0
głosów
- +

Krzysztof Dmowski - Dzieje, czy historia? - fragment

Autor:

Aktualizacja: 07.04.2020


Kategoria: Twórczość / Książki i powieści


Literatura - komedia - dramat
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 73 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Fragment nowelki o honorze, godności, odkrywaniu faktów z przeszłości, napisana na życzenie młodzieży: bez przesadnej przemocy.


Rozdział pierwszy. Loża.

Wierzyć, to znaczy nie chcieć wiedzieć, co jest prawdą[1].

 

Jestem Słowianką, znam siłę swoich przodków. Pochodzę z Gmachu Wilka. W świecie Słowian byłabym „wiedzącą”. Tu jestem „podróżnikiem”…

Ciepłe promienie lipcowego słońca padały na ławkę w miejskim parku. Co jakiś czas alejkę przemierzał zamyślony przechodzień. Choć przeszło nią wielu ludzi, nikt nie zwracał uwagi na młodą, ciemnowłosą dziewczynę w różowej sukience, która odpoczywała na ławce po tym jak przez kilka godzin dreptała po mieście w poszukiwaniu pracy. Zdjęła z nóg białe pantofelki na wysokim obcasie i rozmasowała dłońmi zmęczone stopy. Zaledwie przed kilkoma dniami ukończyła Historię Sztuki, ale szybko przekonała się o tym, że nikt w tym mieście nie potrzebuje pracownika z podobnym wykształceniem. Rzadko się poddawała, jednak czuła, że tym razem trzeba przełknąć porażkę. Z trudem starała się ukryć rozczarowanie pod maską obojętności. Przegrana bitwa nie oznacza co prawda przegranej wojny, ale ona dziś przegrała ich kilkanaście.

Poprawiła różową opaskę na włosach, nałożyła pantofelki, chwyciła białą torebkę w dłoń i wolno ruszyła przez park. Znajdowała się tuż przy wyjściu na hałaśliwą ulicę, gdy niespodziewanie obok niej wyrosło dwóch mężczyzn o niedźwiedziej posturze, z których każdy wyglądał jakby pod każdą pachą trzymał telewizor kineskopowy. Mieli na sobie czarne garnitury i ciemne okulary. Nie próbowała określić ich wieku. Stanęli po jej obu bokach. Chwilę potem poczuła bezwład swojego ciała, tracąc przytomność.

☆☆☆

Ocknęła się w zacienionym pokoju i szybko oprzytomniała. Siedziała na miękkim, wyściełanym krześle z wysokim oparciem. Nie pamiętała jak się tutaj znalazła. Odnosiła wrażenie jakby przeniosła się do minionej epoki, o czym przekonywała ją woń pomieszczenia wypełnionego jakby zapachem czasu oraz stylowe wykończenie całej sali spowitej w półmroku. Czuła głębokie uduchowienie. Ileż niesamowitych wydarzeń widziały te mury przez tysiąclecia? W tym niedoświetleniu na kilka metrów przed sobą dostrzegła zarysy stołu, za którym na krzesłach z wysokimi oparciami siedziało siedem postaci. Widziała przed sobą mężczyzn ubranych w rytualne czarne togi i kwadratowe nakrycia głowy. Przytłaczała ją dostojność tego miejsca, ale towarzyszyło jej ogromne poczucie bezpieczeństwa.

Przez chwilę jej wzrok przyzwyczajał się do półmroku.

— Kamila Iskon? — zapytał niski, męski głos.

— Tak! — odrzekła zdecydowanie, podnosząc dumnie głowę.

Nie podobało się jej, że trafiła tutaj nieprzytomna i nie zamierzała okazywać słabości, ani też wdzięczności.

— Zaprosiliśmy cię tutaj nie bez powodu… — odezwał się ponownie jeden z mężczyzn.

W oczach Kamili dziwnie wyglądało owo zaproszenie.

— Kim jesteście? — zapytała niepewnym głosem. — Przyprowadziliście mnie tutaj prosto z ulicy…

— Załóżmy, że reprezentujemy pewną… organizację, o wielowiekowej tradycji… Prosto z ulicy zapraszamy na rozmowę osoby o wybranych zdolnościach.

Z wolna mijało oszołomienie i wracała jej naturalna percepcja.

— Tym razem musieliście się pomylić! — stwierdziła zdecydowanie.

