0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
147 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

Część czwarta rozważań różańcowych - tajemnice chwalebne

Img

Pierwsza tajemnica chwalebna

Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Dlaczego Chrystus zmartwychwstał? Przecież jeśli o Niego chodzi, to nie musiał tego robić... Jego ludzka Dusza nie umarła wraz z Ciałem na krzyżu. Żyła Ona nadal. A już tym bardziej Jego wiecznotrwałe Bóstwo!

Skoro zaś Chrystus nie zmartwychwstał dla Siebie, to z pewnością uczynił to dla nas. I rzeczywiście – jak mówi św. Paweł, “jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w waszych grzechach” (1Kor 15,17). Otóż to. Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla nas znakiem Jego zwycięstwa nad naszym grzechem i konsekwencją grzechu – śmiercią.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest więc dla Apostoła dowodem na nasze przeznaczenie do zmartwychwstania. Jako takiego używa on go w dyskusji z oponentami. Pisze do tych, co mu zaprzeczają: “Okazuje się bowiem, że byliśmy fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstaną, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa” (1Kor 15,15). Te dwie sprawy ściśle się według niego wiążą. “Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał” (1Kor 15,13). Koniec, kropka.

To przejście ze śmierci do życia nie było jednak dla Jezusa czymś obojętnym. Przeciwnie, głęboko dotykało Jego Serca. “Z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości” (Hbr 5,7). Bardzo zależało Jezusowi na życiu Jego Ciała, a wysłuchanie Jego prośby z Getsemani objawiło się w pełni właśnie w zmartwychwstaniu.

I było to wysłuchanie głębsze, niż gdyby polegało tylko na przedłużeniu Jego życia doczesnego. Zmartwychwstanie jest zupełnie nową jakością. “Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe” (1Kor 15,42b-44a). W dalszym ciągu jednakże jest to ludzkie ciało...

To bardzo ważne! Jezus powstając z martwych przywdział na Siebie chwalebne, lecz ludzkie ciało. Objawił nam tym samym, że pragnie na całą wieczność pozostać w pełni Człowiekiem. Że ludzka natura nie była Mu potrzebna tylko przez ograniczony ziemski czas. Bardzo Mu na niej zależy. Z Miłości do nas jest naszym ludzkim Bratem nie jedynie w historii, ale nadal.

Bardzo Mu też zależy i na naszych ciałach. Szanuje je i uczyni chwalebnymi przy końcu świata. Nie jest więc prawdą, co się niekiedy myśli, że tylko dusza człowieka jest dla Jezusa ważna. Kłam temu gnostyckiemu podejściu zadaje choćby obowiązek troski o zdrowie, jaki Kościół na chrześcijanina nakłada.

Było to oczywiste w Kościele już od samego początku. Apostoł pisze: “Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz każdy je żywi i pielęgnuje” (Ef 5,29). Przyjąć krzyż cierpienia i choroby należy dopiero wówczas, gdy nie daje się jej wyleczyć. Nie wcześniej!

A i wtedy mamy mieć nadzieję w zmartwychwstaniu. Bo przecież “Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy” (Rz 6,9). Podobnie i my uwolnieni zostaniemy od wszelkich chorób i słabości na zawsze.

 

Druga tajemnica chwalebna

Wniebowstąpienie Pana Jezusa

Dlaczego Jezus pobłogosławił Swych uczniów przed wstąpieniem do nieba? (Łk 42,50). Zostawił im na ziemi do wypełnienia zadanie. Sądzić więc można, że to powodzenia w głoszeniu Słowa Bożego życzył im odchodząc do Ojca. Jego błogosławieństwo ma jednak sens znacznie głębszy, a korzenie aż w czasach Patriarchów.

Odchodząc z ziemi, z dawien dawna ojcowie błogosławili swoje dzieci. Stary Testament przykłada do tego błogosławieństwa wielką wagę. I tak Księga Rodzaju opowiada, jak to Jakub oszukał swego ojca Izaaka, aby otrzymać od niego błogosławieństwo przeznaczone dla starszego brata Ezawa (Rdz 27, 1-29). Gdy Izaak zorientował się, co się stało, nie mógł już odebrać Jakubowi danego słowa, by pobłogosławić nim swego syna pierworodnego (Rdz 27,37). Ezaw otrzymał obietnicę gorzkiego losu, złagodzoną jedynie zapewnieniem jego poprawy w przyszłości (Rdz 27,38-40). Wszyscy byli tak pewni znaczenia tego wydarzenia, że starszy brat postanowił zabić młodszego za krzywdę, jaką ten mu wyrządził (Rdz 27,41).

Jakub musiał się więc ratować ucieczką przed Ezawem. Ucieczka się powiodła i oto Jakub u kresu długiego życia również pobłogosławił swoich dwunastu synów (Rdz 49,1-28). Wcześniej zaś pobłogosławił swych wnuków, synów Józefa, których usynowił (Rdz 48,8-20).

Jezus także jest Ojcem dla tych, którzy na ziemi pełnią Jego Wolę. Wyraża to On wielokrotnie, nazywając za życia “dziećmi” Swoich Apostołów (J 13,33). Odchodząc więc z tego świata do Ojca, błogosławi ich, jak to czynił w tej sytuacji od niepamiętnych czasów każdy ojciec.

Ale i powodzenia w wypełnianiu Woli Bożej życzy Jezus z całego Swego Serca Swoim wiernym. Wie On bowiem, że przeciwności są bez porównania silniejsze od nas. “Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Bez pomocy Boga nic byśmy tu nie wskórali, jak to Sam Jezus przyznał: „beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5c). Dlatego też nas zapewnił: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20b).

Dlaczego więc nie pozostał fizycznie z nami na ziemi? Bo wówczas Jego działalność nadal byłaby fizycznie ograniczona. Ogólnoświatowy zasięg, tak jak pragnął, mógł jej nadać jedynie z nieba, gdzie „siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami” (Rz 8,34c).

Cała ludzkość potrzebuje Jezusa. On Sam Swoją możliwość dotarcia do niej widział jedynie w Swoim Wniebowstąpieniu. Powiedział uczniom: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca” (J 14,12). Większe od tych właśnie przez swoją skalę, obejmującą swym zasięgiem cały świat.

Jezus przebywając na ziemi mógł być blisko tych, których fizycznie spotykał. Mógł im okazywać Swą Miłość, uzdrawiać, rozmawiać z nimi. Teraz, zasiadając w niebie po prawicy Boga, może być blisko każdego człowieka na ziemi. Wystarczy, ażeby człowiek tego pragnął. Jednoczmy się więc z Jezusem, bo jak mówił: “Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5b). A chcemy przynosić owoc, prawda?

 

Trzecia tajemnica chwalebna

Zesłanie Ducha Świętego na Maryję i Apostołów

Dlaczego Maryja, po zesłaniu Ducha Świętego, nie poszła ewangelizować? Zstąpił On przecież na Nią tak samo jak i na Apostołów... A nawet szczególnie zstąpił na Nią; nie mógł bowiem nie wyróżnić Swej Oblubienicy wyjątkowo czułą Miłością... Tymczasem to właśnie zgromadzeni w Wieczerniku Apostołowie zdają się pełniej od Niej reagować na przybycie Boskiego Gościa. Wybiegają na zewnątrz, by wszystkim ludziom głosić Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

Lecz co w tym czasie czyni Maryja? Pozostaje w Wieczerniku, aby się – rzecz jasna – za nich modlić. A nawet niekoniecznie za nich. Po prostu adoruje Ducha Świętego, który po dziewięciodniowym oczekiwaniu z gwałtownym szumem napełnił Ją na nowo Swoją Łaską (Dz 2,1-4).

Czy Maryja nie sprzeniewierza się w ten sposób obowiązkowi głoszenia Ewangelii, któremu z takim zapałem oddają się Apostołowie? O nie, Ona czyni coś o wiele większego niż oni! Pośród bowiem wszystkich dzieł, choćby najświętszych, którym oddaje się człowiek, najważniejsze jest jego wewnętrzne zjednoczenie z Bogiem. Nikt zaś ze stworzeń nie był nigdy, ani nie będzie w historii, tak ściśle i gorąco zjednoczony z Bogiem, jak Matka Boża.

Wszystkie zaś czyny człowieka są tylko czymś zewnętrznym, wynikają z jego modlitwy (lub jej braku) do Boga. Kto z ludzi nam współczesnych mógł być bardziej świadomy wartości głoszenia Ewangelii, niż Święty Papież Jan Paweł II? A jednak wyznał on: “Krótka chwila prawdziwej adoracji ma o wiele większą wartość i przynosi więcej duchowych owoców, niż najbardziej wytężona działalność, nawet jeśli jest to działalność apostolska”. Takiej właśnie adoracji oddała się Maryja w chwilę po zesłaniu Ducha Świętego na Nią i na Apostołów.

Nie znaczy to, że Maryi obojętne są sprawy Kościoła. Zależy Jej bardzo na rozszerzaniu się Królestwa Bożego na ziemi. Dała temu wyraz modląc się wraz z Apostołami w dniach poprzedzających Pięćdziesiątnicę. Wiedziała przecież, że Jezus, Jej Boski Syn, zalecił im tę modlitwę właśnie jako przygotowanie do dzieła ewangelizacji (Dz 1,4-8). Maryja wspierała Apostołów w tym przygotowaniu. Nieprzypadkowo czcimy Ją w dzień po Uroczystości Zesłania Ducha Świętego jako Matkę Kościoła.

Ale pierwszą potrzebą Serca Niepokalanej jest Jej osobista więź z Bogiem. Dlatego kiedy Duch Święty już zstąpił na Apostołów, a oni poszli głosić Dobrą Nowinę ludowi, Maryja powierzyła Bożej Opatrzności sukces ich ewangelizacji. Sama zaś oddała się temu, czego Jej Serce zawsze pragnęło najbardziej – adoracji.

I my możemy w tym Ją naśladować. Nie zapominajmy nigdy o modlitwie kontemplacyjnej, o adoracji. Wygospodarujmy na nią miejsce w czasie wolnym od pracy. Oddawajmy się jej regularnie, a zobaczymy, że daje nam ona więcej odpoczynku, niż dotychczasowe rozrywki, często wręcz męczące.

Dbajmy też o naszą więź z Bogiem podczas spełniania codziennych obowiązków. Zawsze bowiem możemy pracować w Jego czułej Obecności. A przebywając z bliskimi i przyjaciółmi, rozmawiajmy z nimi o Bogu. On doda wówczas głębi tym rozmowom.

 

Czwarta tajemnica chwalebna

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

Dlaczego Jezus wziął Swoją Matkę do nieba z duszą i ciałem? Mówi się zwykle, że oddzielenie – przy śmierci – duszy od ciała jest konsekwencją grzechu, i jako takie nie dotyczyło Maryi, która przecież od grzechu była zupełnie wolna. Tak samo Jezus – który jednak umarł za grzechy całego świata. Jego Matka jest Współodkupicielką. Swego udziału w Dziele Odkupienia dokonała bez osobistej śmierci, lecz wysłużyła Swoją palmę męczeństwa stojąc pod krzyżem Syna.

Stała zaś pod Jego krzyżem z Miłości. Nie do wyobrażenia dla nas jest Miłość, jaka łączyła i nadal łączy Jezusa i Maryję. To coś o wiele więcej niż tylko miłość macierzyńska i synowska. Tych Dwoje kocha się jako Matka i Syn, ale także jako Stwórca i Stworzenie, oraz jako Partnerzy w wielkim Dziele Odkupienia ludzkości. Ponadto żyjąc na ziemi doświadczali Oboje wspólnego poczucia samotności, jakim było dla Nich doświadczenie bycia wolnym od grzechu w środowisku ludzi obarczonych grzechem pierworodnym. To doświadczenie musiało Ich dotykać aż do najżywszej głębi Serca. Było przemożne; i dla każdego z Nich To Drugie było jedyną Osobą, jaka Je mogła zrozumieć i współczuć w tej samotności. To jeszcze wzmocniło więź łączącą Najświętsze Serce z Sercem Niepokalanym.

Nic dziwnego, że Jezus, kochając tak Swoją Matkę, chciał po Jej ziemskim życiu mieć Ją ze Sobą całą. Nie tylko duszę, ale i uwielbione ciało. Człowiek bowiem jest jednością ciała i duszy; tak został przez Boga stworzony i tak jest przez Niego postrzegany.

Bóg także stworzył człowieka jako mężczyznę i niewiastę. Każdy z nas, w swym najgłębszym jestestwie, funkcjonuje jako “on” albo “ona”. Te dwa sposoby bycia człowiekiem wzajemnie się dopełniają. I to nie tylko przy przekazywaniu życia. Choć rozmnażanie jest tym ludzkim dziełem, w którym mężczyzna i kobieta dopełnić się mogą najbardziej.

W ogóle, jak pisze św. Paweł, “u Pana ani mężczyzna nie jest bez kobiety, ani kobieta nie jest bez mężczyzny” (1Kor 11,11). Tak więc oboje muszą wszędzie być reprezentowani. Jezus wstąpił do nieba po Swoim Zmartwychwstaniu; udał się tam jako do ojczyzny, którą opuścił na krótko dla spełnienia ziemskiego zadania. Lecz teraz, po ziemskim życiu, Jezus jest już na całą wieczność Człowiekiem. Skoro więc wstąpił do nieba jako Mężczyzna, musiała się też tam znaleźć Maryja jako Niewiasta...

Chrystus i Matka Najświętsza to Nowy Adam i Nowa Ewa. Najpełniejsze wcielenie pary ludzkiej. Ziemskich małżonków Adama i Ewę zastąpili w niebie Matka i Syn. W dodatku Syn jest Stwórcą Matki, to nie On od Niej, ale Ona od Niego pochodzi. Wskazuje to, że u Boga męskość i kobiecość ma o wiele szersze i głębsze znaczenie, niż tylko proste dopełnienie płci przy rozmnażaniu.

“Jak bowiem kobieta powstała z mężczyzny, tak mężczyzna rodzi się przez kobietę. Wszystko zaś pochodzi od Boga” (1Kor 11,12). Nie możemy poddawać się powierzchownemu wrażeniu, że chrześcijaństwo jest tylko patriarchalne. Kobiecość ma w niebie swoją Reprezentantkę. Została tam Ona zaproszona, aby być radością Swojego Boga.

Podnieś więc głowę, niepozorna ziemska kobieto, bo kobiecość ma u Stwórcy wielką wartość!

 

Piąta tajemnica chwalebna

Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na Królową nieba i ziemi

Dlaczego Maryja jest Królową? Owszem, jest to najdoskonalsze z Bożych stworzeń, lecz przecież Królem wszelkiego stworzenia jest Sam Bóg. Czy trzeba było, aby i Ona królowała?

Widocznie tak. Bóg jest Stwórcą; Maryja jest Stworzeniem. Może więc czuć solidarność z innymi stworzeniami, i może troszczyć się o nie jako jedna z nich.

A królowanie jest troską. Maryja daje temu wyraz przez wieki w Swych objawieniach, prosząc ludzi, aby modlitwą i pokutą ratowali przed Bożym Gniewem świat.

Nie znaczy to, że Maryja sprzeciwia się Woli Bożej. Była i jest Ona z Wolą Bożą najdoskonalej zjednoczona. To znaczy, że Bóg Sam nie chce karać zbolałej ludzkości, lecz dał jej Maryję za Królową, aby z miłości do Niej ludzie się nawracali...

Maryja przejmuje się do głębi Serca wszelkimi ludzkimi nieszczęściami. To przecież do Niej modlą się chorzy w rozlicznych sanktuariach, i nieraz dostępują uzdrowienia. Jej Orędownictwa wzywamy podczas głodu, wojny, klęsk różnego rodzaju. Znamy zwyczaj święcenia gromnicy; dawniej zapalano ją w oknie podczas burzy, aby Maryja chroniła dom przed piorunami.

Najbardziej jednak leży na Sercu Matce Bożej sprawa życia wiecznego człowieka. Podczas objawienia w Fatimie prosiła dzieci: “Módlcie się za grzeszników, bo wielu grzeszników idzie do piekła tylko dlatego, że nikt się za nich nie modli”. Dobrze, abyśmy tę prośbę wzięli sobie do serca my także.

Maryja troszczy się także i o tych, którzy w czyśćcu przygotowują się do życia wiecznego z Bogiem. Tradycja głosi, że często ich odwiedza, niosąc ulgę w cierpieniu Swą obecnością. A także osobiście wyzwala z czyśćca, zwłaszcza w Wigilię Bożego Narodzenia. Świętem Jej Serca jest, gdy może kogoś z czyśćca wyzwolić.

Sama tylko troska o świat nie jest jednak przyczyną, że Maryja została wybrana na jego Królową. Ukoronowanie Najświętszej Panny ma swoje źródło przede wszystkim w Jej Boskim Macierzyństwie. Oto co widział w swej wizji św. Jan Ewangelista: “Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia (...). I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasał rózgą żelazną. I zostało uniesione jej Dziecię do Boga i do Jego tronu” (Ap 12,1-2.5). To jest dobitne powiązanie Królowania Maryi z faktem, że jest Ona Matką Jezusa.

I też jedyne uzasadnienie tego, że jest Królową nie tylko ziemi, lecz i nieba. Bo niebo nie wymaga już Jej troski. Zaludnione jest zbawionymi, świętymi, którzy doczesną próbę mają już za sobą. Jak mówi Jezus: “Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki (...).I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca” (J 10,28b.29b). A także żyją w niebie Aniołowie, którzy już przy stworzeniu dokonali swego wyboru. Oni też już na wieki utrwaleni są w Bogu. Maryja jest również ich Królową.

To powszechne Królowanie Maryi jest bardzo ważną nauką dla nas. Przypomina nam, że należymy nie tylko do tego świata. Mamy współudział w życiu cierpiących w czyśćcu, a także zbawionych w niebie i Aniołów. Oni wszyscy wraz z nami należą do jednej społeczności, bo są poddanymi jednej i tej samej Królowej.

Licencja: Creative Commons