0
głosów
- +

I żyli długo i... szczęśliwie?!

Autor:

Aktualizacja: 15.07.2016


Kategoria: Ludzie i Społeczeństwo / Życie na co dzień


Felieton
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 476 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

I żyli długo i szczęśliwie... tak się kończy większość bajek, które czytane są dzieciom. Jednak w życiu bywa bardzo różnie. Zaczyna się bardzo pięknie, ludzie się poznają, zakochują w sobie, mają romantyczne spotkania, miłe chwile, a kobieta tęskni za tym, aby partner się jej oświadczył. 


Kiedy do tego dochodzi, a potem do ślubu, para jest wniebowzięta. Wszystko jest cudowne, ponieważ przysięgają sobie wierność, miłość, uczciwość. Niektóre pary biorą ślub kościelny, który pokazuje, że ma to być małżeństwo, aż do przysłowiowej grobowej deski. Ale czy aby na pewno tak jest w życiu? Czy aby na pewno o to chodzi?

 

Ostatnie lata pokazują, jak wiele jest rozwodów, ludzie rozstają się coraz częściej i to w bardzo młodym wieku. Obecnie nikogo nie dziwi fakt, że nawet kilka lat po ślubie ludzie się rozstają. Nie raz słyszałam słowa: on się zmienił, on mnie już nie kocha, znalazł sobie inną, od kiedy pojawiły się dzieci, coś się zmieniło. Ale czy aby na pewno to partner się zmienił? Czy aby na pewno ta miłość wygasła? O co tak naprawdę chodzi?

 

Ktoś mi może zarzucić, że skoro jestem singielką, to co ja mogę wiedzieć o małżeństwie, partnerstwie, ślubie? Czemu się wypowiadam, czy nawet wymądrzam? Jestem singielką właśnie dlatego, że wiele obserwuję i mówię tylko i wyłącznie o swoich odczuciach. Ktoś może się zgodzić, ktoś inny nie, ale to co zobaczyłam wokoło siebie – samą mnie zaskoczyło.

 

Zauważyłam, że wśród wielu par, standardem jest zawarcie aktu małżeńskiego, czy to kościelnego czy cywilnego. Kiedy ludzie są ze sobą, wtedy najczęściej biorą ślub. Jednak czy aby to jest naprawdę konieczne? Czy to, że można mówić do siebie: per mężu, per żono, naprawdę coś oznacza? Dla niektórych na pewno, ale wiele osób zaczyna dopiero wtedy odkrywać prawdziwe karty.

 

Kiedy małżeństwo staje się rodzajem niewolnictwa, wtedy powinno zapalić się czerwone światło. Dopóki człowiek czuje wolność, inaczej traktuje partnera. Natomiast po ślubie, stając się żoną, czy mężem, zmienia się ta percepcja... Niestety zmienia się wtedy wszystko. Całe poczucie partnerstwa nagle staje się obowiązkiem, tylko pytanie, dlaczego tak jest? Czy nie lepiej, jeśli małżonkowie zastanowią się, co jest podstawą ich związku? Co tak naprawdę ich łączy? Czy aby tylko papierek?

 

Przechodząc do sedna tego, co chciałam powiedzieć, to wydaje mi się, że to nie papier, małżeństwo, obrączki czy słowa per mężu, per żono są najważniejsze. Czasami jest tak, że ludzie są partnerami i nimi zostają, nawet jeśli mają dzieci i również uczą się od siebie nawzajem. Uczą się zaufania, uczciwości, bycia razem.

 

To, czy jest się w małżeństwie, czy na wolności, nie powinno ograniczać ani być głównym motywem. Należy także pamiętać, że mąż czy żona nie są dla Ciebie do grobowej deski, jak to się słyszy, szczególnie w kościele. Trzeba mieć na uwadze fakt, że każdy człowiek się zmienia, nic nie jest stałe i nawet po kilku latach związku ludzie nagle uświadamiają sobie, że następuje koniec. Czy jest to tragedia? Absolutnie nie! Należy to potraktować swobodnie, z lekkością, z akceptacją, że właśnie taka jest kolej rzeczy! Wszystko jest zmienne, tak samo jak w przyrodzie. Nikt, nawet ksiądz nie może zagwarantować, że dana relacja będzie przez wszystkie lata po wieki, bo nikt tego nie wie!

