0
głosów
- +

Kto jest właścicielem szpilek z czerwoną podeszwą?

Autor:

Aktualizacja: 06.07.2012


Kategoria: Uroda / Moda


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 1336 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Słynny projektant christian Louboutin pozwał do sądu słynną sieciówkę Zarę i przegrał. Warto zastanowić się, kto tak na prawdę miał rację w tym sporze, i czy czerwone podeszwy to rzeczywiście własność Christiana Louboutina.



Wiele się pisało o przegranej batalii Christiana Louboutina (na przykłąd tutaj) ze słynną sieciówką Zara w sprawie przegranego procesu o słynne na całym świecie czerwone podeszwy w butach na obcasach. Jak każda fanka mody lub chociaż osoba, która obejrzała kilka odcinków seriwlu „Sex w wielkim mieście” wie, jest to znak rozpoznawczy tego projektanta. Wysokie czarne szpilki na platformie i do tego czerwona podeszwa. Klasyk. Oczywiście w dobie globalizacji i podróbek nie trudno spotkać imitacje, kopie, „repliki” tych słynnych szpilek. Pytanie tylko jak daleko posunięte są to inspiracje, czy są to po prostu podróbki konkretnych modeli czy po prosty zachowanie stylu i zrobienie podobnych butów. Zara zrobiła właśnie takie podobne buty i wg. Christiana Louboutina tym razem miarka się przebrała. Pozwał sieciówkę do sądu i… przegrał. No i teraz zaczyna się dyskusja o daleko idąca ochronę własności intelektualnej. W Internecie mamy na co dzień do czynienia z tym, że ktoś sobie coś od kogoś pożycza. Doszło do tego, ze niektórych rzeczy po prostu nie da się zwalczyć. Ale to jest pomysł na zupełnie inny artykuł, a może nawet książkę. Spróbujmy się na szybko zastanowić jak daleko można chronić własność intelektualną, jaką jest czerwona podeszwa pod butem? Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ochrona własności intelektualnej jest ważna, ale pytanie czy wolność można ograniczać aż do tego stopnia? Moim zdaniem szpilki od Louboutina i ich charakterystyczna czerwona podeszwa to jego znak rozpoznawczy, tak jak znakiem rozpoznawczym Beckhama są jego fryzury. Nie sądzę jednak aby trzeba było zastrzegać je w urzędzie patentowym. Wiemy kto jest prekursorem, wiemy kto je rozpropagował, wiemy, że jest to klasyk. Szanujemy to wszystko. Pamiętajmy jednak, aby się nie posunąć za daleko w przypisywaniu sobie pewnych zasług, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć, aby szpilki jako takie były zastrzeżone w swojej formie. Pamiętajmy, że czerwona podeszwa jest tylko wariacją butów-szpilek. Więc może warto ukłonić się komuś kto setki lat temu wymyślił byty na obcasie. Warto też pamiętać, że każda innowacja wprowadzana do szpilek jest innowacją bazującą na czyimś pomyśle. Pamiętajmy zatem o tych wszystkich niuansach przypisując sobie zasługi. Zresztą… jak sam Louboutin stwierdził „rozpoczął robić buty z czerwoną podeszwą w 1992 r. po tym, jak zobaczył swoją asystentkę malującą paznokcie na ten odcień.” Więc to może asystentka Pana Louboutina zasługuje na patent na szpilki z czerwoną podeszwą?


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij