Amy, szlachcianka z dobrego domu, po rodzinnej kłótni wyrusza do "Nowego Świata", ale... Myśl przewodnia książki: Ludzie nie dostają tego, co chcą, ale to, co jest im potrzebne. Tylko tak mogłaś nauczyć się, że nie zawsze wszystko pójdzie po twojej myśli. Przeżyłaś nową lekcję.

Licencja: Creative Commons

Data dodania: 2020-04-03

Wyświetleń: 139

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

LITERATURA - KOMEDIA - DRAMAT

0 Ocena
Samotna wśród gwiazd

Rozdział II. Plaża

Słońce stało wysoko na bezchmurnym niebie, a fale oceanu delikatnie muskały piasek przybrzeżnej plaży. Tuż za nią zaczynał się gęsty las, a gdzieś w dali piętrzyły się pojedyncze górskie szczyty, unoszące się ponad lasami.

Na brzegu oblewanej wodą plaży leżała nieprzytomna Amy. Woda lizała ją po bosych stopach wraz z ruchem morskich fal. Mijały sekundy, minuty, godziny i słońce przesunęło się na niebie aż po nieboskłon, gdy Amy wreszcie drgnęła, by po chwili otworzyć oczy. Nadal leżała nieruchomo, wsłuchując się w szum fal i krzyk ptaków.

Wreszcie uniosła się na dłoniach i rozejrzała wokół niespokojnie. Nie pamiętała, jak się tu znalazła.

— Co ja tu robię? — zapytała sama siebie, dotykając smukłymi palcami czoła.

Stanęła niepewnie na nogach. Zachwiała się. Czuła dziwne ssanie w żołądku. Po raz pierwszy w życiu była porządnie głodna, odczuwając nieznane jej dotychczas ssanie w żołądku.

Zastanowiła się, jak długo już tutaj przebywa. Nie potrafiła odpowiedzieć na swoje pytania. Rozglądała się, usiłując przypomnieć sobie minione zdarzenia. Gdzieś daleko przed nią morze wyrzuciło na brzeg jakieś przedmioty. Dostrzegłszy szczątki statku oraz część rzeczy, leżących w nieładzie na brzegu lub unoszących się na falach, przypomniała sobie o sztormie. Chwiejnym krokiem wolno ruszyła ku szczątkom.

Nie potrafiła uwierzyć w to, co dzieje się wokół niej. Nie dopuszczała myśli, że ją właśnie spotkała ta tragedia. Jednak rzeczywistość ukazywała, że wszystko jest prawdą. Zadrżała na myśl, że statek pochłonęło morze, a ona jest tu sama, samiuteńka na bezludnej wyspie! Pierwszy raz w życiu ogarnęło ją uczucie lęku, co tu sama zrobi i jak sobie poradzi? Po dłuższej chwili wzięła się w garść i ruszyła dalej wzdłuż plaży.

Zbliżając się do rumowiska, potrafiła coraz lepiej odróżnić ludzkie kształty od przedmiotów. Nadzieja, że nie będzie tu sama, wstąpiła w jej serce. Drgnęła na myśl, że oni nie żyją.

Wreszcie dotarła na miejsce. Trzech marynarzy, w tym jeden oficer, leżeli nieruchomo na piasku, a ich ciała zupełnie zbielały od wody. Nie miała najmniejszej wątpliwości, że nie żyją od wielu godzin.

Dojrzała pas z rewolwerem na biodrach oficera. Sięgnęła po niego i przewiesiła sobie przez ramię. Zabranie rewolweru było jakimś instynktownym odruchem. Zamierzała odejść, gdy zrozumiała, że przy tak wysokiej temperaturze ich ciała wkrótce zaczną śmierdzieć, a ponieważ zmarli mogą przy sobie posiadać jakieś rzeczy niezbędne do przetrwania, później smród nie pozwoli jej się zbliżyć do nich na odległość umożliwiającą przeszukanie. Choć nie traciła nadziei na ratunek — wszak brała pod uwagę, że może się pojawić nie dziś czy jutro, bo zanim ktokolwiek się dowie o zaginięciu statku, może minąć kilka tygodni i tylko przypadkiem jakiś inny statek może tędy przepływać. Ale jeżeli w czasie sztormu fala zniosła ich z kursu, wtedy na ratunek może czekać bardzo długo. Przeszukawszy ciała, znalazła trzy noże marynarskie oraz garść naboi. Kiedy wstała, dostrzegła unoszącą się na wodzie beczkę na pitną wodę. Pobiegła w tę stronę i wyciągnęła ją na brzeg.

Amy nie myślała nawet przez chwilę o czekającej ją przyszłości. Nigdy nie spała poza luksusowym łóżkiem i zawsze miała wszystko podane na tacy, nigdy też nie przyrządziła żadnego posiłku.