— My się nigdy nie mylimy! — padła odpowiedź. — Czy zaprzeczysz, że w minionym czasie potrafiłaś rozwiązać niezwykle skomplikowane zagadki historyczne?

Kamila wspomniała swoje działania, które okazały się zupełnie proste, choć o ich wyjaśnienie poprosił profesor Aleksander Gubała, gdy jeszcze studiowała. Ale co wspólnego mogły mieć te zagadki z obecną sytuacją? Czyżby ktoś ją testował, obserwował?

— Ta informacja się zgadza — przyznała. — Ale nie wiem dlaczego miałoby mieć jakiekolwiek znaczenie wspominanie moich osiągnięć.

— Zapominasz, że o tę zagadkę rozbijały się najtęższe umysły — usłyszała.

Kamila wzruszyła ramionami.

— Czego ode mnie chcecie? — zapytała.

— Każdego poddajemy specjalnej próbie — odezwał się tajemniczy mężczyzna. — Wstęp do Loży mogą wywalczyć sobie jedynie najlepsi, najzdolniejsi i najwytrwalsi spośród tych, którzy posiadają gen, ważny gen, przekazywany kolejnym pokoleniom od czasów starożytnej cywilizacji, wysoko rozwiniętej i oszukanej przez przeciwników. Cywilizacją, o której mówię, są Słowianie, a jej przeciwnicy do dziś zazdroszczą im rozwoju… Przeciwników nazywamy umownie: szarakami. Nie bez powodu. W starożytności także ta grupa miała swój genotyp. Jej przedstawicieli cechowały szare oczy i niski wzrost nieprzekraczający stu sześćdziesięciu centymetrów. Dziś ta cecha nie ma już większego znaczenia, gdyż geny zostały wymieszane. Jednak ważny gen słowiański nie zmienił się. To bardzo silny i inteligentny gen, dlatego nie można go zobaczyć, ani zbadać, nie został też nazwany. Każda osoba, która go posiada, przejawia te same cechy: skromność, uczciwość, nieprzekupność, sprawiedliwość, pragnienie pokoju, godność i honor, nie myląc nigdy honoru z ego. Honorowy człowiek zawsze zapowiada swoje kroki. Informuje przeciwnika, w tym największego nawet wroga, o swoich zamierzeniach, ale również upewnia się, czy przeciwnik zna wszelkie zasady gry. Ale wróćmy do genu. Gen, który posiadasz, daje ci siłę, wolę i inteligencję. Dzięki niemu możesz rozwinąć także wiele innych umiejętności. Dowiesz się o nich niebawem. Loża jest przeciwnikiem szaraków i bardzo się troszczy o swoich członków.

— Jakiego rodzaju organizacją jest Loża? — zapytała bez zainteresowania.

— Jest jeszcze za wcześnie, by udzielić ci odpowiedzi. Nie bez powodu mówiłem o wywalczeniu prawa wstępu do Loży. Musisz to rozumieć dosłownie. Odkryj dla nas zagadkę, a my cię przyjmiemy…

Ciało Kamili znowu opanował bezwład, a pokój zawirował jej przed oczami.

☆☆☆

Ocknęła się na wygodnym łóżku okrytym białą narzutą. Ściany pokoju, w którym się znajdowała, pomalowano na kolor brzoskwini i ozdobiono różnymi dekoracjami.

Co za głupi sen... — pomyślała przeciągając się w łóżku. Po chwili dotarło do niej, że znajduje się w miejscu, które widzi po raz pierwszy w życiu.

Gdzie ja jestem? — w myślach zadała pytanie, na które nikt nie mógł jej odpowiedzieć. Zerwała się na równe nogi i chwiejąc na obcasach, oparła dłonią o ścianę, aby utrzymać równowagę. Pokręciła głową, a jej długie lekko zakręcone włosy przesuwały się po ramionach.

Ostrożnie, jakby z obawą, podeszła do otwartych drzwi. Przekraczając ich próg, zobaczyła elegancko i nowocześnie umeblowany salon. Pod oknem stał średnich rozmiarów telewizor, naprzeciwko niego niski stolik, a za nim biała kanapa. W ścianie frontalnej znajdowały się kolejne drzwi, a na prawej jeszcze jedne. W pokoju zlokalizowanym na wprost dostrzegła biurko z laptopem, przy którym stał wygodny fotel. Za fotelem na ścianie umieszczono biblioteczkę wypełnioną książkami, skąd bił cudowny zapach papieru.

Przeszła przez kolejne drzwi salonu. Tuż po prawej stronie znajdowała się nowocześnie urządzona kuchnia, a po lewej łazienka z dużą wanną i toaleta.

Co to za koszmar? — pomyślała wystraszona. Podeszła do okna w salonie i wyjrzała, nie odchylając firanki. Obraz za oknem przedstawiał zupełnie obcą okolicę. Odwróciła się i na niskim stoliku po prawej dostrzegła w otwartej kopercie list leżący obok jej torebki.

Usiadła na kanapie i niechętnie sięgnęła po kopertę. Wyjęła z niej złożoną kartkę. Przez chwilę obracała ją w smukłych palcach, jakby zastanawiając się, czy ma ochotę poznać treść pisma. W końcu ciekawość zwyciężyła i zdecydowanym ruchem rozłożyła list.

 

Moja droga!

Możemy naprawdę wiele. Przez stulecia zgromadziliśmy przeogromne środki finansowe, mamy także silnych sprzymierzeńców. Ten jednak, kogo otacza tak wielu przyjaciół jak nas, posiada także liczne grono przeciwników. Nie jesteśmy w tym względzie wyjątkiem. Nasi przeciwnicy są gotowi na wszystko, aby nas zniszczyć. Także każda osoba, która nas zainteresowała, znajduje się pod ich obserwacją. Jeśli utraci ona nasze poparcie, przeciwnicy pozyskują tę osobę albo ją eliminują — w zależności od humoru, jaki mają w danym momencie.

Na świecie zawsze istniała równowaga, nawet wtedy, gdy zmieniano historię, aby wymazać pewne zdarzenia i nakreślić w ich miejsce nowe. Równowaga jest siłą zapewniającą porządek, niezależną od woli człowieka. W odpowiedzi na panujące zło, zawsze powstało dobro. To naturalny układ sił.

Nasza organizacja nie istnieje ani dla ludzi, ani dla świata rozumianego jako ogół. Wszelkie próby odnalezienia nas są bezskuteczne. Możesz zatem tracić czas na poszukiwania tego, czego nie znajdziesz, albo rozwiązać zagadkę, którą dla ciebie przygotowaliśmy. To będzie test i rękojmia twojej przydatności. Dzięki niemu zyskamy pewność, czy jesteś osobą, której potrzebujemy. Dowiesz się, czym jest Loża, dopiero po rozwiązaniu zagadki. Sami się ujawnimy, gdy będziesz gotowa.

Znajdujesz się w mieszkaniu, które zostało przygotowane właśnie dla ciebie. Jest wynajęte na miesiąc. Tyle właśnie masz czasu na rozwiązanie zagadki. W garderobie znajdziesz wszystko, co ci jest potrzebne. Garderoba została ukryta. Jeżeli do wieczora nie znajdziesz garderoby, opuść mieszkanie, nigdy nie wracaj, zapomnij o wszystkim i uważaj na siebie.

Spal ten list.

 Loża.

 

Słowa tej wiadomości brzmiały dziwnie i niezbyt przekonująco. Loża, historia, walka o prawdę? Po co ktokolwiek miałby zajmować się podobnymi sprawami? Czyżby ci ludzie cierpieli na chroniczny brak zajęcia? A może ktoś robił sobie z niej żarty? Ale przecież nikt dla zabawy nie zadałby sobie tyle trudu, by przenieść ją z parku do nieznanego miejsca, a potem przetransportować do tego mieszkania i wszystko odbyło się w jakiś tajemniczy sposób. Ludzie zawsze o coś walczyli. Jedni toczyli boje terytorialne, inni walczyli o religię, jeszcze inni o zasoby i dobro naturalnego środowiska, ciszę, spokój nad jeziorami… Wszędzie trwała jakiegoś rodzaju walka, mniej lub bardziej brutalna, a często jej orężem stawało się pióro i papier.

Kamila wzięła głęboki oddech. Przez chwilę myślała o wydarzeniach ostatnich dni, po czym sięgnęła po zapałki, które ktoś zostawił na stoliku i podpaliła list. Poczuła smród palonego papieru. Dopalające się szczątki wrzuciła do popielniczki stojącej na stoliku tuż przed nią.

 

[1] Friedrich Wilhelm Nietzsche (1844-1900).

Krzysztof Dmowski


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij