Poniżej wrzucam tekst od autora nigdy wcześniej nie publikowany, pochodzący z powieści: "Taniec z ogniem na becce prochu". 

Data dodania: 2020-04-04

Wyświetleń: 176

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

OPIS, INFORMACJA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Taniec z ogniem na beczce prochu - od autora.

Niniejsza powieść w zarysach i w tej wersji, powstała w roku 1988, bowiem wcześniej miała przedstawiać dzieje trzech grup morskich piratów chroniących się w tajemniczych miejscach. Wraz z moim zainteresowaniem tematem rozbójników morskich zmianie uległ mój sposób myślenia. Z każdym dniem poznawałem historie morskich bitew, problematykę życia na ówczesnych żaglowcach, bo wcale życie na żaglowcu nie było takie sielankowe jakby się wcześniej wydawało. Na takim żaglowcu pływało dwieście lub trzysta osób, a czasami i więcej. Ludzie zamknięci na tak małej przestrzeni, mieszkający w jednym pomieszczeniu i skazani na zepsutą żywność, tworzyli nieustanne konflikty, tylko z tego powodu, że w żyłach płynie krew, a nie woda. Według przekazów historycznych piratem zostawał zazwyczaj ceniony kapitan marynarki wojennej, który wbrew oczekiwaniom, zamiast zostać doceniony, otrzymywał kary i nagany, i paradoksalnie po swoich bandyckich zapędach często wracał do łask jako korsarz. W tym jednak czasie kapitan na żaglowcu był Bogiem, sędzią i ławą przysięgłych. Gdy kogoś przyłapano na kradzieży, przybijano mu rękę lub nogę do pokładu lub do masztu. Za zaatakowanie nożem, a każda osoba na żaglowcu musiała posiadać nóż, delikwent miał przybitą dłoń tym samym nożem do masztu i tkwił tak do czasu aż sam sobie ten nóż wyjął. Za zabójstwo karano w ten sposób, że winnego i trupa wiązano razem, a następnie wyrzucano za burtę i pozostawiano. Najgorszą pospolitą karą na pokładzie było przeciągnięcie pod kilem. Kara ta polegała na tym, że winnego wiązano za dłonie i przeciągano pod dnem okrętu. Taki marynarz był narażony nie tylko na brak powietrza, ale na rany zadawane przez zardzewiałe gwoździe wystające z drewnianego kadłuba. Rzadko zdarzało się, aby po takiej karze, winny przeżył, gdyż zazwyczaj, o ile udało mu się przeżyć samo przeciągnięcie pod kilem, umierał z powodu ran i gangreny.

Zawsze kapitan był znienawidzony nie tylko przez majtków, ale i przez oficerów. Kapitan zazwyczaj otrzymywał udział w zyskach, a na przykład: herbata dostarczona w najkrótszym czasie osiągała najwyższe ceny, zaś załogi takich statków cieszyły się popularnością podobnie jak dziś drużyny sportowe — okres kliprów herbacianych. Kapitan zmuszał załogę do nieustannej pracy. Wymagał osiągania najwyższych prędkości, a to wiązało się z nieustanną pracą na masztach. Koniecznością stało się również codzienne mycie pokładu, gdyż wiele lin smołowano, a krople smoły oblepiały deski pokładu. Jedną spośród morskich tradycji, stało się zapraszanie kapitana do mesy oficerskiej, jako zapomnienie wyrządzonych krzywd, a odbywało się tylko za zgodą wszystkich oficerów.

Kiedy już poznałem wszelkie obyczaje morskie, oraz trudy życia na żaglowcu, postanowiłem przedstawić inny rodzaj życia na pokładzie. Na statkach z Edenu kapitan spożywa posiłki w mesie wraz z załogą. Mycie pokładu jest największą karą dla marynarzy. Zaś zupełnie pominąłem stosowanie kar cielesnych.

Kiedyś jeszcze, jako dziecko wykonywałem próby, które polegały na budowaniu prostych żaglowców i puszczałem je na sznurku po stawach. Byłem niezwykle zaskoczony siłą wiatru, która oddziaływała na moje konstrukcje, co pogłębiło moją fascynację morzem i światem żagli. Jako człowiek ciekawski, często dokonywałem różnych doświadczeń.

W czasie pisania o tematyce morskiej odbywałem także liczne konsultacje, z których dowiedziałem się jak ważna dla ludzi morza jest terminologia. Statek płynie, idzie. Żagle i liny się luzuje, a nie popuszcza, bo popuścić można jedynie w spodnie! Nie naciąga się lin i żagli, a wybiera, naciąganie to na żaglowcu: wybieranie. Pompowanie żagla — kolejna ciekawa czynność, którą stosuje się na żaglowcu (jachcie) posiadającym ożaglowanie gaflowe lub skośne (suche), gdzie po zwrocie, kiedy bom przekręca się na drugą stronę osi jachtu, aby szybko złapał wiatr, grupa marynarzy napiera dłońmi na bom, żeby wiatr zaczął na niego działać z właściwej strony.

Wspomniałem o terminologii żeglarskiej, ale przecież dziś sami często jesteśmy świadkami przekręcania znaczenia słów, które nazywane są niesłusznie: „synonimami”. Tak jak pirat nie jest synonimem korsarza, gdyż jeden jest rozbójnikiem morskim działającym niezależnie, a drugi służy jakiemuś władcy, tak rewolwer nie jest pistoletem, gdyż te oba terminy odróżnia konstrukcja. Pistolet ma magazynek w kolbie chwytowej, a rewolwer posiada obrotowy bębenek. A dziś często (na filmach w książkach i mowie potocznej), te słowa występują jako zamienniki, bo tworzeniu bzdur nie ma końca, podobnie jak wystrzały ze skałkowego pistoletu (jednostrzałowego) wykonywane są raz po razie bez ograniczeń.

Niniejsza powieść przedstawia losy grupy bohaterów, ich rejs na pokładzie dwóch statków, pierwszy klasyczny żaglowiec — „Mervilleux”, szkuner o czterech masztach, tonie w czasie rejsu. Drugi „Biały Szkwał” doskonały statek występuje już we wszystkich kolejnych powieściach, aż do końca cyklu. Biały Szkwał jest nazwą wiatru, który przychodzi w czasie sztormu powoduje unoszenie się kropelek wody i tworzy z nich jakby białą mgłę, przychodzi niespodziewanie i uderza z mocą. Stąd nazwa tego statku. Bohaterowie poszukując odpowiedzi odwiedzają wiele zagadkowych, ale faktycznych miejsc na świecie i próbują odpowiedzieć na wiele pytań.

„Taniec z ogniem na beczce prochu” jest wprowadzeniem czytelnika, prologiem do całego cyklu powieści o mieszkańcach Edenu. Akcja powieści ma miejsce na początku ubiegłego stulecia. Bohaterowie przeżywają wiele niespodzianek losu — na statku zawsze powinien panować idealny porządek i przyczyną jakichkolwiek niepowodzeń mogą być zapałki położone w niewłaściwym miejscu lub jak mawiał „Kapitan Kapitanów”, Konstanty Maciejewicz: „u żeglarza wszystko jest sprawne”. Bohaterowie moich książek bywają ludźmi omylnymi i popełniają błędy, które doprowadzają do konsekwencji. Morze jest niepokonane i każdy człowiek musi się do niego dostosować, a świadomym jest tego każdy, kto spędził na wodzie, choć trochę czasu. Mimo wszystko staram się, aby moje książki nie przypominały hollywoodzkich produkcji, gdzie ciężarówka posiadając zepsute hamulce pneumatyczne jedzie dalej, bo ciężarówką można ruszyć z miejsca tylko wtedy, gdy hamulce są sprawne, gdyż taki układ hamulcowy działa w ten sposób, że sprężone powietrze cofa szczęki hamulcowe (lub obecnie klocki), a przyciśnięcie hamulca odcina dopływ powietrza, co daje taki sam efekt jak popsuty hamulec.

Dzisiaj trudno jest człowiekowi nieobytemu z morzem wytłumaczyć, jak wielką obelgą bywało dla żeglarza życzenie mu „pomyślnych wiatrów”, ale w epoce żaglowców ta obelga była jak siarczysty policzek. Żeglarzowi życzy się „silnych wiatrów”, bo dobry żeglarz poradzi sobie z każdym wiatrem, a jedynym istniejącym zagrożeniem dla żaglowca jest tylko: „cisza”, czyli brak wiatru — mam tu na myśli epokę, kiedy żaglowce nie posiadały silników.

W nieplanowany sposób umieściłem w powieści tej i w kolejnych c cyklu odpowiednik świata Słowian, gdzie najwyższa osoba w państwie, może chodzić bez ochrony i nie obawia się, że włos mu z głowy spadnie, gdyż panująca świadomość społeczna jest zbyt wysoka jak na tak niski czyn. Może trudno jest dziś zrozumieć taki wprost utopijny sposób życia, bo sami nie pamiętamy tego jak żyli nasi przodkowie, a przedstawiane obrazy są mylne i często sprzeczne ze sobą. Prawda zaś od dawana jest ukrywana, a Słowianie przedstawiani jako ciemny naród, którego społeczność biegała z dzidami po lasach. Nic bardziej mylnego. Przykład: co znaczy słowo „Słowianin”? Słowianin dosłownie znaczy: „biały człowiek”, dopiero lata dziejów stworzyły inny sens tego znaczenia.

Mieszkańcy Edenu — wyspy wysoko rozwiniętej technologicznie, są strażnikami wielkiego skarbu, prowadzą niekończącą się walkę o zachowanie tajemnicy, nawet przed swoimi darczyńcami „Syndykatem Skrybów”. „Syndykat Skrybów” jest organizacją, która werbuje najtęższe umysły świata i dzięki temu tworzy nieustannie nowe wynalazki technologiczne. Organizacja ta zleca zadania mieszkańcom Edenu. Eden jest zwyczajnym z pozoru miastem zbudowanym na biomechanicznej wyspie, gdzieś na oceanie, w bliżej nieokreślonym miejscu. Eden, jako metropolia miasto-państwo, żyje swoim rytmem. Ludzie pracują za dobre wynagrodzenie, bawią się i świętują, ale też działając w słusznej sprawie, walczą i umierają. W Edenie nie ma demokracji, bo ludzie i tak są wolni. Władza w Edenie jest dziedziczona, ale tu jest pewien szczegół, który ujawnia dopiero dlaczego władca postępuje w taki sposób, a jednocześnie płaci wysoką cenę, co zostanie wyjaśnione w kolejnych tomach. Mieszkańcy wyspy nie biegną za pieniądzem, a pieniądz nie jest podstawą życia. Przeprowadzają eksperymenty i poszerzają wciąż swoją wiedzę — rozwijają się, a na co dzień żyją, jak wszyscy inni.

Dom bohaterów, czyli wyspa Eden jest biomechanicznym tworem o własnej świadomości, której bohaterowie przez długi czas nie potrafią zrozumieć. Wyspa posiada coś na kształt własnej świadomości i podejmuje decyzje nie zawsze korzystne dla swoich mieszkańców, ale ta sprawa także zostanie wyjaśniona w jednym z wielu opowiadań — dodatków do powieści. Wyspa Eden jest niezdobytą twierdzą, gdyż nie tylko za przyczyną obiektu wielkiej mocy, jest otoczona pasem mgły, a prądy morskie znoszą każdy żaglowiec, który nie posiada odpowiednich wytycznych nawigacyjnych.

Głównym przeciwnikiem mieszkańców Edenu jest Królestwo Tajemniczej Wyspy. Tajemnicza Wyspa jest fikcyjnym miejscem, gdzie przez lata umieszczano wszelkich przestępców, aby ci wydobywali surowce mineralne (tu nawiązuje do teorii zapisanej w Księdze Henocha), aż skazańcy wywołali bunt, przejęli władzę i ogłosili swojego króla. Królestwo Tajemniczej Wyspy może przetrwać tylko wtedy, jeżeli zdobędzie skarby Edenu.

Powieść wiąże ze sobą losy wielu osób. Patrycja i Alfred mieszkający w Australii uciekają przed prześladowcami, którzy zniszczyli laboratorium Alfreda. Marzena, córka polskiego imigranta, musi szukać nowego domu, po rozróbie w gospodzie jej ojca w Grecji. Joanna po utracie rodziców trafia w ręce zbirów... i postacie te wiąże jedno, posiadają przy sobie ważny obiekt, który chcą posiąść przeciwnicy, choć ci nie zdają sobie sprawy z tego, czego faktycznie szukają. I można powiedzieć, że powieść przedstawia losy wielu bohaterów, którzy nie zdają sobie sprawy z roli, jaka została im przypisana. Joanna z dziewiętnastowiecznej Europy przenosi się do Edenu, gdzie spotyka technologię wyprzedzającą jej dotychczasowy świat o kilka stuleci.

W końcowym działaniu powieść została podzielona na dwie części. Pierwsza część „Kryształ z Edenu” (wydana w roku 2014) dotyczy dostarczenia do Edenu obiektu wielkiej mocy, a tytułowym kryształem jest inny obiekt. Druga część powieści „Wodzeni za nos”, ze względu na samą tematykę, którą jest wędrówka przez tajemnicze i zagadkowe miejsca, którym świat nadał swoje brzmienie, nie do końca potwierdzone przez rzeczywistość, a owe brzmienie bez badania zostało przyjęte, jako oficjalne, musiała w tym czasie doczekać się potwierdzenia wielu faktów. I pośród wielu różnych pytań bohaterowie nie wiedzą dlaczego w Indiach i Tybecie odnalazło się tak wiele pozostałości z kultury słowiańskiej, która istniała na terenie Europy środkowej. Akcja powieści dotyczy wędrówki przez Indie do Tybetu, choć wcześniej bohaterowie odwiedzają także Wyspę Wielkanocną, Maltę i Nan Madol zwany: „Wenecją Pacyfiku”. W tej części zagadki przeszłości wskazują bohaterom kolejne kroki. W kilka lat po wydaniu powieści „Taniec z ogniem na beczce prochu” część pierwsza, postanowiłem ponownie połączyć oba tomy w jeden, tak jak było w początkowej fazie. I w tej właśnie formie pozostawiłem całość.

Po wydaniu całego cyklu mam także w planach w formie powieści opublikować serię opowiadań związanych z cyklem. Miejsce akcji i tematyka opowiadań są różne.

Ktoś mógłby zapytać oczywiście dlaczego piszę kolejne książki, skoro nie wydaję wcześniejszych. Oczywiście. Piszę dla siebie, dla idei, piszę dla pisania, pisanie jest moją pasją, moim celem. W czasie pisania poznaje też wiele odpowiedzi na pytania, które zadałem. To czego nie znamy, ciekawi nas, pociąga, a odkrywanie daje wiele satysfakcji. Jeżeli wszystko zaś ujmiemy we właściwy sposób, możemy patrzeć na coś znanego z nowej perspektywy, bo znaną nam historię możemy postrzegać na wiele sposobów, zależnie od tego jak na nią patrzymy.

Licencja: Creative Commons