Tymczasem nadchodził wieczór. Słońce z wolna zanurzało się w morzu gdzieś u kresu horyzontu. Upał ustępował i morska bryza przyniosła pierwszy chłodny powiew. Noc ścieliła ciemnością wszystko wokół. Cichły wesołe krzyki ptactwa w koronach drzew i chłód ogarniał ciało dziewczyny, która poczuła przerażenie na myśl o nocy na tropikalnej wyspie. Ona sama nocą w lesie lub na plaży pośród trupów ścielących się wokół. Zadrżała, a jej ciało pokryła gęsia skórka. Postanowiła poszukać bezpiecznego, przytulnego schronienia. O tropikalnym lesie słyszała jedynie z ust podróżników i obieżyświatów. Usiadła zlękniona na plaży i wtuliła twarz w dłonie. Z jej oczu popłynęły rzewne łzy.

Wystraszona siedziała nieruchomo na plaży. Nie zauważyła, kiedy księżyc wysoko wszedł na niebo i roztoczył wokół rtęciową poświatę. W jego blasku wszystko na wyspie nabierało przedziwnych kształtów. Równikowy las tworzył przeróżne widziadła, a drzewa straszyły, niczym potwory ukryte w mroku. Nie śmiała oderwać dłoni od oczu sparaliżowana strachem. Jeżeli miało ją pożreć jakieś zwierzę, najlepiej, jeżeli dokona tego teraz. Rozmyślając o wszystkich przeraźliwych zdarzeniach, jakie mogą ją spotkać, bała się coraz bardziej. Podróżnicy, opowiadając o dalekich krainach, snuli zawsze przeraźliwe opowieści o mieszkańcach dzikich, nieujarzmionych terenów, okrutnych kanibalach, spożywających serca swoich wrogów, aby posiąść ich siłę. Słyszała też o bezwzględnych łowcach głów. Owo wspomnienie czasów, gdy w przytulnym salonie przy ogniu płonącym w kominku słuchała słów, które mogły być równie dobrze prawdziwe, co i wyssane z palca, a teraz nabrały barw realizmu. Mogła zostać zjedzona przez dzikie zwierzę lub dostać się w łapy tubylców. Żadne z tych rozwiązań nie należało do nazbyt interesujących. Zdała sobie sprawę, że musi znaleźć bezpieczne schronienie. Ale jak ma to zrobić w nocy?

Przyszło jej do głowy, że tubylcy mogą szukać rozbitego statku, aby zabrać z niego towar lub inne rzeczy. W sumie nie widziała żadnego autochtona, ale jednak coś nie dawało jej spokoju. W głowie nosiła wspomnienia opowieści przy kominku, kiedy słyszała z ust marynarzy, że mieszkańcy takich odludnych miejsc często atakowali statki, cumujące nieopodal brzegu. Żeby się przed tym bronić, rozsypywano na pokładzie potłuczone szkło.

Spróbowała przypomnieć sobie wygląd terenu, który widziała za dnia. Idąc w tę stronę kilka godzin wcześniej, minęła załom skalny. Postanowiła wrócić i poszukać kryjówki. Szybkim krokiem przemierzała wyspę, drżąc na każdy krzyk nocnego ptaka. Odwracała głowę przy najdrobniejszym hałasie dobiegającym z lasu. Najmniejszy odgłos, szum gałęzi czy krzyk ptaka przyprawiał ją o drżenie. Każdy nadepnięty kamyk głęboko wpijał się w bosą stopę.

Minął kwadrans, nim doszła do zanurzonych w morzu skał, które tylko pozornie wyglądały na łatwo dostępne, lecz z bliska okazały się trudne do zdobycia, nawet dla posiadających odpowiedni sprzęt. Jednak dziewczyna, która nigdy wcześniej nie podnosiła nogi wyżej niż do stopnia powozu, nie potrafiła znaleźć tu bezpiecznej kryjówki. Spróbowała poszukać innego miejsca na nocleg, lecz w tej chwili nie potrafiła tego zrobić i skierowała się w stronę lasu, a kiedy weszła pomiędzy pierwsze drzewa, natychmiast się wycofała, przerażona przykrym widokiem.

Usłyszawszy plusk na plaży, szybkim krokiem udała się w tym kierunku. Bała się obejrzeć za siebie. Na brzegu ujrzała łódkę, kołyszącą się na fali. Wyciągnęła z łódki kotwicę i najmocniej jak potrafiła wbiła ją w piasek. Następnie ułożyła się w szalupie i przykryła szczątkami żagla. Długo rozmyślając o wszystkich przeraźliwych rzeczach, które mogą jej się przydarzyć, wreszcie zmęczona zasnęła.

 

Licencja: Creative Commons