koronowany był pierwszy król Bhutanu Ugyen Wangchuck. W 1987 roku klasztor zmagał się z groźnym pożarem, którego skutki są już niewidoczne. Gdzie widzieliśmy podobny spalony klasztor? Hm, gdzieś na wczasach, czy wakacjach... Już sobie przypomniamy - Bułgaria !!! Dzong otwarty jest dla zwiedzających tylko w lecie. Wówczas mnisi przebywają w Thimphu.
Około ośmiu godzin jazdy od stolicy napotykamy małe graniczne miasto Gelephu. Kilka kilometrów dalej zaczynają się Indie, a konkretniej – stan Assam. Miasteczko daje możliwość rzadkiej obserwacji mieszanki wpływów hinduizmu i buddyzmu. Są tu liczne małe hotele, restauracje, bary, stragany z różnościami oraz... kino. Na afiszach królują oczywiście rzewne hity rodem z Bollywood. Aby było widać, że to jeszcze rubieże Bhutanu a nie Indie, wjeżdżających do Gelephu wita sporych rozmiarów statuetka buddy który, ubrany w żółtą szatę, z dobrotliwym uśmiechem spogląda na graniczny rwetes.

Karaiby w Himalajach
Narodowy sport w Bhutanie to łucznictwo. Zawody rozgrywane są przy każdej nadarzającej się okazji gromadząc nieprzebrane tłumy kibiców. Rywalizują ze sobą poszczególne miasta i wsie. Do najbardziej prestiżowych należą potyczki uświetniające obchody Nowego Roku. Popularnością cieszy się również turniej Yangphel Open. Zwycięzcy otrzymują nagrody w postaci telewizorów, odtwarzaczy mp3, tosterów, itd. Przedmioty te dla przeciętnego Bhutańczyka mają daleko wyższą wartość, niż dla mieszkańca Europy. Nie dziwią więc ogromne emocje związane z zawodami. Atmosfera podgrzewana jest przez prasę i przez kilka dni w królestwie nie dyskutuje się o czym innym. Ciekawostką jest, że zawodnicy w większości używają prymitywnego sprzętu wykonanego z bambusa. Najlepszym zawodnikiem jest aktualnie Tshering Hoden, uczestniczka Igrzysk Olimpijskich, notowana na 176 miejscu wśród najlepszych łuczników świata przez międzynarodową federację tego sportu. Nie trzeba chyba dodawać, że w Bhutanie traktowana jest jak bohaterka narodowa.
Tak popularna w innych regionach świata piłka nożna, nie wywołuje podobnych emocji. Najczęściej wspominany jest sukces narodowej reprezentacji, która w 2004 roku rozgromiła egzotyczny Montserrat 4:0. Mecz rozgrywany był w Thimphu na wysokości niemal 2300 m n.p.m. Wysoka przegrana może świadczyć, iż zawodnicy z Karaibów nie nawykli grać w Himalajach, bowiem według rankingów obydwa państwa kopią piłkę na podobnym poziomie. W rankingu FIFA Bhutan zajmuje przedostanią, 202 pozycję, Montserrat zamyka zaś stawkę narodowych reprezentacji.
Niewiele biur w polsce sprzedaje wycieczki, wczasy, wakacje do Bhutanu. Warto korzystać z biur w Niemczech. Tam można trafić last minute w dobrej cenie - bardzo tanie wczasy.

Licencja: Creative Commons