 

Jesteśmy dla siebie tyle czasu, ile mamy być. Kropka. Żadne siły, kontrola, proszenie, błaganie, nie mają najmniejszego sensu, ponieważ uczymy się od siebie nawzajem tak długo, jak tego potrzebujemy. Co się dzieje potem? Idą zmiany. Czas na nowe. Widocznie jesteś już w takim miejscu swojego rozwoju, aż potrzebujesz przysłowiowego „świeżego powietrza”. Dlaczego jest tyle romansów, rozwodów, chęci poznawania nowych osób? Dlaczego portale randkowe pękają w szwach? Ludzie potrzebują świeżości, nowości, zmian, ponieważ w starej, codziennej, monotonnej rzeczywistości kiszą się jak ogórki w słoiku! Jeśli w danej relacji nie udaje się dokonać zmian, wpuścić nowego powietrza, to jak człowiek ma swobodnie żyć? Każdy tego potrzebuje, nawet jeśli sobie tego nie uświadamia.

 

Nie mówię, że relacje damsko męskie są łatwe, bo nie są i każda jest zupełnie odmienna. Nie wrzucam wszystkich do tego samego worka. To, co chcę podkreślić, to to, aby zastanowić się, gdy przysięgamy sobie dozgonną miłość do grobowej deski, ponieważ taka może być, ale może i nie być. Trzeba się nastawić na wszystko, nauczyć się znaleźć w tym sens i spróbować zaakceptować to, że i taki scenariusz może napisać życie. Po co? Nie mam pojęcia, ale na pewno wiem, że jest to w trosce o Ciebie, o Twój rozwój i po to abyś nie ukisił się w swoim życiu tylko dokonał ważnych zmian.

 

To, jak postąpisz, zależy wyłącznie od Ciebie, ponieważ być może taką rolę i czujesz, że masz być przy tej drugiej osobie. Jednak nie krytykowałabym tak pochopnie osób, które się rozstają ot tak, ponieważ powód może być znacznie głębszy. Rozstanie to trudna chwila, ale nawet jeśli zakończy się najbardziej bolesnym doświadczeniem, to pamiętaj, że coś ważnego Ci to przyniesie.

 

Osobiście jestem za wolnym związkiem, ale to tylko dlatego, że nie jestem w stanie komuś przysięgać, że będę z nim do grobowej deski. Nie wiem czy będę, nie wiem czy dam radę, nie wiem czy się nie zmienię, nie wiem co będzie jutro, więc jak mogę przysięgać coś, na co nie mam wpływu, a ma się wydarzyć przez najbliższe przysłowiowe dwadzieścia lat?

 

Dawniej było nie pomyślenia, aby się rozwodzić, rozstać, szczególnie, jeśli na świecie były już dzieci. Obecnie nie ma to znaczenia, ponieważ najważniejsze jest to, aby uczyć się, rozwijać, wyciągnąć wnioski z danej relacji i pójść naprzód. Nawet bolesna tragedia, jak śmierć partnera jest doskonałym rozwojowym doświadczeniem choć przeogromnie trudnym. Mimo to warto pójść naprzód, odkrywać czego się pragnie, jakie aspekty danego człowieka Ci pomogły, co odkryłeś i co dzięki temu zrozumiałeś. Nie należy bać się rozstań ani tym bardziej opinii innych osób, ponieważ nikt nie wie, do czego to doświadczenie ma Ci się w przyszłości przydać.

 

Ktoś zapyta, ale co z dziećmi, przecież powinny mieć rodziców! A kto powiedział, że biologiczny ojciec czy matka właśnie mają być tymi, którzy to dziecko mają wychować? Skąd mamy pewność, że na jego etapie rozwoju ma to być biologiczna matka, czy ojciec? Może właśnie to dziecko potrzebuje rodziny zastępczej? Domu dziecka, cioci, wujka czy babci? Skąd wiemy, czy aby to dziecko nie ma właśnie doświadczyć zupełnie czegoś innego, niż tego co dałaby mu matka czy ojciec biologiczny? Drogi życia tego dziecka nie znamy, wiem, że mamy mu pomóc, ale niekoniecznie to będzie rodzina, o jakiej my, ludzie do tej pory mamy przeświadczenie.   

Barbara Dudzicz 

www.boskiezycie7.blog.pl

Lista Tagów: rodzina, ślub, życie

Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij