Fragment trzeciego tomu nowelki o przygodach Kamilii Iskon. Tym razem bierze ona udział w rejsie "ORP Orzeł", ukazując jeden z możliwych scenariuszy, których historia nie bierzę pod uwagę.

Data dodania: 2020-04-08

Wyświetleń: 150

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

LITERATURA - KOMEDIA - DRAMAT

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Rozdział drugi. 1 września 1939 roku.

Huknął strzał, potem drugi, trzeci, aż rozległa się kanonada z automatu. Gdzieś w oddali następowały kolejne detonacje, które wprawiały w drżenie nawet powietrze.

Kamila przetarła oczy i dostrzegła świtanie. Próbowała pozbierać myśli i zrozumieć, co tutaj właściwie się dzieje, ale nie potrafiła Ze zdziwieniem dostrzegła, że znajduje się w mieszkaniu, do którego przybyła w czasie ostatniej podróży do przeszłości.

Co ja tutaj robię? — zapytała w myślach. Jednak nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Wczoraj położyła się spać wraz z Feliksem w swojej rzeczywistości, a dziś… Podniosła się z łóżka i zdała sobie sprawę z tego, że spała w ubraniu. Miała na sobie suknię do kolan, białą w kolorowe wzory, czarne buciki na obcasie, beżowe pończochy. W świetle poranka widziała idealnie wysprzątane mieszkanie, ale nigdzie nie dostrzegła żadnych rzeczy osobistych. Podeszła do szafy i otworzyła spodziewając się znaleźć ubrania, dokumenty i pieniądze. Szafa świeciła pustkami. Zajrzała do kolejnych szuflad, ale wszystkie wcześniej zostały opróżnione. Nie znalazła ani torebki, ani dokumentów. Na oparciu krzesła obok łóżka dostrzegła jedynie czarny, wełniany sweterek zapinany na guziki z przodu. Nałożyła sweterek i ruszyła do drzwi, kiedy zegar wskazywał kilka minut po piątej rano.

Znajdowała się w połowie schodów kamienicy pani Pilarczykowej, gdy rozległo się wycie syren strażackich, które zwyczajnie wzywają do pożaru, ale dziś wyły nieprzerwanie z powodu zupełnie innej przyczyny.

Na ulicy zobaczyła biegnących w panice ludzi i odbiła się od policjanta, który stojąc przy skrzyżowaniu usiłował zapanować nad tym chaosem.

— Przepraszam… — odezwała się do mundurowego, ale policjant jej przerwał gwałtownie:

— Wojna! Panienko, wojna! Niemcy napadli na Polskę!

Kamila stanęła jak zamurowana i ruchy w niej zamarły. Niemcy? Niemcy napadli na Polskę 1 września 1939 roku!

I właśnie wtedy Kamila zdała sobie sprawę, że przecież przygotowywano ją właśnie do zadania w tej linii czasu. Miała poznać miejsce złożenia największego dowodu istnienia Wielkiej Lechii, czyli skrywanych przez wiele lat insygniów koronnych stworzonych dla króla Lecha Pierwszego, którego panowanie przypisuje się na 1729-1679 przed naszą erą. Zabytki ze Świętej Góry nie mogły trafić w ręce Niemców.

Głośne wystrzały następowały raz po razie, a kanonada z dział, odzywała się co chwila w oddali. Ktoś, kto nigdy nie był świadkiem wystrzału z działa, nie pojmuje jak wielki huk w wstrząs powietrza towarzyszy takiemu wystrzałowi, a rezonans wystrzału, jak i uderzenie pocisku czuje i słyszy się z daleka.

Nie dostałam żadnych wytycznych, dokąd mam iść? Do kogo się zwrócić? Gdzie jest Feliks?

W tych warunkach Kamila nie mogła znaleźć wolnej dorożki, ani też innego środka transportu. Udała się pieszo na Kamienną Górę, gdzie poprzednim razem otrzymała wsparcie. Stojąc na szczycie spojrzała w stronę Gdańska, skąd dochodziły wystrzały z dział niemieckiego pancernika.

Ostrzeliwują polską składnicę tranzytową — wspomniała.

Przyspieszyła kroku i w kilka minut później pukała do drzwi domu Aleksandra. Gospodarz przywitał ją zdziwionym spojrzeniem.

— Zapewne nie wiesz nic o mojej misji? — bardziej stwierdziła niż zapytała.

— Nic, a nic!

— Ocknęłam się tutaj bez dokumentów, tak jak stoję.

— Niestety nie mogę ci w żaden sposób pomóc.

W postawie Aleksandra dostrzegła wahanie. Może znowu Feliks przebywał w jego domu, a on o wszystkim wiedział!

Musiała sobie poradzić w inny sposób. Aleksander zachował się zupełnie wbrew jej oczekiwaniom. Powiedziała mu, że nie ma pieniędzy, a on nawet nie zapytał, czy jest głodna?

Syreny ucichły ostrzegłszy mieszkańców przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.

Kamila odwróciła się i rozczarowana opuściła posesję Aleksandra. Przypomniała sobie nauki z ostatnich trzech tygodni, kiedy ponownie poznawała z kart historii pierwsze dni września 1939 roku. Uczyła się także lokalizacji różnych obiektów w mieście, w tym militarnych, także poznała schemat łodzi podwodnej ORP Orzeł. Wiedziała, że o godzinie szóstej rano Komandor Kłoczkowski otrzyma tajne, ustne rozkazy, za których wykonanie poręczy słowem honoru, potem pojawi się na łodzi, która odpłynie do Zatoki Gdańskiej, gdzie sprawiając pozory, będzie oczekiwać na komunikat o gotowości ładunku do zabrania.

Przejście na Świętą Górę wykluczała, gdyż tam właśnie rozpoczęły się przygotowania do transportu, o którym ona nie mogła nic wiedzieć, a wiedząc najprędzej zostałaby uznana za szpiega i osadzona w zamknięciu. Oczekiwanie tutaj na wiadomość nie zdałaby się także na wiele. Wreszcie zdała sobie sprawę, że gdyby tutaj miałaby cokolwiek dostać, dostałaby już dawno lub wskazówkę znalazłaby w szafie. Ale nie mogła niczego przy sobie posiadać, bo ujęta przez wrogów z chociażby Piątej Kolumny[1], nie mogła niczego zdradzić, ani o nic zostać posądzona. Dlatego też nie dostała żadnych dokumentów!

Musiało się zatem wydarzyć coś niesamowitego, że bez odprawy, przeniesiono ją tutaj, choć naprawdę nikt nie mówił, jak właściwie wglądało będzie jej zadanie w realizacji.

Kamila postanowiła iść do bazy morskiej na Rozewiu. Tak właśnie wyliczyła, że idąc pieszo właściwym tempem dotrze na teren w tym samym czasie, co komandor Kłoczkowski.

Zrobiło się widno, kiedy szła w kierunku Rozewia. Na ulicy panował ogromny ruch, co jakiś czas przejeżdżała karetka policyjna z wyciem syreny. Obok niej przebiegła grupa marynarzy, którzy zostali przyłączeni do piechoty, gdyż brakowało dla nich miejsca na okrętach.

W uśmiechem na twarzy wspomniała brawurową ucieczkę kapitana Edwarda Gubały, który nie zamierzał oddawać Niemcom handlowego statku Robur[2], którym dowodził. Podobnych akcji tego dnia zaliczono więcej. Ale też ze smutkiem wspomniała strzelanie jak do kaczek, kiedy Niemcy otworzyli ogień do nieuzbrojonych marynarzy z marynarki handlowej, aby zabić ich jak najwięcej. I oczyma wyobraźni widziała setki martwych ciał młodych Polaków unoszące się na falach[3].

Kanonada z niemieckiego pancernika odezwała się ponownie ostrzeliwując Westerplatte, które nawet nie było bazą wojskową, lecz zwyczajnym magazynem, gdzie ze statków przeładowywano towary do wagonów, poza kontrolą Niemców i ta odrobina Polski chroniona przez garstkę żołnierzy kuła w oko Niemców.

I przypomniała sobie, że zaraz odbędzie się nalot niemieckich bombowców na polską ludność cywilną. Zadrżała, a ciało jej pokryła gęsia skórka.

Dalej dziarsko maszerowała w kierunku portu wojennego, starała się odsunąć od siebie wszelkie złe myśli i wspomnienia barbarzyńskich okrucieństw dokonywanych przez niemieckich żołnierzy na polskiej ludności cywilnej. Ale co się dziwić, w pojęciu Niemców, Polacy należeli do niższej rasy nie różniącej się od zwierząt, więc według swojego pojmowania, mieli prawo zabijać cywilów.

Nagle Kamila przypomniała sobie balladę szwedzkiej kapeli Sabaton: 40:1, choć już po powstaniu tego utworu przeprowadzone badania wykazały, że stosunek niemieckich wojsk do polskich obrońców wynosił stu Niemców na jednego Polaka. Nie licząc sprzętu i lotnictwa.

Tuż obok dziewczyny zatrzymał się policyjny samochód.

— Kamila? — usłyszała zdziwiony, choć znajomy głos z wnętrza.

Zatrzymała się i uśmiechnęła na widok Karola, którego poznała w czasie poprzedniego pobytu w tej linii czasu. Karol stanął obok samochodu. Zmężniał i awansował.

— Coś taki zdziwiony? — zagadnęła Kamila podchodząc bliżej.

Karol podbiegł do niej i pocałował w dłoń.

— Cieszę się, że cię widzę! — rzekł zadowolony.

— Też się cieszę, choć nie sądziłam, że jeszcze się zobaczymy. Jesteś przystojniejszy niż…

— Wyładniałaś! — przerwał jej. — Ale do rzeczy. Miałem zabrać stąd agenta i dowieść do portu morskiego. Policjant, jako osoba ciesząca się powszechnym szacunkiem społeczeństwa, ma ułatwić mu sprawę. Podobnie jak wielu Polaków nie wierzyłem, że Niemcy odważą się na nas napaść. Należało słuchać Piłsudskiego, kiedy proponował państwom zachodnim zastosowanie Niemcom wojny prewencyjnej, gdy dostrzegł ich przygotowania do wojny. Ale co tam. Mamy silnych sojuszników Anglię i Francję, którzy przybędą nam na pomoc i moment nauczymy Niemców szacunku do granic.

— Nie zapomniałeś o czymś? — zapytała Kamila przerywając zachwyty Karola. — Miałeś odwieść mnie do portu wojennego.

— A tak! — potwierdził, jakby sobie przypomniał.

Otworzył drzwiczki przed Kamilą, poczekał aż wsiądzie i zamknął.

Feliks mógłby się od Karola wiele nauczyć! — pomyślała.

Karol zajął miejsce za kierownicą i ruszył do celu.

— Niemcy porwali się z motyką na słońce! — rzekł Karol. — Jak tylko ruszy nasza armia, usadzimy ich w kilka dni, a kiedy Anglia i Francja się przyłączą…

Kamila nie potrafiła słuchać, choć rozumiała jego entuzjazm. Nie mogła mu jednak powiedzieć, że ani Anglia, ani Francja nie przyjdą na pomoc, a krwawe walki pociągną się przez cały miesiąc.

— Karolu — odezwała się Kamila. — Nie mogę powiedzieć wiele, ale… pomyśl logicznie, skoro ja tu jestem, aby nadzorować wywiezienie cennego skarbu, to…

Karol spojrzał na Kamilę.

— Jesteśmy ósmą armią świata! — stwierdził. — Damy radę, może będzie ciężko…

Kamila głośno westchnęła.

— Generał Kutrzeba nie użyje min przeciwpiechotnych, ani gazów bojowych, bo takie zachowanie nie jest rycerskie — powiedziała Kamila. — Niemcy nie mają honoru, ani godności, co pokaże przyszłość.

— Honor dla Polaka jest wartością najwyższą!

— Zaraz dojedziemy na miejsce, a gdybyśmy się już nie spotkali — zagadnęła Kamila, wiedziała jaki los czeka tego dzielnego chłopaka i zamierzała coś zmienić. — Karolu, wyjedź z wojskiem do Anglii i nigdy nie wracaj do Polski… Proszę, obiecaj!

Karol spojrzał na nią zainteresowany. Dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że ona zna przyszłe wydarzenia i może nawet wie, co go czeka. Ale on gotów był z godnością umrzeć za kraj.

— Jeżeli obiecam, będę musiał dotrzymać słowa. Dałaś mi radę i pozwól, że sam dokonam wyboru.

— Dobrze — zgodziła się Kamila.

I zaczęła nucić pod nosem, a po chwili trochę głośniej:

Wio koniku, a jak się postarasz

Na kolację zajedziemy akurat

Tobie owsa nasypiemy zaraz

A ja w domu smaczną zupę będę jadł…[4]

Kamila posiadała także dar śpiewania, a Karol patrzył na nią zachwycony. Jemu także nie brakowało talentu wokalnego, bo zaraz też przybrał wesołą minę i zanucił nieco zmienione słowa:

Taki fart to się zdarza może raz na sto lat

Znam Kamilę, dla której bym słoneczko z nieba skradł

Lecz nazwiska jej nie znam i adresu nie znam też

Więc od rana chodzę, szukam wzdłuż i w szerz…[5]

Nagle oboje przestali słyszeć kanonady z karabinów i dział niemieckiego pancernika, nie istniała już w tej chwili wojna. Czuła się tak bezpiecznie przy Karolu jakby on potrafił swoim ciałem zasłonić ją przed zamierzeniami niemieckiej trzeciej rzeszy.

Ta dawna miniona epoka ludzi o wyższej świadomości społecznej, o wpojonych wartościach dżentelmena, jak z bajki, nie przestawała na Kamili robić wrażenia. Gdyby miała wybór nie wróciłaby do swoich czasów, a gdyby wcześniej nie spotkała Feliksa, na pewno rozważałaby głęboko tę opcję. Dziś w świecie Kamili o człowieku świadczy zawartość jego portfela, zaś w czasach Karola liczył się człowiek, oczywiście i tutaj pieniądz miał znaczenie, ale nie ustanawiał prawa.

Właśnie zatrzymali się przed dyżurką i podszedł do nich marynarz pełniący wartę.

— Pani jest z wywiadu! — rzekł Karol do marynarza.

— Hasło! — zawołał strażnik.

— Sam powinieneś podać hasło, a pani poda odzew! — rzekł Karol.

— Właściwie tak — zgodził się marynarz. — Napad Niemców mnie rozkojarzył. Mam rodzinę w Wilnie… Dumny człowiek nigdy nie klęka.

A pokorny człowiek tylko pochyla głowę — podała odzew automatycznie, bez zastanowienia.

W tym momencie zdała sobie sprawę, że została dobrze przygotowana do zadania.

Wartownik zasalutował, a następnie wrócił do dyżurki i podniósł szlaban.

W tym momencie przez bramę wybiegł inny marynarz wyższego stopnia, zatrzymał się przed Kamilą, zasalutował szybko rzucił stopień, imię i nazwisko.

— Komandor przybędzie niebawem — oświadczył. — Zaprowadzę panienkę do kantyny, gdzie posmakuje panienka wybornej kawy.

— Kamilo — odezwał się Karol. — Ja muszę wracać… Bardzo miło było cię znowu spotkać.

Kamila podskoczyła do Karola i mocno się z nim uściskała. On objął ją silnym ramieniem. Po chwili odsunął się i ostatni raz spojrzał na dziewczynę, a potem wsiadł do samochodu i odjechał ze łzami w oczach, wiedział, że widzą się po raz ostatni, a ona nie mogła zobaczyć jego słabości.

Kamila patrzyła za odjeżdżającym samochodem do czasu, aż nie zniknął jej z oczu. Zrobiła ile zrobić mogła, ostrzegła go. Wreszcie odwróciła się w kierunku zniecierpliwionego marynarza, który w tym momencie ruszył obok niej wskazując drogę.

— Panienka może głodna? — zapytał.

— Wystarczy filiżanka kawy.

— Dostanie panienka najlepszą kawę jaką dysponuje polska marynarka wojenna.

Kamila zajęła miejsce przy stoliku w kantynie i popadła w zamyślenie. Zastanawiała się, czy postąpiła słusznie zmieniając przyszłość. W jaki sposób jej zachowanie odbije się na jej linii czasu, ale szkoda jej Karola, który miał zginąć z rąk komunistów.

Ogarniały ją różne myśli, a nigdy nie lubiła siedzieć bezczynnie. W oczekiwaniu na nadejście komandora Kłoczkowskiego zastanawiała się nad pojęciem honoru w okresie wolnej Polski, gdy człowiek woli umrzeć w niesławie, niż wyjawić tajemnicę, za którą poręczył słowem. Komandor Kłoczkowski nawet po wojnie nie ujawnił tajemnicy, został okryty niesławą, zdegradowany, w procesie bardziej pokazowym niż sprawiedliwym, gdyż nie chciano roztrząsać tego tematu, czarnej plamy na honorze polskiej marynarki wojennej, która jako jedyna formacja wojskowa nie poddała się Niemcom. I dla takiego człowieka słowo honoru było warte więcej niż cała fortuna świata. Dziś kończyły się dni wolnej Polski, a za kilka lat słowo honoru będzie tylko słowem bez najmniejszego znaczenia, prawo zaczną wyznaczać pieniądze.

Na placu rozległ się odgłos nadjeżdżającego motocykla. Kamila podeszła do okna i zobaczyła wysiadającego z kosza mężczyznę…

Komandor Kłoczkowski skinął na przechodzącego marynarza, a ten podszedł do niego, zasalutował, a następnie otrzymawszy polecenie pobiegł do kantyny.

— Panienka Kamila Iskon! — zawołał z progu marynarz.

Kamila postąpiła kilka kroków w jego stronę.

— Proszę natychmiast pójść do komandora…

Kamila ruszyła ku wyjściu. Komandor ogarnął ją badawczym spojrzeniem, jakby zamierzał wzrokiem prześwietlić ją na wylot. A kiedy dziewczyna podeszła na kilka kroków powiedział:

— Spodziewałem się kogoś z większym doświadczeniem!

— Wiek o niczym nie świadczy — odpowiedziała dziewczyna.

— Pani akredytacja została potwierdzona — rzekł komandor. — Orzeł, duma polskiej floty i postrach Niemców, cumuje poza basenem portowym. Musimy natychmiast ruszać.

Kamila szła do nadbrzeża krok za oficerem. W jej mniemaniu był człowiekiem, który odznaczał się niesamowitą odwagą i zdecydowaniem. Wsiedli do łodzi i szybko przecięli basen portowy. Tuż za falochronem wystawał z wody wysoki kiosk, na którym po bokach na biało wymalowano symbol przedstawiający orła, oraz numer 85A. Kamila wiedziała, że ORP Orzeł był jednym z dwóch najnowocześniejszych okrętów podwodnych tej klasy na świecie, dobrze uzbrojony, nie tylko miał trzymać w szachu Niemców, ale też stał się dla nich łakomym kąskiem. Drugim był bliźniaczy okręt ORP Sęp, który wypłynął na wyznaczony rejon o wiele wcześniej.

Od strony Gdańska rozbrzmiewały odgłosy wystrzałów z ciężkich dział niemieckiego pancernika. Co raz z oddali padały pojedyncze strzały karabinowe.

Kamila spojrzała na malusieńki zegarek zapięty na przegubie dłoni. Była godzina 6.20 rano.

Szli dalej. Kamila domyślała się, że Orzeł stoi poza falochronem dlatego, bo Polacy czekali przygotowani na niemiecki atak, od czasu kiedy trzej matematycy rozszyfrowali holenderską maszynę szyfrującą Enigma[6] i od tej pory poznawali zawsze niemieckie tajemnice na czas, o czym Niemcy dowiedzieli się dopiero, kiedy Polska się poddała, a oni przejęli archiwa, których nie udało się na czas wywieźć do Londynu.

Wojna nad Oksywiem trwała już od kilkunastu minut, kiedy trzy niemieckie samoloty rozpoznawcze, które miały ustalić pozycje polskich jednostek, otworzyły do nich ogień z karabinów, ale ten atak został z łatwością odparty przez polską obronę artylerii przeciwlotniczej. Gdyby Orzeł oczekiwał w basenie portowym, mógłby zostać uszkodzony lub zniszczony w czasie nalotu.

Ogromny stalowy kadłub wystawał częściowo z wody. Jakiś marynarz z wysokości kiosku lustrował okolicę za pomocą lornetki, a kilkunastu innych oczekiwało dowódcy obok kiosku. W tylnej części okrętu mieściło się stanowisko artylerii przeciwlotniczej, obecnie obsadzone strzelcami.

Kiedy tylko komandor postawił obie nogi na okręcie padła komenda:

— Kapitan na pokładzie!

Kamila zaraz za dowódcą weszła na łódź podwodną. I przeszli przez właz w kiosku prowadzący do wnętrza. Co raz padały różne komendy, których Kamila nie rozumiała. Przez ciasne korytarze i pomieszczenia pełne rur i zaworów dotarli do stanowiska dowodzenia.

— Zamknąć górny właz! — padła komenda.

— Zamknięto górny właz! — jak echo rozległo się potwierdzenie.

— Zanurzenie trzydzieści metrów! — zawołał komandor.

— Do zanurzenia trzydzieści metrów! — rozległa się odpowiedź.

Po tej komendzie wyznaczeni marynarze kręcili zaworami kołowymi umieszczonymi na ścianach.

O godzinie 6.35 Orzeł opuścił port, a o 7.15 dotarł do wyznaczonego sektora na linii Jastarnia, a ujście Wisły.

W czasie wszystkich manewrów, gdy w pomieszczeniu wrzało jak w ulu, Kamila schodziła z drogi marynarzom, którzy biegali wykonując rozkazy. Obserwując ich widziała na twarzach dumę, radość i oddanie sprawie. Żaden nie przejawiał odrobiny strachu.

Wielu marynarzy zdawało sobie sprawę z tego, że pierwsze wystrzały niemieckiego pancernika, dały sygnał innym wojskom niemieckim do ataku na polskie placówki, nie tylko wojskowe. Kamila jednak wiedziała o ataku na Pocztę Polską na Placu Heweliusza w Gdańsku, gdzie pięćdziesięciu jeden polskich pracowników cywilnych, będzie bronić polskiej ziemi, a po ich poddaniu się zostanie wytoczony fikcyjny proces i zostaną rozstrzelani. Dlatego cieszyła się, że nie musi oglądać na własne oczy krwawych starć, gdzie Niemcy używali nie tylko karabinów, ale miotaczy ognia, kierowanych na ludzi, aby z premedytacją palić ich żywcem.

Orzeł zanurzony na trzydzieści metrów wcale nie był bezpieczny, ale pierwsze emocje opadły. Komandor przekazał dowodzenie okrętem pierwszemu oficerowi i nakazał Kamili iść za nim. W chwilę później znaleźli się w kabinie dowódcy.

— Byłem przeciwny przyjęciu cywila na pokład w tych okolicznościach — zabrał głos Kłoczkowski. — Nie dlatego, że jest panienka kobietą, ale zdaję sobie sprawę z tego, że ta bitwa jest przegrana. Zapewne panienka z wywiadu ma więcej informacji, których ja nie chcę i nie mogę znać. Orzeł i Sęp są zbyt dużymi jednostkami na walkę w Zatoce Gdańskiej! Nie ma tu szans na ukazanie pełni walorów bojowych, bo tu w Zatoce Gdańskiej, o wiele lepiej sprawdziłyby się mniejsze jednostki w większej liczbie. Hel niedozbrojony w działa wielkiego kalibru, także nie zapewni nam odpowiedniej ochrony. Musimy jednak tutaj czekać na rozkaz… — komandor popatrzył na Kamilę. — Kiedy panienka przebywała w kantynie została dokładnie sprawdzona, bo obawiamy się szpiegów i zdrajców. Teraz stwarzamy pozory. Zapewne panienka domyśla się, że otrzymałem rozkaz ustny, za wykonanie którego poręczyłem słowem honoru. Nie przystąpimy zatem do bezpośredniej walki lekceważąc oficjalne rozkazy, bo ważniejsze jest wywiezienie z kraju cennych przedmiotów.

— Komandorze — zabrała głos Kamila. — Został pan wyznaczony do swojego zadania po długiej analizie. Tylko człowiek honorowy, dla którego poręczenie słowem jest droższe niż pieniądze, mógł dostąpić tego zadania. Nikt z załogi niczego się nie dowie ponadto, co sam zobaczy.

— W jakiś sposób muszę wyjaśnić załodze obecność panienki na pokładzie. Załogę Orła stanowią najlepsi z najlepszych patriotów, którzy będą rwali się do bezpośredniej walki z Niemcami, nie rozumiejąc moich rozkazów.

— Pojawiłam się tutaj na rozkaz naczelnego dowództwa — sugerowała Kamila. — Rozkazów załodze się nie tłumaczy.

— Dlaczego ten tak cenny ładunek nie został wywieziony wcześniej? I czy w ogóle zachodzi obawa o jego bezpieczeństwo?

— Ta wojna miała zacząć się wcześniej o kilka dni, ale Niemcy w ostatniej chwili zmienili decyzję, prawdopodobnie ta właśnie decyzja ma związek z naszą sprawą. Gdyby dostrzegli nasze działania wcześniej, moglibyśmy nie mieć żadnych szans na wykonanie tego zadania. Obecnie zaś Niemcy są przekonani, że zajęci obroną suwerenności nie będziemy skupiali się na innych sprawach.

Komandor rozważał coś w myślach przez chwilę.

 

 

 

[1] Piąta Kolumna — grupy Niemców, wysłane do Polski na wiele lat przed napaścią Niemiec na Polskę. Grupy te miały za zadanie szpiegować i sabotować wysiłki Polaków. Zatrudniali sie we wszelkich instytucjach aby ułatwić podbicie Polski.

[2] Historia opisana w powieści Edwarda Gubały: Przygoda mojego życia.

[3] Książka Edwarda Gubały Przygoda mojego życia.

[4] Jako pierwszy piosnkę "Wio, koniku" zaśpiewał w 1952 roku Julian Sztatler

[5] Przerobiony tekst piosenki: Czy tutaj mieszka Panna Agnieszka.

[6] Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Licencja: Creative Commons