Wiara w istoty demoniczne zaniknęła już prawie zupełnie. Dziś są one reliktami ludowych wierzeń Polaków. Postanowiłam przybliżyć ich sylwetki i moce, by ochronić upiory polskie od zapomnienia i zaciekawić nimi scenarzystów polskich horrorów :) 

 UTOPCE

Utopce to demony wodne, zamieszkujące otchłanie rzek. Były wyjątkowo złe i złośliwe. Starały się topić kąpiących ludzi, wciągać osoby zbliżające się do brzegu rzeki, a ich ofiary stawały się na nowo utopcami. Skąd się wzięły? Topielcem stawały się osoby, które popełniły samobójstwo właśnie przez skoczenie do wody.  Atakowały szczególnie w określonych porach – zabronione były kąpiele w rzece w niedzielę do południa – kiedy to w kościele odprawiało się nabożeństwo, a także przed 24 czerwca (przed nocą świętojańską), gdyż wtedy dopiero woda stawała się poświęcona i mniej groźna. Nie wolno też było kąpać się przed burzą ani zaraz po niej, gdyż moc topielców w tym czasie gwałtownie powiększała się.

Utopce zachowywały wygląd człowieka w momencie jego śmierci, jednak na skutek ciągłego przebywania w rzece ociekały one wodą, a we włosy miały wplecione wodorosty. Upiorem w wierzeniach ludzi był najczęściej mężczyzna, prawie nagi, o sinym, a nawet zielonym zabarwieniu ciała i nieproporcjonalnie małej głowie. Mogły także przybierać postacie zwierząt – szczególnie szczurów wodnych.

 Topielec atakujący ludzi w wodzie posiadał nieograniczoną siłę, do tego stopnia, że był w stanie utopić nawet duże zwierzę – jak krowę czy konia – a topienie człowieka było dla niego błahostką. Obrona przed nim w wodzie była prawie niemożliwa. Mogła ona jedynie rozwścieczyć wodnego upiora tak, że ratujących go ludzi również wciągał w wodne wiry.    

 

 Pytając informatorów o te wodne demony, jeden z nich opowiedział mi taką historię:

"Za wsią płynie rzeka Prosna. Ja i mój brat, jako młodzi chłopcy poszliśmy nad nią po trawę na łąkę. Był późny, letni wieczór, jednak nie było aż tak ciemno, by nic nie widzieć. W pewnym momencie usłyszeliśmy plusk wody w rzece, jakby kąpiących się ludzi. Jednak, zważając na późną porę, było to niemożliwe. Postanowiliśmy pójść to sprawdzić. Podeszliśmy do brzegu rzeki. Coś z niej wyszło. Z sylwetki jakby dorosły mężczyzna, ociekający wodą, jednak głowę miał małego dziecka. Kiedy spostrzegł, że obserwujemy go, rozpędził się i wskoczył na powrót do rzeki. Woda rozlała się nawet po brzegach w ten sposób, jakby coś o wielkim ciężarze wpadło do niej. Staliśmy jeszcze przez chwilę, obserwując wodę. Nic z niej nie wyszło. Na środku pojawił się tylko wir. Przerażeni wróciliśmy do domu. Opowiedzieliśmy o całej sytuacji rodzicom, zaś oni powiedzieli nam, że widzieliśmy utopca. Niejeden już widział go w godzinach nocnych na kamieniu przy rzece. Podobno jeszcze przed wojną młody chłopak, zdradzony przez dziewczynę, popełnił tam samobójstwo. Przywiązując do szyi kamień, rzucił się do wody. Od tamtego czasu w wodzie zginęło wiele młodych panien, jeszcze nie mężatek, a pierwszą z nich okazała się być dziewczyna, która go zdradziła. Utopiła się w rzece trzy dni przed swoim ślubem. Okoliczni mieszkańcy powiadali, że to właśnie ten chłopak mścił się za krzywdę, jakiej doznał za życia, nie potrafiąc zaznać spokoju duszy."

 

Obroną przed topielcem miało być jedynie przeżegnanie się przed wejściem do wody. Chronić mógł również krzyżyk zawieszony na szyi.

 

Licencja: Creative Commons