» Wyszukiwarka» Kategorie
» Multiprofile
|
» Kategoria: Hobby / InneDream makers cz. 2 - MATEUSZ SALWAAgata Jeruszka 29.12.2011, czytano 625 razy, pobrano kod HTML 0 razy, komentarzy 4.
Jedenaście dni, 6 krajów, motocykl i on. Na swoim motocyklu pojechał na Światowe Dni Młodzieży do Madrytu. Sam. Mateusz ma 23 lata. Pochodzi z Zagnańska koło Kielc. Mieszka i studiuje w Krakowie. Na pierwszy motorower wsiadł, gdy miał 9 lat. Gdyby nie zmiany, jakie zaszły w jego życiu przed samym wyjazdem na Światowe Dni Młodzieży do Hiszpanii, prawdopodobnie nie wybrałby się na nie w ogóle, a już na pewno nie sam na motocyklu.
W lutym, w moim życiu sporo spraw się popsuło, a na Światowe Dni Młodzieży jako wolontariusz i tak się wybierałem. Gdy zaczęły się zbliżać wielkimi krokami, zacząłem dostawać maile, z biura które je organizowało, że trzeba już zacząć załatwiać pewne rzeczy. Wtedy pomyślałem, że skoro i tak chciałem tam jechać to czemu miałbym z tego rezygnować? Zacząłem się zastanawiać jak tam się dostać. Sprawdzałem ceny biletów. Pracowałem, więc miałem swoją kasę, ale nie chciałem wydawać wszystkiego na sam przelot do Hiszpanii. Później, gdy przyszedł sezon motocyklowy, postanowiłem, że pojadę motocyklem i zacząłem wszystko przygotowywać do wyjazdu. Do ostatnich tygodni przed podróżą nikomu nic nie powiedziałem. Rodzicom też nic nie powiedziałeś? Nie. Wszyscy dowiedzieli się na krótko przed wyjazdem, gdy zaczynałem szukać sponsorów. To wtedy dałeś różne ogłoszenia i zacząłeś prowadzić bloga? Tak. Studiując na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, działałem w Niezależnym Stowarzyszeniu Studentów i tam m.in. realizowaliśmy różne projekty, więc wiedziałem co trzeba zrobić, żeby zdobyć pieniądze. Przygotowałem specjalną ofertę, bazę firm do których można taką ofertę wysłać i wysyłałem. Oprócz tego zacząłem prowadzić też bloga. Wszystko na trzy tygodnie przed wyjazdem. Było bardzo mało czasu, zwłaszcza że oprócz tego normalnie pracowałem przez osiem godzin dziennie. Kiedy powiedziałeś rodzinie? Na tydzień przed wyjazdem. Pojechałem do rodziców do Zagnańska i mówię im: Muszę z wami porozmawiać. Ich pierwsza myśl: "Wpadka!". Powiedziałem: Nie. Lepiej! Jadę do Madrytu na motocyklu. Mój tata bardzo się ucieszył. Ja musiałem wrócić do Krakowa, a on zaczął tutaj jeszcze jakieś drobne przygotowania jeśli chodzi o motocykl. Miałem z ich strony duże wsparcie. Od nich i od sióstr. Gdzieś po drodze pojawiło się jeszcze TVP Kielce, Polskie Radio, Echo Dnia, Radio Plus i jakoś to się zaczęło rozkręcać. A jak sam wyjazd? Do Madrytu jechało 1,5 tysiąca wolontariuszy. Wysłałem informację, że jeżeli ktoś jeszcze jeździ na motocyklu to ja jadę i żeby rozesłali tą informację do innych. Gdy przyjechałem do Madrytu, to słyszałem od ludzi "O! to o tobie pisali!!!". Dopiero gdzieś w połowie trasy - pod Paryżem, gdy spałem na rozkładanym leżaku do opalania i było bardzo zimno, zorientowałem się jak wielkie to jest przedsięwzięcie i jaki dystans muszę pokonać. Ale chyba nie obyło się bez przygód? Z tego co wiem to motor popsuł ci się gdzieś po drodze? Tak, na granicy hiszpańsko-francuskiej. Zwiedzałem wtedy San Sebastian. Motocykl w ogóle nie odpalał. Musiałem go uruchamiać z popychu, a była już wtedy noc. Chciałem podjechać pod jakąś stacje benzynową, żeby zdobyć jakiś akumulator. Stanąłem na autostradzie, dopchałem motocykl do najbliższej stacji w jakimś lesie. Tam wtedy też spałem. Pracownik stacji powiedział, że mogę rozłożyć się za stacją, że tam jest spokojnie. I było. Za to okropnie śmierdziało. Jak wyglądał twój powrót do domu? Po drodze, jadąc cały czas w upale, chciałem jak najszybciej wjechać już w Alpy, żeby było chłodniej. Okazało się, że tam było tak samo gorąco, ale zostałem tam na noc. W ciągu dwóch dni temperatura rano spadła do zera. Prawie się rozchorowałem, chociaż na noce smarowałem sie maścią rozgrzewającą, żeby było mi trochę cieplej. I wtedy wyjechał po mnie ojciec. Spotkaliśmy się w drodze. Dojechaliśmy do domu, do Zagnańska około 21:00. Czekała na mnie masa ludzi, a ja padnięty po kilku dniach drogi samemu źle się wśród nich czułem. Po mięsiącu spania na karimacie w drodze i w samej Hiszpanii, jedyne czego chciałem to wyjść na podwórko, rozłożyć sobie karimate i iść spać. Dużo się zmieniło po tym wyjeździe? Tak! Gdybym żył, tak jak żyłem do tamtej chwili, zanim posypało mi się dużo spraw, to pewnie bym nie pojechał. Wszystko było ok, nie było czego zmieniać. Parę rzeczy jednak się popsuło i dostałem dużego kopa od życia. Pojechałem. ....................................................................... Autorem zdjęć, za które bardzo dziękuję, jest Mateusz Pluta: mateuszpluta.wordpress.com
Podobał Ci się ten artykuł? Oceń na TAK lub NIE.
|
|
Liczba komentarzy: 4
Co w tym niezwyklego? wielu motocyklistow, od wielu lat wybiera sie w podobne, a nawet ii dluzsze trasy, ale z tego co wiem, ostatnia rzecza jakiej chcą jest szukanie rozgłosu. Tu chyba powinno chodzić o samospełnienie sie a nie szukanie publicznego poklasku,nieprawdaz?
Rozgłosu dla tego co zrobił Mateusz szukałam akurat ja. Nie on.
Tak wielu motocyklistów wybiera się w takie trasy, że jakoś przez 26 lat życia nie spotkałam żadnego poza tym, o którym jest artykuł.
Pozdrawiam
Autorka
Akurat znam Mateusza i nie o rozgłos tu chodzi ..a jeśli już to o dobry przykład ... Trzeba znać, by się tak radykalnie wypowiadać wszystkie uogólnienia są krzywdzące... dziękuje p. Agacie za wywiad .. Będzie jeszcze jeden ale drukowany :) G
Podpisuję się rękami i nogami pod powyższym komentarzem. Kolejne wywiady też z chęcią przeczytam.
Pozdrawiam
Agata