Alternatywna rzeczywistość jest wielkim znakiem zapytania, tak jak i równoległe światy. W poniższym opowiadaniu biomechaniczna wyspa Wedar próbuje dać bohaterowi inny obraz rzeczywistości tego, co mogło się zdarzyć w taki sposób, a nie w ten opisany w powieści "Gdzie jest twój dom, Podróżniku?"

Data dodania: 2020-04-07

Wyświetleń: 166

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

OPOWIADANIE

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Krzysztof Dmowski - Alternatywna rzeczywistość: Elena, cz.4

4. Droga do Wedaru.

Elena zachowywała się tak, jakby szczerze interesowało ją wszystko. Teraz staliśmy przed kolejnym wyzwaniem. Dla mnie genialnym okazało się stworzenie atrapy statku, aby dać zajęcie przypadkowym poszukiwaczom i ukrycie właściwego statku obok. Klucz jednak znalazłem jeden, czy nie powinno być ich trzy?

Teraz wszyscy czekali na mój kolejny ruch. Czy więc ten statek ruszy z miejsca, czy jest w stanie zawieść nas do Wedaru? Wątpliwości budził jego stan. Pradziadek także miał założenie, ale czy pradziadek nigdy się nie mylił?

Dlaczego wiedziałem dokąd mam kierować swe kroki? Po prostu wiedziałem i nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Kabina nawigacyjna, sterówka, czy obecne ich połączenie w mostek kapitański powinienem znaleźć w kasztelach rufowych na żaglowcu. Więc szedłem wyżej i wyżej, i wyżej. Dlaczego wybierałem takie przejścia? Bo były jedynymi. Statek miał główną ładownię pod pokładem, a potem korytarz centralny, jeden na środku, aż do dna. Tak też trafiłem najpierw na pokład środkowy zwany: dek, z niego skierowałem się na rufę, aż do nadbudówek. I w ten sposób trafiłem na mostek. Na klasycznych żaglowcach, gdzie koło sterowe umieszczano na otwartym pokładzie rufowym, tam też umieszczano telegraf maszynowy i w ten sposób, tam gdzie one się znajdowały, można ustalano stanowisko dowodzenia, czyli mostek kapitański.

Przekroczywszy próg pomieszczenia, może wyobrażenia okazały się porażką, gdyż pulpit jaki zobaczyłem wybiegał daleko poza wszelkie imaginacje. Wszystko zbudowano w postaci projekcji trójwymiarowej ukazywało się pod palcami. Żadnych przycisków, klawiatur. Pradziadek kiedyś coś o tym wspominał. Tym statkiem steruje się za pomocą myśli, a żeby ruszył on z miejsca, sternik musi posiadać starożytny słowiański gen. Zaś żeby statek wiedział kto jest jego panem, musi poczuć gen spadkobiercy i powinien on zachowywać się spokojnie, bo kiedy statek wyczuje, że działa on pod przymusem, aby nie dało się wymusić na spadkobiercy, wypłynięcia w ten sposób lub przy jego pomocy przejąć kontroli nad statkiem. Płynny rdzeń procesora dawał pełną kontrolę w ten sposób. Dla sterników przygotowano dwa miejsca. Usiadłem po prawej stronie. Spróbowałem połączyć się ze statkiem myślami, bo tylko tak można go uruchomić. Myśl człowieka jest najszybsza na świecie. Myśli decyduje o wszystkim. Dlaczego budowniczy tego statku tę myśl wykorzystał. Statek kontaktował się z dowódcą, gdziekolwiek by on nie przebywał na statku i nie potrzebował sternika. Jednak… moja załoga składała się z ludzi, którym nie mogłem i nie powinienem zdradzać zbyt wiele już na samym początku.

Nagle w mojej głowie pojawił się panel sterujący i wybrałem opcję automatycznego wyjścia na morze. Statkiem lekko kołysało na boki, kiedy się napełniały wodą komory balastowe. Awaria? Powiecie, że teraz powinna wystąpić awaria? To nie jest hollywoodzki film. Tu nie ma miejsca na awarię.

Wszyscy znajdowali się w sterówce, kiedy statek ruszył z miejsca, następnie specjalnie przygotowanym kanałem szedł ku wyjściu z groty.

Minął może kwadrans, kiedy statek stanął na powierzchni, potem odczekał, aż spłynie woda, aż wreszcie zniknęła zasłona pokładu, kryjąc się w burtach, a w niebo wystrzeliło siedem masztów z żaglami gaflowymi.

Znowu w mojej głowie pojawiło się menu wyboru. Wybrałem kurs Wedar. A statek go zatwierdził. Nie potrzebowałem sternika, bo kontrola nad statkiem znajdowała się w mojej głowie.

Zwiedziliśmy cały statek, przypisując przeznaczenie pomieszczeniom zgodnie z ich wyposażeniem. Wszystko było tu nieznane, obce, a zarazem bardzo intrygujące, jak na tak sędziwy żaglowiec. Spełniał on wszelkie wymogi bezpieczeństwa. Konstruktor wyposażył go w przednią i tylną komorę zderzeniową — tak zwane grodzie — oraz podwójne dno. Zbiorniki na wodę słodką mieściły się w poszyciu burt i wyglądały na wystarczające dla tak małej załogi, nawet na kilkuletni rejs. Dłużej zatrzymaliśmy się w zbrojowni, w której znajdowały się narzędzia strzeleckie, do złudzenia przypominające znane na świecie. Wyciągnąłem stąd wniosek, że Syndykat Skrybów mieszał się do losów świata przez cały czas. Każdy pistolet, rewolwer, karabin, czy karabinek tu nosiły inną nazwę.. Jak zauważyłem wszystkie narzędzia strzeleckie były tylko podobne do znanych na świecie, bo po dokładniejszym przyjrzeniu się każdej sztuce, można dostrzegałem różnice. Wziąłem w dłoń pistolet, który przypominały pistolet VIS[1]. Pukawka była bardzo lekka i nie czułem jej właściwej wagi, którą powinna posiadać. Posiadała jednak węższą rękojeść i długi magazynek, który mógł pomieścić dwadzieścia nabojów. Zauważyłem także przełącznik do strzałów seriami po trzy naboje. Na lufie dostrzegłem wytłoczony napis VIS 1908[2], co w łacinie oznaczało: siła. Cyfry obok musiały oznaczać rok, w którym pistolet wyprodukowano. Wyjąłem magazynek. Moją uwagę przykuły naboje — okazało się, że naboje w każdej sztuce są podobne, każda kula została ścięta i nawiercona. Naboje VIS miały kaliber osiem i osiem dziesiątych milimetra. Bardzo nietypowy kaliber, ale ścięty i nawiercony czubek naboju zmieniał skuteczność. Włożyłem pistolet za pasek.

Obok zbrojowni mieściły się strzelnica, siłownia i mata. Również pomieszczenia rekreacyjne. Sala z samopoziomującym się stołem bilardowym, a karcer urządzono jak pokój w czterogwiazdkowym hotelu.

Joe był z zamiłowania kucharzem i rozgościł się już w kambuzie. Zdążył już posprzątać, a w chłodniach znalazł masy zamrożonego mięsa, które jak wynikało z analizy, po rozmrożeniu mogliśmy śmiało spożywać. Do wody pitnej w zbiornikach również nie znaleziono zastrzeżeń. A dodatkowo specjalnego rodzaju destylator oczyszczał z soli i innych zanieczyszczeń wodę morską, by nadawała się do kąpieli. Bo na klasycznym żaglowcu ilość słodkiej wody ograniczano często do półtora litra na osobę dziennie.

Potem wraz z Eleną zajęliśmy apartament kapitański, a z miejsca wypróbowaliśmy wygodę łóżka. Od chwili, kiedy z Eleną samotnie spędzaliśmy czas w namiocie, moje życie nie było już takie jak dawniej.

Problem nadal powodowała Kasia. Nie mogła mi ona zaszkodzić na tym statku, bo był niczym niezdobyta forteca, ani też w Wedarze, ale stała się ona bardzo kreatywna. Potrafiła wyprzedzać mnie o krok i miała wsparcie wielu tęgich głów. Nie zamierzałem prowokować sytuacji przyciągając ją myślami, bo rzeczywistość jest efektem zwrotnym, w każdej chwili może się odmienić. Moje pragnienie zemsty na Kasi okazało się bardzo silne, dlatego wiedziałem, że spotkam ją niedługo. I mogę być gotowy na wiele sytuacji, ale nie jestem w stanie w żaden sposób odpowiadać za każdego z ludzi przebywającego na pokładzie. Może należało pomyśleć o wybaczeniu, ale osoba, która wyrządza nam krzywdę, otwiera się na karę. Także moje wyobrażenia budowane na opowieściach pradziadka, mogą daleko odbiegać od rzeczywistości.

Odebrałem sygnał od statku, który wzywał pomocy sygnałem S.O.S. Natomiast obowiązkiem każdego marynarza na morzu jest nieść pomoc osobie potrzebującej. Natychmiast odnalazłem jego lokalizację i z miejsca podjąłem decyzję o ratowaniu.

W dwie godziny później dotarliśmy na miejsce. Statek roztrzaskał się o skały, a wysoka fala zniosła wrak na brzeg małej wysepki.

Moi załoganci nie zostali jeszcze właściwie przeszkoleni w pewnych kwestiach, a ja nie miałem czasu uzupełniać tego braku. Podpłynąwszy do wyspy, podzieliłem ludzi na grupy i wysłałem w głąb lądu. Poszukiwania okazały się bezowocne, aż do zapadnięcia zmierzchu chodziliśmy po wyspie i postanowiłem kontynuować je o świcie.

Tymczasem przebywałem z Eleną na plaży.

Wtedy właśnie pojawiła się Kasia. Akurat w chwili, gdy wszyscy inni poszli już na statek, a Elena oddaliła się w zarośla.

— Kapitan… prezydent… błazen… — powiedziała Kasia wyłaniając się z mroku, podeszła do mnie na kilka kroków i pod stopy rzuciła mi kartę tarota głupiec. — Mogłeś osiągnąć bardzo wiele, ale mnie zlekceważyłeś… Każda z kobiet, którą zabiłam, mogłaby się tobie bardzo przysłużyć… Tessa bez nazwiska, zrobiłaby na tobie wielkie wrażenie swoją bezinteresownością. Twoja kuzynka Ewa Tymowska, pochodząca z nieprawego łoża twojego pradziadka, Aneta Kwarc, Edyta Dębicka…, sam ich wygląd, jawna kobiecość i stroje podkreślające kobiece walory… Ja nie oddaję łupów i nie dzielę się z nikim. Nadal możemy być razem… Czy czegoś mi brakuje? Mam figurę modelki, spryt i inteligencję o wiele wyższą, od przeciętnej osoby. Nie zabijam z braku zajęcia, ale z celu. A tym celem jesteś ty.

— Chwalisz się wieloma cechami, ale ja nie zwiążę się z osobą, która odbiera życie innym dla własnej przyjemności. Nie zrobisz w ten sposób na mnie wrażenia.

— Pragnąłeś mnie od pierwszego spotkania…

— Nie. Zamierzałem cię poznać, a dopiero potem zdecydować, czego chcę. To, co robimy i jak robimy, mówi o nas.

— Zabiję cię zatem głupcze! — powiedziała Kasia i uniosła pistolet.

Huknął strzał i Kasia została raniona w udo.

— Za Ewę Tymowską! — usłyszałem głos Eleny.

Huknął znowu strzał w ciemności oświetlając postać Eleny.

— Za Edytę Dębicką!

Kasia tym razem dostała w ramię.

Pistolet Eleny znowu plunął ogniem i Kasia została raniona w drugie ramię.

— Za Anetę Kwarc!

Kasia słaniała się na nogach, upuściła pistolet.

— Za Tessę!

Huknął strzał i kula trafia w głowę Kasi, a jej mózg wyleciał z drugiej strony. Martwe ciało bezwładnie upadło na piasek. Z mroku wyszła Elena z pistoletem w dłoni. Podążała ze spuszczoną głową. Upuściła pistolet, który upadł na piach, a po kilku krokach Elena leżała na plaży. Musiała zabrać pistolet ze zbrojowni, w sposób, którego nikt nie zauważył.

Podskoczyłem do niej, usiadłem obok i przytuliłem. Na statku pojawił się ruch. Moi podwładni zainteresowani strzałami, ruszyli na pomoc, choć nie wiedzieli komu pomagać. Pierwszy przybiegł Artur i zobaczył ciało Kasi, a potem nas przytulających się. Odszedł bez słowa i zawrócił pozostałych.

— Nie poradzę sobie — szepnęła Elena. — Zabiłam po raz pierwszy w życiu.

— Czasem nie ważne jest kto strzelał, ale kogo zastrzelono. Kasia zamordowała wiele osób. Musiała zginąć, być może wyręczyłaś mnie, uratowałaś mi życie. Nie ty zabiłaś ale pistolet. Kiedy Kasia odebrała życie pierwszej ofierze sama skazała się na śmierć. Ty byłaś tylko narzędziem.

— Łatwo jest mówić… Co czuję teraz jest trudne do określenia.

— Przestań się zadręczać…

— Chciałam pokazać tobie, ile dla mnie znaczysz. Podziękować za wszystko, co otrzymałam.

— Ja wiem, wiem o tym.

Elena mocno wtuliła się we mnie, a ja byłem ciekaw, czy Kasia potrafiłaby mnie zastrzelić?

Wróciliśmy na statek. Przez kilka kolejnych dni Elena nie była sobą. Bardzo przeżyła odebranie życia Kasi. Kasia w ten sposób się zemściła. Czasem człowiek, który przekracza tę granicę, gdy decyduje o cudzym losie, nie potrafi sobie z tym poradzić. Żadne z nas nie potrafiło pocieszyć Eleny. Sama musiała sobie poradzić.

Tymczasem dotarliśmy do celu… a rozczarowanie ogarnęło wszystkich. Z pokładu statku patrzyliśmy na szczątki murów otaczających niegdyś wyspę, na ruiny budynków spoglądających na nas pustymi oczodołami okien. Nie tak wyglądał sen o Wedarze każdego z nas.

— Meteoryt uderzył w Wedar — wspomniała Elena. — Tyle zostało z naszych marzeń.

— A jeżeli zbudowano atrapę Wedaru? — zapytałem.

— Nikt nie powtarza tego samego dwa razy — odpowiedziała Elena. — Wedar nie istnieje. Odbudowanie go zajmie wiele dziesiątek lat, pochłonie fundusze, których nie posiadamy.

— Co dalej? — zapytał Paweł. — Wracamy do dawnego życia jakby nic się nie stało?

— Wedaru nie ma — odrzekłem. — Nie mamy nic, poza tym statkiem, który także potrzebuje remontu, wkładu finansowego.

— Nie czytaliśmy gazet — zabrała głos Natasza. — Nie chcieliśmy wierzyć w prawdę. Gdybyśmy nawet przeczytali w gazecie, nie uwierzylibyśmy. Wasi pradziadkowie nie potrafili przewidzieć pewnych zdarzeń, mieli dobre intencje.

— Tymczasem wracajmy do domu — zaproponował Artur. — Realny świat wcale nie jest taki zły. Piotrek napisze książkę, ja zatrudnię się jako najemnik. Joe dobrze gotuje, więc znajdzie łatwo utrzymanie. Borek jest dobrym lekarzem. Każdy z nas sobie poradzi. A statek? Może jego miejsce jest w grocie? Może ktoś kiedyś lepiej go wykorzysta… Nie stać nas na jego remont, a technika jaka występuje mogłaby stać się pożądaną dla wielu osób.

Rozczarowanie wymalowało się na twarzach wszystkich.

Gorycz porażki wypełniła każdego z nas.

Bezdenna rozpacz ogarnęła wszystkich.

Patrzyłem na zniszczone miasto i miałem coraz większe przekonanie, że przed oczyma mam atrapę, ale jeżeli byłoby tak, dlaczego statek nas tu przywiózł?

Zapowiadało się pięknie, ale znowu, choć nie odziedziczyłem Wedaru, dostałem wielki skarb w postaci Eleny, która może czasem nieco dziecinnie ubierała się jak na dojrzałą kobietę, bo nosiła między innymi czasem różowe rajstopy, we wszystkich dziedzinach okazała się taką, jaką sobie wyśniłem. Poza jednym… po tym jak zastrzeliła Kasię, zgasło w niej pewne światło, które nigdy więcej się nie zapaliło.

Koniec.

[1] VIS — polski pistolet samopowtarzalny wz.35, kaliber 9mm. Według czasopisma Guns & Ammo, VIS jest jednym z najlepszych kiedykolwiek wyprodukowanych pistoletów, a i wiele innych źródeł potwierdza tę opinię.

[2] Faktyczny ViS został stworzony dopiero w latach trzydziestych a nazwa pochodziła od nazwisk konstruktorów. Dopiero potem Przerobiono na VIS.

Licencja: Creative Commons