0
głosów
- +

Moulin Rouge!

Autor:

Aktualizacja: 19.12.2017


Kategoria: Kultura i Sztuka / Film


Recenzja
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 441 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
Moulin Rouge!

To film, w którym schematyczny aż do wycia romans zamazuje się w olśniewających aranżacyjnie obrazach taneczno-śpiewanych. Twórcy pracowali podobno nad tym dziełem długie lata i tu akurat widać nadzwyczajne tego efekty. Treści jakby się nie zauważa, zresztą o dziwo nawet i historia miłosna wydała mi się jakoś przekonująca pod koniec.


Choć już nie w chwili kiedy piszę te słowa. Ogólnie opowieść sama w sobie jest przewidywalna, możliwe, że twórcy pomyśleli, że ciekawa historia plus takiż obraz to zbyt wiele dla widza, w moim przypadku jednak pomylili się. Męczyłam się faktem, iż wiedziałam jak ta żałosna love story się skończy, jednak oglądałam dalej nieciepliwiąc się, ale i czekając na kolejne odsłony klubowej rozpusty w karbach estetyki.

Całość nakręcona jest w bajkowych dekoracjach rodem wyłącznie z wyobraźni scenarzysty, bo jego wizja nie plami się prawdopodobieństwem wystąpienia czegoś podobnego w życiu realnym. Ten film to jakby pobyt na innej planecie. A pierwszoplanowi kochankowie są ładni i młodzi i ciągle znajdują się w namiętnej fazie związku dlatego z przyjemnością się to ogląda. Choć to nie oni robią ten film. Zapamiętam bardziej ekspresję kabaretowych wyjadaczy, którzy odnajdują się z rezolutną inteligencją w każdej sytuacji i pipowatych ciamajd z pieniędzmi, odziedziczonymi najpewniej, których sytuacja na ogół przerasta.

Nicole Kidman w roli kurtyzany dominuje natomiast nad nieco usztucznionym poetą w niej zakochanym, który momentami w duchu zaśmiewa się mam wrażenie z całego tego swojego uczucia i tym żarliwiej śpiewa jej serenady. Niekiedy zakrzykuje dosłownie kobietę, która w kontakcie z nim jest tu bardziej niema, odpowiada wymijająco i próbuje kpić sobie z miłości. Ale może to tylko przejaw jego uczuciowego niezrównoważenia, bo on bardzo chce, ona nie wiadomo a ją chce wielu. Przed kobietą upadłą klęczy tu przecież cały męski ród i wynosi ją pod niebiosa. Wiadomo o niej bowiem przede wszystkim, że jest boginią seksu, duchowo nieuchwytną choć wygląda na w miarę ciepłą intelektualnie. Może  więc można by ją rozpalić tylko dla siebie?

Ten film to efekt ogromnych ambicji, ale i kalkulacji. Wrażenia ocierają się o ekstazę momentami. Pomyślałam, że co jak co, ale to dobrze byłoby oglądać to w kinie, z drugiej strony zbyt często niestety znajdzie się tu ktoś kto nie ma oporów przed głośnym obżeraniem się, puszczaniem gazu z butelki i gulgotaniem napoju w gardle podczas seansu. Możliwe, że grzywna za zakłócanie skupienia i traktowania świątyni sztuki jak wychodka odmieniłaby na lepsze życie wielu kinomanów, którzy mają dosyć upraszania o ciszę ludzi, którzy zawsze będą mieli w dupie innych.

A film robi duże wrażenie wizualne i nie wciąga mentalnie, co w sumie poprzez anormalnie szybkie ruchy kamery plus multidźwiękowe klubowe granie daje efekt transowy -  skupienie na dynamicznym obrazo-dźwięku i oderwanie się od swoich myśli. Odpycha jednak trochę nachalne atakowanie widza tą wspaniałością raz za razem, jakby po to, aby nie przyszło komuś do głowy jakieś ale. A i wobec takiej jak tu miłości się topnieje, nie można i  wcale nie chce powiedzieć się jej nie. Ogólnie jest to więc sprytnie skonstruowany twór obliczony na zrobienie dobrego interesu. Fajerwerkowa, monumentalna, cyrkowa forma, także liczne covery sławnych na cały świat przebojów oraz popularny motyw indyjski na to by wskazywały.

Przy czym to jest wszystko mocno wypracowane na ponadprzeciętność, nawet niektóre wykonania piosenek wydały mi się znacznie lepsze od oryginałów. Podsumowując na pewno jest to wielkie widowisko, które psychicznie nie angażuje. Zobaczyć można, ale czy zakochać się to inna sprawa, co innego polubić pewne fragmenty. W sumie mieszane uczucia z lekką przewagą tych na tak. Bo wizualnie to jest cudo, tyle że dzieło nie powstało z potrzeby powiedzenia czegoś tak bardziej od siebie światu. Zapomina się o nim szybko.
 
 

 

Lista Tagów: muzyka, trans, miłość

Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij