0 głosów
Pobierz artykul
0 głosów dodatnich
0 głosów ujemnych
2710 razy czytane
0 przedrukowany
Creative Commons Licencja

Większość z nas wróciła z urlopów. I co? I znowu praca :-) Ale czy naprawdę nasze życie musi dzielić się na czas pracy i na czas urlopu? Kto wprowadza ten podział? Czy nie przypadkiem my sami? Czy to nam pomaga, czy może wręcz przeciwnie?

Znowu mamy niedzielę i znów w Krakowie towarzyszy jej piękny, słoneczny poranek. Jak nic więc wypada mi pociągnąć wątek niedzielnej depresji. Tym bardziej, że skończyły się wakacje, zaczął się rok szkolny, na ulicach pojawiają się pierwsze opadające z drzew liście. „Jesień idzie, rady na to nie ma”.

We wstępie napisałem o dzieleniu życia na czas urlopu i na czas czekania na urlop. Znam ten podział bardzo dobrze. Pojawia się u moich synów za każdym razem, kiedy zaczyna się rok szkolny. Pytają wtedy, kiedy będzie następny długi weekend albo jakieś święto?

Czy nie jest przypadkiem tak, że dokładnie tak samo dzielimy nasz tydzień: na weekend i na czas oczekiwania na weekend?

A czas jest przecież niepodzielny w swej naturze, ciągły. Płynie sobie tak samo i w poniedziałek, i w sobotę, i w niedzielę (w niedzielę mamy go tylko trochę mniej dla siebie, bo z reguły dłużej śpimy, ciekawe :-).To nasze Życie. Codziennie to samo nasze życie, codziennie tak samo przynoszące szanse do wykorzystania.

Czy utrzymując w naszej głowie ten podział pomagamy sobie, czy przeszkadzamy? Jeżeli mamy marzenia i cele, do których dążymy, patrzymy na czas z zupełnie innej perspektywy. Wtedy wręcz nie możemy doczekać się wtorku lub czwartku – dnia, na który zaplanowaliśmy coś dla nas ważnego.

Cele nadają sens naszemu życiu. Są bardzo ważnym składnikiem naszego poczucia szczęścia. Wzmacniają bowiem poczucie sprawczości. Nasze wewnętrzne poczucie, że to my kierujemy naszym życiem. Nie ktoś inny. Nie praca (którą zresztą sami wybraliśmy, ale o tym kilka słów w dalszej części).

Cele wynoszą nas też ponad podziały weekend-5 dni pracy, urlop-praca. Nadają życiu dużo szerszej perspektywy, spojrzenia z góry na naszą strzałkę czasu, która i tak rośnie sobie w swoim tempie. Tak, jak rośnie sobie słupek rtęci, bez względu na to, jaka skala znajduje się na termometrze. Natomiast to od nas zależy, jaką skalę wybierzemy. Jeżeli „skalibrujemy się” na mikroskalę weekend-5 dni pracy, cóż... sądzę, że będziemy się dusić. Jak można zmieścić życie w perspektywie 7 dni?


A teraz wyobraźmy sobie poniedziałkowy poranek. To już właściwie nie jest poranek. To jest rano lub wręcz „cholerny poniedziałek”. Bo poranek, to coś dobrego, coś co kojarzy się np. z aromatyczną kawą na werandzie, spokojem, relaksem, z czymś, co lubimy.

Wstajemy więc do pracy.

Czy nie jest tak, że często już samo wyjście do pracy uważamy za poświęcenie, wręcz udrękę, za którą należy nam się nagroda? Przy takim nastawieniu z definicji wszelkie wymagania stawiane w pracy będziemy przyjmować jako karę. Szef będzie ucieleśnieniem znienawidzonej pracy. Jak więc można go szanować, a co dopiero polubić? Nie chcę w ten sposób stwierdzić, że wszyscy szefowie są w porządku. Jest wielu idiotów. Chcę w ten sposób zwrócić uwagę na to, jak nasze głęboko zakorzenione nastawienie może rzutować na postrzeganie pracy. Mamy małe szanse na zmienienie szefa idioty. Ale na siebie mamy wpływ.

Czy nie jest tak, że w naszej polskiej kulturze jesteśmy karmieni mitem cierpiącego bohatera, ofiary okoliczności, która nie ma na nic wpływu? Są mityczni „oni” – ci, którzy rządzą tym światem. Ale to jest też wygodne, bo można ich obarczyć odpowiedzialnością za naszą frustrację.

Czy w jakiejkolwiek szkole, średniej, wyższej, uczymy się rozpoznawać nasze talenty, wyznaczać cele i realizować je? Czy nasi rodzice nie dokładają się do tego negatywnego schematu, wpajając nam, że żeby mieć dobre życie, trzeba skończyć dobre studia, a potem znaleźć dobrą pracę? A co to znaczy dobrą? Dobrze płatną? A gdzie jest związek między naszymi unikalnymi talentami, a pracą, którą wybieramy na początku naszej drogi?

Jest takie powiedzenie, które mówi, że człowiekiem spełnionym (i chciałbym tu podkreślić istotną różnicę pomiędzy pojęciem „człowieka sukcesu”, a pojęciem „człowieka spełnionego”) jest ten, kto jest świadom swoich unikalnych talentów, realizuje je w swoim życiu i dostaje za to pieniądze.

Jak odkryć swoje talenty? Jak wybrać odpowiednią pracę? A może wręcz: jak wyjść z etatu?!

To tematy na osobną dużą dyskusję. Postaram się do nich niedługo powrócić.


Zobacz także: Niedzielna Depresja - odc. 1


Pozdrawiam Serdecznie

Licencja: Creative Commons