0
głosów
- +

Jak znalazłam buty marzeń?

Autor:

Aktualizacja: 29.05.2012


Kategoria: Uroda / Moda


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 815 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Czy macie takie samo wrażenie jak ja, że życie bywa przekorne, jeśli o czymś usilnie marzycie, to staje się to coś coraz mniej osiągalne, odległe, a po jakimś czasie dochodzicie do wniosku, że to tylko iluzja, która nigdy nie przybierze realnych kształtów.


Marzenia spełniają się w najmniej oczekiwanym momencie i nie za sprawą magicznej różdżki, ale w całkowicie zwyczajnej, codziennej sytuacji i miejscu, bądź to na dworcu autobusowym, bądź jak w moim przypadku w galerii handlowej, do której zresztą trafiłam całkowicie z przypadku. Facet w tej sytuacji powiedziałby pewnie, że kobieta, galeria handlowa i przypadek, to pojęcia ze sobą sprzeczne. Moja historia dowodzi jednak, że nie zawsze tak jest.

Tego dnia miałam bardzo ciężki dzień i ostatnią rzeczą, o której bym wówczas marzyła, to spacer po galerii handlowej. Pewnie zastanawiacie się jak w takim razie zdecydowałam się na ten masochistyczny krok. Co miała zrobić waszym zdaniem dziewczyna bez parasola w trakcie rozszalałej burzy, której uciekł autobus, a dotychczasowe schronienie przestało spełniać swą funkcję? Oczywiście, że dobiec do pobliskiej galerii, która zachęcała ciepłym, suchym i przestronnym azylem. W tej sytuacji było to najrozsądniejsze i jedyne wyjście.

Choć nie miałam ochoty na maraton, ani nawet na ślimaczy spacer, zdecydowałam się ruszyć z miejsca i poszukać wolnej kanapy, zadowoliłabym się nawet drewnianą ławką. Stanie w jednym miejscu w galerii nie było wskazane, to tak jakby postawić słup na środku autostrady, dlatego postanowiłam nie wzbudzać niepotrzebnego zdumienia. Nie do końca jednak przystosowałam się do panujących zwyczajów, postanowiłam nie wchodzić do żadnego sklepu, by nie drażnić zanadto zmęczonych oczu nadmiarem bodźców. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że moje postanowienie obróci się przeciwko mnie.

Byłam w bezpiecznym miejscu, czas mi sprzyjał, bo do następnego autobusu pozostało coraz mniej minut, burza minęła, deszcz stawał się coraz łagodniejszy, jednak coś nie dawało mi spokoju, dzień zaczął się podle, więc nie mógł się skończyć bez jeszcze jednej niespodzianki. Czarne myśli całkowicie rozgoniła wygodna i wolna kanapa, od której dzieliło mnie zaledwie kilka kroków. Wszystko potoczyłoby się po mojej myśli, rozsiadałbym się wygodnie na kanapie, przeczekałabym deszcz i wróciła do domu na gorącą kąpiel i relaksujący odpoczynek, gdyby nie jeden niefortunny krok, który skończył się złamanym obcasem. W pierwszej chwili były łzy, potem nadąsana mina, bezradność i dziecięcy bunt w stylu usiądę na tej kanapie i tu zostanę, nie wrócę do domu, mam tego dość. Trzeci etap to kubeł zimnej wody, burza mózgu i światełko w tunelu.

Na myśl przyszedł mi scenariusz znanej reklamy mentosa, w której zresztą mogłabym przekonująco zagrać główną rolę. Bohaterkę reklamy spotyka to samo co mnie i świetnie radzi sobie z tym problemem: łamie własnoręcznie drugi obcas i z klasą bez najmniejszego zażenowania, opuszcza galerię. Postanawiam zrobić to samo... cóż, życie to nie film reklamowy, obcas nie tak łatwo złamać, a ja zupełnie nie przypominam pewnej siebie modelki z mentosem w ręku. Jak na złość moje stukanie, uderzenia nie podziałały, nie miałam też w zasięgu ręki magicznego mentosa, a jedynie sklep z butami. Dopiero wtedy zauważyłam, że przecież stoję obok butiku i to właśnie w tym miejscu, a nie w innym mój obcas odmówił posłuszeństwa. Przypadek, czy przeznaczenie?

W pierwszej chwili pomyślałam: czysty przypadek, ale gdy zajrzałam do środka i zobaczyłam przepiękne, stuprocentowo kobiece, olśniewające szpilki, wiedziałam, że to musi być przeznaczenie. Po prostu mnie przyciągnęły, czekały na mnie i nie dały za wygraną, byłam nawet gotowa uwierzyć, że zmówiły się z moimi obcasami. Nie marzyłam o takich, bo do tego dnia nie wiedziałam, że mogą istnieć, wyglądały tak nierealnie, że musiałam się uszczypnąć. Nie muszę chyba dodawać, że galerię opuściłam z największą klasą i jako najszczęśliwsza kobieta na świecie, której nie przeszkadzał wciąż padający deszcz, spóźniające się autobus, a okropny początek dnia poszedł w niepamięć.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij