Powieść o wkraczaniu sprawiedliwości boskiej, gdy sprawiedliwość ludzka zawodzi, a sprawca mógłby uniknąć kary. Młoda policjantka Natalia Dąbrowska staje na czele specjalej grupy, która ma wykryć sprawców popełnionych czynów. Tekst od autora.

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2020-04-10

Wyświetleń: 123

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

LITERATURA - KOMEDIA - DRAMAT

0 Ocena

Pomysł stworzenia powieści, gdzie każdy człowiek ponosi karę za popełnione przestępstwo, niezależnie od stanowiska jakie zajmuje, ma swoją rację bytu i postanowiłem go przestawić. Nie istnieje zbrodnia bez kary. Kara jest pojęciem względnym, czasem mówi się, że gdy ludzka sprawiedliwość zawodzi, wówczas przychodzi czas na sprawiedliwość boską. Ale często obserwujemy sytuacje, z których wynika, że osoba, która popełniła zbrodnie nie otrzymała kary. Myślimy jednak tutaj w dwóch wymiarach, a trzeci wymiar może nawiązywać do faktycznej kary, często nazywanej: „karmą”. Karma zaś jest programem, który sami tworzymy, bo nie istnieją żadne przypadki, a tak dobro jak i zło, są pojęciem względnym.

Starożytni Słowianie pośród swoich symboli posiadali „kołowrót”, na postawie którego, Niemcy stworzyli swoją swastykę. „Kołowrót” podobnie jak i swastyka oznaczały odrodzenie. Czyli już wtedy wiedziano, czy też zakładano, że życie nie zaczyna się w momencie fizycznego narodzenia i nie kończy w chwili fizycznej śmierci. Jeżeli zatem na podstawie starożytnej wiedzy zakładamy, że istnieje kara za zbrodnię, racjonalnym zdaje się być tu pojęcie karmy, czyli zapłaty za swoje działania w poprzednim życiu, z tą różnicą, że powstają za naszą nieświadomą zgodą. Karma oczywiście nie jest karą, czymś złym, bo karma jest lub nie ma jej. Według psychologii człowiek nie jest stworzony do czynienia zła i przestępca na miejscu zbrodni zawsze zostawia ślad, czyniąc tak w sposób nieświadomy, co ułatwia jego wykrycie. Jeżeli przestępstwem jest łapówka dla sędziego, czy dla policjanta, takie działanie także zostawia ślad, choć nie dostrzegalny okiem. Dlatego możemy być przekonani, że kara zawsze przyjdzie.

Z Biblii dowiadujemy się, że karą za grzechy jest śmierć — ktoś umiera i tym spłaca wszystkie swoje winy, a u Boga jest czysty. Taki system raczej jest trudny do zrozumienia w dwóch wymiarach.

Wiedza i logika, a nawet wiara, to trochę za mało, aby pojąć rzecz taką jaką jest. Można tu wtopić filozofię, ale co daje filozofia, gdy nie występuje punkt zaczepienia? Mimo ogromnej wiedzy, znajomości wielu religii, nadal nie wiemy na sto procent, co dzieje się z człowiekiem po śmierci. Czy to, w co ja wierzę jest właściwe? Tylko dlatego, że w to samo wierzyli bezpodstawnie moi przodkowie?

Kara za zbrodnię jest wielką niewiadomą. Jednak należy przyjąć, iż zbrodnia też nie musi nosić takiego miana. Dlaczego? Dobro i zło są pojęciami względnymi. Bogacz zostaje okradziony, aby mógł dostrzec coś, czego nie widział. Komuś umiera dziecko, a rodzice są zmuszeni do wybranych działań, może muszą odnaleźć siebie na nowo? Nie można powiedzieć z całą odpowiedzialnością: „Bóg mnie pokarał”, bo Bóg nie ukarał nikogo. Według Biblii Bóg pozwalał karać, ale sam tego nie robił. Jednak „za co miałby cię Bóg ukarać”? W oczach biblijnego Boga jesteś grzesznym człowiekiem i masz prawo do błędów. Czasem właśnie przestępstwo, jego popełnienie, może ukazać błąd jako nauczkę i zależnie od tego jakie kroki zostaną popełnione następuje reakcja: kara lub jej brak, gdyż sama lekcja życia bywa karą.

Ale nie tego dotyczy tematyka powieści. Spróbuję tu ukazać świat widziany oczyma przeciętnego mieszkańca, którzy widzi rzeczy takimi jakimi potrafi je zobaczyć. Ktoś złamał prawo i musi za swój czyn odpowiedzieć, chociaż wymiar sprawiedliwości jest bezradny, czy też nie reaguje. Posiadanie stanowiska, władzy, czy pieniędzy, nie zwolni nikogo z odpowiedzialności przed sprawiedliwością bożą, która z pewnością we właściwym czasie się ujawni. Karą za grzechy jest śmierć, ale dla wielu większą karą jest odebranie mu tego, co posiada.

Licencja: Creative Commons