0
głosów
- +

Sądowy nakaz zapłaty

Autor:

Aktualizacja: 16.09.2017


Kategoria: Ludzie i Społeczeństwo / Życie na co dzień


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 125 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Miliony Polaków otrzymały takie pisemka, którymi należy sobie jedynie tyłek podetrzeć: „na nie jawnym posiedzeniu sądu, w oparciu o dowody niezweryfikowane przez sąd…” — podpisano referent sądowy! Kto się podpisał? Sprzątaczka z sądu?


1 Według Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej - każde posiedzenie sądu jest jawne.

2 Według Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej - każdy jest niewinny do czasu udowodnienia mu winy.

3 Pod wyrokiem podpisuje się sędzia, a nie sprzątaczka!

 

Ale niestety, żyjemy w Polsce. Nie komunistycznej (a szkoda), ale w Polsce, należałoby napisać: demokratycznej, ale demokracja to możliwość wyboru. Wyboru, który nam odebrano. Czyli mamy dyktaturę. Bo jak inaczej można wyjaśnić, że jakiś podrzędny urzędnik sądu, podpisuje się pod nakazałem zapłaty, w nieprzeprowadzonej sprawie?

Ja wiem, za „komuny” bito ludzi (milicja), ale przestępczość była o wiele niższa. Dziś także bije się ludzi, dokonuje aresztowania w taki sposób, jakby do mieszkania osoby aresztowanej wpadła banda bydła, ale nazwanie ludzi postępujących w ten sposób: urzędnikiem państwowym (policjantem), nie chce przejść przez gardło — ludzie ci drą ryja: „gleba, gleba”, „za co jestem aresztowany?” — pyta brutalnie potraktowany Polak — odpowiedź urzędnika państwowego: „gleba, gleba!”. Policjant, który w ten sposób łamie prawo, przestaje być policjantem, pomimo orzełka na czapce i staje się zwyczajnym bandytą.

Jak więc należy nazwać „sądowy nakaz zapłaty”, który komornikowi daje władzę wykonawczą, a nie podpisał go sędzia, gdyż wina (dług) nigdy nie zostały udowodnione (stwierdzone)? Czy taki nakaz nie powinien nosić miana „papieru toaletowego”? Chyba tak, bo w żaden sposób nie jest żadnym wyrokiem sądu ogłoszonym publicznie (Konstytucja RP) — czyli w obecności osoby, której sprawa dotyczy.

Ale sądowy nakaz zapłaty w elektronicznym postępowaniu upominawcze, gdzie według artykułu 505(32): „dowodów nie dołącza się do pozwu” — co za bzdura?

„Postępowanie przeprowadzono na podstawie twierdzeń powoda” — co zrobiono? Jakie postępowanie? Podrzędny urzędnik przyklepał wyrok bez przesłuchania pozwanego! Jakie tu przeprowadzono postępowanie? Kto brał udział w takim "postępowaniu" - dwie kartki papieru? 

Najwyższe akty normatywne gwarantują (jedynie w teorii) w sądzie obecność osoby pozwanej, której należy udowodnić winę. Jak można udowodnić winę komuś, kto nie tylko nigdy nie stanął w sądzie, ale też nigdy nie wiedział o prowadzonym przeciwko niemu „postępowaniu”, bo powód podał zupełnie inny adres zamieszkania pozwanego i nie zrobił tak przypadkiem, a postąpił w ten sposób według zamierzonego sposobu działania, mającego na celu wyłudzenie pieniędzy.

Co może zrobić osoba, która taki nakaz otrzymała doręczony przez komornika? Chyba jedynie zawołać: „komuno wróć!”.

Oczywiście są wyjścia, ale mało który prawnik (darmowy) właściwie doradzi. Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

Jednym wyjściem jest złożenie wniosku o przywrócenie możliwości złożenia sprzeciwu, gdzie należy umotywować dlaczego wówczas złożenie sprzeciwu nie było możliwe. I jednocześnie złożyć sprzeciw od nakazu sądowego: „Nie brałem żadnego kredytu!”. Nawet jeżeli brałeś kredyt, powód zazwyczaj nie posiada umowy kredytu podpisanej twoją ręką, a jest to jedyny dokument, który może tobie zaszkodzić. Więc warto iść do sądu i sprawdzić, czy w aktach sprawy znajduje się umowa.

Są ludzie, którzy próbują coś zdziałać w oparciu o ustawę o ochronie danych osobowych, gdzie przepisanie cesji jest nielegalne, ale nie zanotowano dotychczas przypadku, żeby w ten sposób udało się cokolwiek uzyskać.

Oczywiście istnieje jeszcze jedno wyjście: „ogłoszenie upadłości konsumenckiej”. W takim jednak przypadku ofiara e-sądu traci majątek, o ile go posiada. Ale nawet ogłoszoną upadłość można podważyć, jeżeli dłużnik nie wykaże jakiegoś długu, o którym akurat mógł wcale nie wiedzieć.

Co można powiedzieć o milionach Polaków, których taka sytuacja dotknęła? Nazwać ich „głupimi”? Czy winą obywatela jest fakt, że prawo nie istnieje dla tych, którzy nie posiadają pieniędzy na obronę lub konsultują się z kolejnymi darmozjadami-prawnikami? Zważ na fakt, że dziś, nawet jeżeli nie miałeś żadnego długu, możesz w każdej chwili stać się dłużnikiem. Nie chroni cię żadne prawo. Wpis na "czarną listę dłużników" czasem przynosi dobry efekt.

Krzysztof Dmowski


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij