0
głosów
- +

Nikt nie może dać ci wolności

Autor:

Aktualizacja: 06.12.2011


Kategoria: Rozwój Osobisty / Rozwój Osobisty


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 1057 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Żeby być wolnym nie trzeba wcale czyjejś łaski. Jeżeli potrafimy doprowadzić do sytuacji, w której uniezależnimy się od innych, poczujemy się wolni. Wówczas będziemy mogli realizować się w taki sposób, jaki najbardziej nam odpowiada.


Patrząc na powyższy tytuł można się zastanawiać, czy aby nie jest to drobna przesada. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie następujące sytuacje z przeszłości: w czasach wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych bogaty właściciel ziemski, który przeczytał jakieś przekonujące publikacje abolicjonistów, decyduje się dać wolność swoim niewolnikom. Albo bogaty rzymski patrycjusz, w uznaniu zasług dla starzejącego się już gladiatora, daje mu glejt, zwalniający go ze służby. Możliwe? Oczywiście, na pewno takie przypadki mogły mieć miejsce.

Zastanówmy się jednak, co tak właściwie obaj bohaterowie tych historii podarowali swoim niewolnikom? Wolność? Jeśli w podstawowy sposób rozumiemy ją jako „brak przymusu”, to owszem, ale nie trzeba się długo zastanawiać, żeby dojść do wniosku, że wyzwoleńcy z naszych opowieści muszą coś robić, by żyć. Nigdzie nie powiedziano, że którykolwiek z byłych panów zaproponował swoim byłym podwładnym pracę. A nawet gdyby, to pozostaje jeszcze kwestia warunków. Nie wiadomo też czy jest to praca, którą oni chcieliby wykonywać. Czy więc to na pewno wolność?

Skoro już mieliśmy przykład ze starożytności, to zostańmy na chwilę w tej epoce. Pamiętacie Spartakusa? Napisano o nim tyle książek i nakręcono tyle filmów, że na pewno funkcjonuje jakoś w Waszej świadomości. Otóż ten właśnie Spartakus był niewolnikiem, pochodził z Traki, a później, jako starszy niewolnik, sam nadzorował pracę innych. A jednak i on miał w pewnym momencie dość i wezwał podobnych sobie do walki o wolność. W tamtych czasach potrzebowali broni i pieniędzy. Dziś zapewne wystarczyłoby im to drugie, ponieważ broń przestała być podstawowym narzędziem w konfliktach.

Dzisiaj, jeżeli chcemy by prawdziwie niezależni, najwięcej wciąż zależy od nas samych. Podstawa takiej niezależności, to źródło utrzymania. Jeśli pracujemy u kogoś na etacie, trudno nazwać to niezależnością, choćby z tego powodu, że jutro może się okazać, że mamy sobie poszukać nowego zajęcia, ponieważ nasz pracodawca chętnie widziałby na naszym miejscu kogoś innego. Powody działań właściciela mogą być rozmaite, niekoniecznie racjonalne. W końcu to jego firma i on rządzi. Dlatego tylko jako osoby decydujące o tym, w jaki sposób zarabiamy pieniądze, możemy poczuć, że jesteśmy wolni.

Społeczeństwo narzuca na nas pewne ramy, wiąże nas swoimi zasadami. Niełatwo byłoby w nim funkcjonować, nie stosując się do jego reguł. Trzeba czegoś specjalnego, żeby to społeczeństwo musiało się nagiąć do naszych reguł. Przykładem takiej osoby może być choćby Wojciech Cejrowski, którego praca polega w dużej mierze na realizacji marzeń. Na dodatek podróżnik ów i dziennikarz dostaje ze to niemałe pieniądze. Jedna takich osób jest niewiele, choć w pewnym sensie powinniśmy brać z nich przykład.

Dlaczego w pewnym sensie? To bardzo proste. Żeby czuć się niezależnym nie musimy od razu kupować sobie hacjendy za oceanem. Wystarczy przede wszystkim praca, która pozawala nam się realizować.

Wolne zawody mają to do siebie, że niosą z sobą ryzyko. Może się okazać, że zbyt pochopnie wybierzemy, co chcielibyśmy robić. Warto jednak wyciągnąć z tego nauczkę i nie traktować niepowodzenia wyłącznie w kategoriach zmarnowanej szansy. W tym wszystkim nie liczy się bowiem co tak właściwie będziemy robili, ale to, że mamy wpływ, mamy możliwość wyboru.

Możliwość decydowania o własnym życiu, to właśnie wolność. Możemy sami decydować ile chcemy pracować i jaki zysk może nas zadowolić. Sami również decydujemy wówczas, jaki procent zysku chcemy zużyć na tzw. konsumpcję, a jaki zainwestować. Możliwość wyboru to także kwestia stanowienia o własnym rozwoju. Jeżeli nie możemy uczyć się nowych rzeczy, które chcielibyśmy poznać, to nie jesteśmy wolni.

Owszem, może się zdarzyć, że czyjeś decyzje pomogą nam w osiągnięciu tego, co chcemy, to normalne, skoro już funkcjonujemy w społeczeństwie. Analogicznie czyjaś zła wola – na przykład urzędnika mającego w swojej dłoni ważną pieczątkę – może nas pozbawić jakichś możliwości. Ważne jednak jest, żebyśmy wszędzie tam, gdzie jest to możliwe sami podejmowali świadome decyzje. Bo właśnie tak dajemy sobie wolność.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć




KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij