Grudzień roku 1903 był miesiącem przełomowym dla całej ludzkości. Bracia Orville i Wilbur Wright - pozornie jedni z wielu nieszkodliwych maniaków, których fascynowały przestworza - przekierowali ludzkość na nowy szlak.

Data dodania: 2009-08-09

Wyświetleń: 1126

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 2

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

2 Ocena

Licencja: Creative Commons

Szlak pozbawiony jakichkolwiek ograniczeń. Pierwszy z braci - Wilbur - urodził się w 1867 r. w Stanach Zjednoczonych, nieopodal miasta Millville. Orville przyszedł na świat cztery lata później w mieście Dayton. Oboje mieli pięcioro rodzeństwa i byli synami biskupa kościoła ewangelicznego. Kupując synom prymitywną zabawkę przypominającą helikopter, ojciec sprawił że zaczęli interesować się awiacją. Bracia szybko skonstruowali swoje pierwsze urządzenie latające – na razie w formie zabawki.

Wydarzeniem, które miało przyczynić się do wyparcia ptaków z przestworzy przez linie lotnicze, było skonstruowanie w 1903 r. pierwszego samolotu, nazwanego przez braci "Flyerem" (w wolnym tłumaczeniu - "Lataczem"). Uwagę zwracała jego unikalna konstrukcja, maszynę zaprojektowano bowiem po uważnym zbadaniu powszechnie ignorowanych wówczas zasad aerodynamiki. Wrightowie nie bali się latać i również zwiększyli masę urządzenia poprzez zastosowanie ciężkiego silnika - wiedzieli bowiem, że to napęd zadecyduje o tym, że i loty się powiodą oraz że ludzie wzbiją się w przestworza.

Pierwszy raz „Flyera” uruchomiono 14 grudnia 1903 r. Za jego sterami zasiadł Wilbur Wright. Udało mu się unieść i przelecieć 36 metrów, lecz przy lądowaniu uszkodził samolot. Choć bracia przebili wyczyny swoich poprzedników, nadal nie odnieśli oczekiwanego sukcesu. Dopiero w trzy dni później marzenia konstruktorów zostały spełnione: Wilbur przeleciał 279 metrów w niecałą minutę. Wydarzenie to jest uznawane za pierwszy prawdziwy lot maszyny sterowanej przez człowieka.

Aż trudno uwierzyć, że dziś, zaledwie sto lat po tych pionierskich wyczynach, latanie jest częścią codziennego życia. Samoloty spowszedniały, a bilety lotnicze stały się ogólnodostępne. Nikogo nie dziwią nawet loty w kosmos czy lądowania na Księżycu. Technika posuwa się naprzód w tempie, które zapiera dech w piersiach, do czego w dużej mierze przyczynili się Wrightowie. To dzięki nim patrzymy dziś na Marsa jak na osiągalny cel najbliższej wędrówki. Dzięki Orville'owi i Wilburowi fantastyka staje się nauką.
Licencja: Creative Commons