O hoverboardach słyszeli z pewnością miłośnicy kina, ale tym dajemy gwarancję, że pozbawione kółek deskorolki z „Powrotu do przyszłości II” i III są niczym w porównaniu z hoverboardem od Zapata Racing. Poniekąd jest to urządzenie pokrewne flyboardom, ale trudno powiedzieć, żeby były podobne.

Img

Spełnianie marzeń

W „Powrocie do przyszłości” wystarczyło trochę animacji komputerowych, ale ta idea, żeby unosić się nad ziemią na desce, nigdy nie umarła. Może trudno w to uwierzyć, ale pierwszym urządzeniem, które powstało jako inspirowane hoverboardem był Segway, a w 2014 roku już jako któryś z kolei prototyp pokazano deskę unoszącą się dzięki wykorzystaniu pola magnetycznego. NUDA! Wszystkie te wynalazki to dobry materiał na kiepską lekcję fizyki, ale hoverboard by ZR to już coś zupełnie innego. W zasadzie słowo „hover” nie pasuje to tego sprzętu: to deska służąca do zdrowego zasuwania nad powierzchnią wody, ewolucji, kaskaderskich popisów i nasycania krwi adrenaliną po granice wrzenia.

Hoverboard na wodę, czyli jednak się da

Zgoda, hoverboard nie do końca działa na wodę, bo gdyby nie sporej mocy silnik od skutera wodnego, opadłby natychmiast na powierzchnię, niemniej to właśnie odrzut wody jest tym czynnikiem, który bezpośrednio powoduje podniesienie deski, a podnieść można ją na naprawdę znaczną wysokość, choć nie to jest najważniejsze. O wiele ważniejsze jest to, że dysza umożliwia wykonywanie najróżniejszych figur akrobatycznych. Zresztą – jeśli wejdziesz na hoverboard po raz pierwszy, to po prostu będziesz musiał je wykonać, bo energia kinetyczna wody jest na tyle spora, że nauka zawsze kończy się zamoczeniem. W końcu jednak można opanować trudną sztukę poruszania się po prostej, a potem zmiany kierunku – i to nie tylko prawo-lewo, ale też góra-dół – za pomocą odpowiedniego przenoszenia środka ciężkości. Brzmi to dość skomplikowane, proste nie jest, ale za to daje niesamowite wrażenia. No i nieźle wygląda, co można podejrzeć na filmikach na YouTube. Oczywiście przy oglądaniu amatorów można się uśmiać, ale kiedy trafisz na akcję zawodowca, też pewnie pomyślisz, że bez animacji komputerowej nie mogło się to udać. Mogło!

Prędkość jest względna

Gdyby spojrzeć sobie na osiągi hoverboardów, to raczej nie ma mowy o wielkim zachwycie – prędkość to do 25 kilometrów na godzinę, a wysokość osiągana to góra 5 metrów. Tyle że nad wodą wszystko wydaje się inne – tam tego rzędu prędkości są naprawdę znaczne, tym bardziej że hoverboard to nie jest posłuszne urządzenie. Moc silnika, który napędza małego demona nie pozwala stać spokojnie i wystarczy najlżejsze przechylenie ciała, żeby stracić panowanie nad sprzętem i zacząć się zbliżać do wody. Dla jednych będzie to porażka – zgoda, bo nie udało się opanować niepozornego na pierwszy rzut oka urządzenia. Ale powiedz szczerze – ile razy miałeś możliwość, żeby po prostu wpaść do morza z wysokości 5 metrów? Daję głowę, że nie zdarza się to co dzień, a jeszcze z dodatkowym przyspieszeniem?! Może i porażka, ale dająca czasem jeszcze więcej frajdy niż sukces. Dla początkującego hoverboardzisty nawet utrzymanie prostej linii ruchu jest już wyczynem niemal kaskaderskim, ale co bardziej doświadczeni zawodnicy nie zadowalają się nawet wywinięciem kozła w pionie plus beczką.

Wróćmy na ziemię

Hoverboard to niezwykłe połączenie wakeboardu, kitesurfingu i jet ski, ale w gruncie rzeczy dające zupełnie inne doznania, niż którakolwiek z tych dyscyplin. To gra dla ludzi o sporych wymaganiach, mocnych nerwach i niezaspokojonym pragnieniu adrenaliny. Ot, coś dla uzależnionych, czyli tych, których ogarnia biała gorączka na myśl, że można pracować codziennie od ósmej do czwartej siedząc za biurkiem i tłukąc w klawiaturę.

Licencja: Creative Commons