W przygotowaniu powieści do drugiego, zmienionego wydania, zamieściłem w niej wiele nowych zdarzeń, i tu w formie opowiadania przedstawiam jeden z niepublikowanych fragmentów.

Data dodania: 2020-04-04

Wyświetleń: 161

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

LITERATURA - KOMEDIA - DRAMAT

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Ratujmy, co się da - fragment powieści.

Na wielkim jeziorze odbywały się właśnie regaty żeglarskie. Liczne grono widzów z brzegu oglądało wyścigi dopingując swoich faworytów. Ponad głowami fanów wystawały proporce z nazwami klubów żeglarskich. Wśród zebranego tłumu wyczekiwanie i rezygnację widać na twarzach grupy nad głowami, której powiewa flaga z napisem: Kubryk.

Walczyłem z wszelkimi przeciwnościami na moim leciwym jachcie. Albo zaciął się jakiś stary blok[1] albo nie chciały luzować się liny. Wraz z Basią usiłowaliśmy dać radę tym wyzwaniom, które spychały nas na miejsce poza pierwszą dziesiątką. W końcu wszystko zaczęło pracować jak należy i wtedy podjąłem decyzję o właściwym kroku, w celu nadrobienia straty. Tylko kiwnąłem głową, na co Basia wydobyła ze składziku na dziobie leciwy żagiel, noszący łatę na łacie. Używałem go jedynie w takich sytuacjach jak ta. Basia sprawnie zapięła bliźniaczy fok[2] na raksach[3] sztagu[4], a następnie wybrała[5] go i zaknagowała[6].

W tym właśnie momencie mój stary i zmęczony jacht, niby koń smagnięty ostrogą, ruszył z kopyta. Slup[7] niemalże uniósł się w powietrze ocierając jedynie kadłubem o grzywacze fal. Melodia wiatru na wantach[8] i linach stała się wyraźniejsza. Już nie płynęliśmy, a unosiliśmy się w powietrzu. Ten jacht, tylko nosząc odpowiednią ilość żagli, stawał się wyzwaniem dla wielu nowoczesnych jednostek. Obserwatorzy z brzegu przywitali tę sytuację głośnym okrzykiem i od tej chwili fani klubu żeglarskiego Kubryk wołali najgłośniej, a ich krzyki docierały nawet na mój jacht. Przy pełnym ożaglowaniu nie znalazłbyś mocnych na mój jacht, na dziobie którego z uzasadnionego powodu, wymalowałem nazwę: Znaczy Cutty Sark[9]. Od tej chwili jakby wszystko zaczęło mi sprzyjać, a wszelkie przeciwności, które wynikły wcześniej okazały się jakby forami dla innych żeglarzy.

Właśnie teraz widząc niechybną przegraną, załogi innych jednostek zapomniały o honorowej rozgrywce i na jachtach rozpoczęto walkę burtową[10]. Załogi innych jachtów także wykorzystały wszystkie zapasowe żagle. Jednak nie ilość noszonych żagli przeważa szalę zwycięstwa, ale umiejętności. Właściwe ustawienie jachtu względem wiatru i odpowiednie wybranie żagli na czas decydowało o wygranej, a tu się liczyła każda sekunda. Basia nieustannie obserwowała żagle i choć większość czasu spędzała balastując na trapezie — trzymając linę wychylała się jak najdalej mogła za burtę, jedynie stopami oparta o reling, a kiedy tylko zauważyła, że któryś żagiel nie pracuje całą swoją powierzchnią, a moje próby ustawienia jachtu względem wiatru niczego nie zmieniały, natychmiast właściwie zajmowała się tym żaglem, potem znowu wracała na trapez.

Ze względu na bezpieczeństwo, jeden z punktów regulaminu regat nakazywał sternikowi trzymać rumpel[11], bo dla doświadczonego żeglarza normalnym jest sterowanie jachtem bez obecności sternika, samymi tylko żaglami. Z tegoż powodu siedziałem nieustannie na rufie[12] sterując, a jednocześnie obsługiwałem grot[13].

Właśnie szykowaliśmy się do kolejnego zwrotu, gdy stara omega[14] idąc niemalże wprost na nas, przepłynęła nawet nie o kabel[15] przed nami i zabrała nam wiatr! W tej sytuacji musiałem porzucić na chwilę ster i zająć się żaglami. Dołączyłem do Basi, która już zaczęła pompować grot, czyli całą siłą swych dłoni zaparta stopami o pokład napierała na bom[16] żagla, żeby żagiel złapał wiatr. Kiedy wiatr wypełnił grot, pozostawiwszy jacht autosterowi, oboje zawiśliśmy na trapezie. Opuszczenie steru groziło dyskwalifikacją, ale ponad regulaminem w pewnych okolicznościach, ratowanie jachtu lub życia nosiło wyższy priorytet. Skoro inna jednostka, żeby tylko nas opóźnić, zabrała nam wiatr, w celowym, zamierzonym działaniu, gdyż omega wystawiona przez konkurencyjny klub wcale nie zamierzała wygrać, a tylko umożliwić wygranie faworytowi, przez opóźnienie tych, którzy mogą im zagrozić, postanowiłem też ominąć kilka zasad. Kiedy znowu nabraliśmy odpowiedniej prędkości wróciłem za ster. Basia dalej wisiała na trapezie równolegle do lustra wody.

Prowadziła jol[17] o nazwie Little Mermaid[18] wystawiona przez mój klub. O kabel za nią sunęła gładko, wysłużona omega Róża Wiatrów, nieco dalej znajdował się slup Tulipan, najwięksi rywale, których musiałem pokonać. A meta zbliżała się z każdą sekundą. Odwróciwszy głowę w tył, widziałem dziesiątki białych żagli jachtów, które nie miały żadnej szansy na wygraną.

Bryzgi piany moczyły żeglarzy balastujących na trapezach. Gdyby nie okoliczności z wynikłymi problemami, a wszystko działało właściwie tak jak wczoraj, żaden jacht nie miał szans z moim slupem.

Widziałem jak Basia zaciska zęby, mocno trzymając się liny zdrętwiałymi z wysiłku dłońmi, pozostając dalej w tej samej pozycji, podczas nieregularnego kiwania się jachtu.

Dziób Znaczy Cutty Sark nieustannie, centymetr po centymetrze, zbliżał się do Tulipana. Spojrzałem na brzeg i zdawało mi się, że dostrzegłem radosny uśmiech pana Michała, prezesa naszego klubu, stojącego w towarzystwie dyrektorów dwóch firm sponsorujących nasz klub. Wspomniałem słowa, które padły zaledwie przed kilkoma kwadransami, kiedy zaciął się fał[19] grota i nie mogłem odejść od kei.

— Pański faworyt panie Michale wyraźnie nie ma dziś dawnej formy — rzekł jeden z dyrektorów.

— W żeglarstwie nie tylko forma jest zaletą, ale i stan techniczny jachtu. Chłopak pływa na starym, wysłużonym jachcie. Dużo czasu poświęcił na przygotowanie, wiele rzeczy musi wymienić na nowe i najlepiej będzie, jeżeli to wykona je przed kolejnymi regatami.

Obaj sponsorzy ze zrozumieniem spojrzeli na starego żeglarza.

— Świat jest uzależniony od pieniędzy — uśmiechnął się jeden z dyrektorów. — Nie jesteśmy idiotami panie Michale. Obaj znamy się na żeglowaniu i widzieliśmy tę grę pozorów pańskiego człowieka. Potrzebujecie pieniędzy, ale my mamy również ograniczone fundusze.

— Artur wcale nie gra! — odrzekł pan Michał. — Nie wypłynąłby niesprawnym jachtem. Nie pozwalał sobie nigdy na ryzykanctwo na wodzie. Jest zbyt odpowiedzialny, aby zdawać się na szczęście na wodzie, bo szczęście pod żaglami nie ma żadnego uzasadnienia.

— Więc, nie zagrał przedstawienia dla sponsorów? — zapytał drugi z dyrektorów.

— Chłopak ma w sobie ducha zwycięstwa i właśnie odróżnia go od innych — odpowiedział pan Michał.

Słowa pana Michała wciąż brzmiące w mojej głowie dodawały otuchy. Zupełnie inaczej jest, kiedy jesteś sam, a inaczej, kiedy przynajmniej jeden człowiek wierzy w ciebie i nie potępi, gdy coś pójdzie nie tak lub zwyczajnie przegrasz tylko w równej walce z kimś, kto okaże się lepszy.

Tylko kabel dzielił nas od boi oznaczonej kolorową chorągiewką, przy której należało wykonać zwrot. Z tego powodu na jachtach płynących przed nami zaczęto luzować żagle. Ten manewr mieliśmy dopracowany w najmniejszych szczegółach. Basia wróciła do kokpitu i przejęła ster, a w tym czasie zająłem się żaglami i w momencie, kiedy zwrot został wykonany, natychmiast zacząłem pompować grot, przy czym wiatr przyniósł mi na falach melodię starej pieśni:  

pompuj, pompuj go niechaj zagra wiatr,

pompuj, pompuj go, niech poniesie nas[20] 

Tulipana wyprzedziliśmy właśnie podczas tego sprawnie przeprowadzonego manewru, gdy jacht przeszedł do bajdewindu[21], a po chwili znowu osiągnął najwyższą możliwą prędkość podczas żeglowania pod wiatr. Z Tulipana dobiegły nas gniewne okrzyki, ale oni pozostawali w tyle. Na starej omedze rozpoczął się gorączkowy ruch, a na twarzach załogi odmalowała się bezradność. Ale my już nabieraliśmy prędkości w baksztagu[22] po kolejnym zwrocie.

— W desperacji mogą wykonać nieprzewidziany ruch! — zawołałem do Basi.

— Bardziej obawiałabym się Małej Syrenki — odpowiedziała Basia. — Piotrek Puszyński zawsze pragnął posiadać przewagę za wszelką cenę.

Jeszcze tylko jedna boja, znowu bajdewind i przeszliśmy do fordewindu[23]. Niecierpliwie wypatrywałem chorągiewki. Może boja przewróciła się na fali odwrotnie i dlatego nie mogę dostrzec chorągiewki. Niby przewrócenia się boi nikt nie wykluczał, ale spodziewać się można wszystkiego.

Nagle Basia bez konsultacji ze mną przeszła do półwiatru[24], co niemalże położyło jacht na wodzie. W odpowiednim momencie wychyliła rumpel i najpierw zluzowała szot[25]grota, a następnie za pomocą fału wybrała żagiel. W czasie tego manewru o mało nie wypadłem za burtę i tylko dzięki chwyceniu się wanty pozostałem na pokładzie. Ale oto znowu nabieraliśmy prędkości. I z podziwem spojrzałem na swoją dziewczynę. Od zawsze rozumieliśmy się bez słów, choć tu przy tak poważnym manewrze należało podać komendę. Dopiero odwróciwszy głowę spojrzałem ponad głową mojej dziewczyny i zobaczyłem za rufą niewielką boję ze złamaną chorągiewką! W jakiś sposób nie dostrzegłem boi! Przez chwilę spojrzałem przed dziób i widziałem jak żeglarz z Little Mermaid usiłował pagajem[26] złamać kolejną chorągiewkę! Jeżeli ktokolwiek z brzegu zobaczyłby jego zachowanie natychmiast zostaliby zdyskwalifikowany. Za tą boją mieliśmy przejść do kursu w fordewindzie na ostatniej prostej.

Dzięki manewrowi mojej dziewczyny udało się wyprzedzić Różę Wiatrów. Przed nami został tylko jeden jacht. Spoglądałem na wimpel[27] i na żagle. Idealnie! Basia tak doskonale potrafiła żeglować…

Po ostatnim zwrocie znowu zająłem miejsce przy sterze, zaś Basia znowu wróciła do balastowania na trapezie. Fordewind, pozwalał osiągać najwyższe prędkości. I naszym atutem w tej chwili mogła stać się jedynie prędkość. Od dawien dawna zdania żeglarzy są podzielone, co do ustawiania jachtu względem wiatru. Właściwe ustawienie sprawia, że jeden żagiel tworzy dyszę dla drugiego. Jedni żeglarze twierdzą, że jacht nabiera właściwej prędkości, kiedy wiatr ciągnie, inni są przekonani, że kiedy wiatr pcha. A według mnie jacht nabiera odpowiedniej prędkości wtedy, gdy wiatr jednocześnie ciągnie i pcha jacht.

Mój jacht napawał mnie dumą, ale z zazdrością patrzyłem na nowoczesną Little MermaidTulipan po wcześniejszym zejściu z kursu pozostawał w znacznej odległości i, o ile nie wynikną już żadne okoliczności, nie będzie żadnym zagrożeniem dla mojego, co najmniej, drugiego miejsca. Oby tylko grot wytrzymał! Wypracowany gafel[28] też nie wyglądał najlepiej. Żagiel jakby posłusznie starał się trwać w całości, choć i na nim widniały ślady wielu szyć.

Znowu przyszedł czas na bliźniaczy fok, a kiedy tylko wiatr go wypełnił, zbliżaliśmy się nieubłagalnie do prowadzącego. Okrzyki z brzegu teraz o wiele cichsze dopingowały nasz rejs. Gdy ponownie wszystkie żagle wypełnił wiatr, znowu zagrała piękna melodia na wantach. Jacht dotykał jedynie grzywaczy fal, choć mały błąd mógł łatwo doprowadzić do wywrotki.

Został do pokonania ostatni jacht i coraz mniejsza odległość do mety. Żeby wygrać musiałem wszystko postawić na jedną kartę. Nagle stało się coś niespodziewanego, aż się przykro zrobiło, bo widziałem jak śliczna jol kładzie się na bok. Jednak w tym czasie obaj żeglarze natychmiast wskoczyli na miecz[29] i postawili jacht do pionu, ale akurat owe zdarzenie było mi na rękę. W kilka minut później nasze jachty szły burta w burtę. Wzajemnie odbieraliśmy sobie wiatr i słaliśmy sobie złowrogie spojrzenia, choć reprezentowaliśmy ten sam klub. Miałem jeszcze jedną niespodziankę, której obawiałem się zastosować w obawie o regulamin. I tylko z tego powodu nie używałem jej wcześniej.

Teraz kiedy tylko usiłowałem wyprzedzić rywala, on podpływał blisko, zabierał mi wiatr, czym spychał mnie do tyłu. Potrzebowałem czegoś, co pozwoli choć przez chwilę złapać nawet niewielką przewagę. Z drugiej strony, dyskwalifikacja tuż przed metą, stałoby się większą porażką. Musieliśmy pokonać przeciwnika naszymi umiejętnościami. Aby zyskać przewagę ustawiłem autoster i dołączyłem do Basi na trapezie. A mój jacht jakby tego potrzebował. Ustawił się do pionu i z nową siłą ruszył do przodu. Poczułem tę prędkość choć nie potrafiłem spojrzeć w stronę Little Mermaid. Udało się wyminąć konkurenta. Wtedy błyskawicznie wróciłem do kokpitu i zadziałałem zupełnie instynktownie, przecinając kurs Little Mermaid niemalże ocierając się o dziób. Tłumaczyłem swoje zachowanie koniecznym manewrem, skoro nasz rywal połamał chorągiewki, żeby mnie opóźnić, nie czułem winy kradnąc mu wiatr. Little Mermaid zatrzymała się z luźno wiszącymi żaglami, a na naszych twarzach pojawiły się szerokie uśmiechy.

W pełnej prędkości minęliśmy metę. Nie zwolniłem podchodząc do kei, bo zawsze chciałem tak zrobić. Ludzie obserwujący nas z lądu z przerażeniem spoglądali na rozpędzony jacht sunący wprost na nich. W odpowiedniej chwili wykonałem zwrot i ustawiłem jacht dziobem do wiatru, co zupełnie go zahamowało. I po raz kolejny wszedłem do portu pod pełnymi żaglami. Zluzowaliśmy żagle i rzuciliśmy cumy.

— Lubisz igrać z ogniem! — powiedziała Basia z uśmiechem.

— Lubię zdawać egzaminy przed samym sobą!

 

[1]  Blok, bloczek — urządzenie umożliwiające zmianę kierunku siły przenoszonej przez linę.

[2]  Bliźniaczy fok — trójkątny żagiel rozpinany na dziobie. Obok foka, fok — podstawowy przedni żagiel.

[3]  Raksa — pierścień lub półpierścień służący do mocowania żagla do sztagu.

[4]  Sztagi — liny zaliczane do stałego olinowania jachtu. Tu sztag, przednia lina, na której.

[5]  Wybieranie żagla, wybieranie liny — naciąganie w języku potocznym.

[6]  Knagowanie — zamocowanie liny na knadze w taki sposób, aby się nie zluzowała. Knaga — okucie stanowiące wyposażenie jachtu.

[7]  Slup J-24 — międzynarodowa klasa żaglowych jachtów kabinowych.

[8]  Wanty — liny olinowania stałego, służąca do stabilizacji masztu.

[9]  Cutty Sark — Jedyny zachowany kliper herbaciany. Cutty Sark (krótka koszulka) jest zaliczana do najszybszych żaglowców z końca XIXw. Nazwa została nadana na podstawie irlandzkiego poematu. Żaglowiec został zachowany jako statek-muzeum.

[10]  Walka burtowa — umowne określenie zasad ujętych w regulaminie i stosowane dla zachowania załóg jachtów na regatach.

[11]  Rumpel — drążek sterowy.

[12]  Rufa — tył jachtu.

[13]  Grot — główny żagiel na jachcie.

[14]  Omega — slup bermudzki skonstruowany przez Juliusza Sieradzkiego. Zyskał dużą popularność.

[15]  Kabel — 1/10 mili morskiej, tj. 185,2m.

[16]  Bom — poziome drzewce przegubowe, piętką zamontowane do masztu. Do bomu zamocowany jest dolny lik żagla.

[17] Jol — dwumasztowy jacht, tylny maszt znacznie mniejszy od przedniego.

[18] Mała Syrenka (ang.).

[19] Fał — lina służąca do wybierania żagla. Wybieranie w potocznym języku jest napinaniem, naciąganiem żagla, lecz tych słów nie stosuje się w języku żeglarskim. Podobnie jak w języku żeglarskim nie mówi się popuszczać, tylko luzować, bo popuścić można w majtki. Żagle się wybiera i luzuje.

[20] Tekst pieśni kubryku (brak danych).

[21] Bejdewind — kurs jachtu, gdy wiatr wieje skośnie od dziobu. Płynąc pod wiatr.

[22] Baksztag — kurs jachtu, gdy wiatr wieje skośnie od rufy.

[23] Fordewind — kurs jachtu, gdy wiatr wieje prosto od rufy.

[24] Półwiatr — kurs jachtu, gdy wiatr wieje równolegle do trawersu jachtu.

[25] Szot — lina służąca do ustawiania żagla.

[26] Pagaj — wiosło.

[27] Wimpel — mała chorągiewka noszona na topie masztu. Często wskazuje kierunek wiatru.

[28] Żagiel gaflowy — żagiel w kształcie trapezu.

[29] Miecz — balast ruchomy płat nośny. Przy wietrze bocznym stabilizuje jacht. Na jachtach słodkowodnych, czyli śródlądowych stosuje się miecz. Na jachtach morskich stosuje się stały kil jako balast.

 

Licencja: Creative Commons