0
głosów
- +

Kilka godzin oszustwa - czyli jak nie przepłacić za prawo jazdy

Autor:

Aktualizacja: 02.03.2011


Kategoria: Edukacja Wiedza Nauka / Poradniki


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 1974 razy czytane
  • 0 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Gra o prawo jazdy zaczyna się na długo przed egzaminem. Dla niektórych nawet na kilkadziesiąt godzin… doszkalających. Popatrz w lusterka, wyczuj martwe pole, zapomnij o spoglądaniu na biegi, prawidłowo je redukując, rozejrzyj się dookoła… i gazem po prawko!


Dodatkowe godziny jazd z instruktorem to coraz częściej norma. Aż 92% kursantów doszkala się, zanim spróbuje swoich sił na prawdziwym egzaminie.

- To bardzo ważny temat – mówi Michał Trąbski, instruktor. – Ważny z tego względu, że kursanci dokupują nie jedną, czy dwie godziny. Potrafią kupić ich nawet dziesięć, a wtedy dodatkowo muszą wydać około 450 złotych.

Czego mogą oczekiwać w zamian? Niestety, czasem może się okazać, że właściwie niczego, poza dodatkowym czasem spędzonym za kółkiem. Kursanta łatwo przekonać do doszkalania. A co za tym idzie – do płacenia.

- Dla szkoły jazdy takie dodatkowe godziny to żyła złota – opowiada Trąbski. – Teoretycznie można ich nigdzie nie zarejestrować, więc dla skarbówki nie będą istnieć. A każda taka godzina to kilkadziesiąt złotych do czyjejś kieszeni.

Zdarza się jednak inaczej. Kursant sumiennie wyjeździ trzydzieści godzin i… nie radzi sobie na drodze. Wtedy w drodze na egzamin trzeba zrobić przystanek na naukę. Oczywiście na dodatkowych jazdach z instruktorem.

Wiadomo jednak, że w życiu nic nie jest albo czarne, albo białe. Możemy umieć trochę, albo bardzo dużo, ale niewprawionemu przyszłemu kierowcy ciężko będzie stwierdzić, czy wiedzy wystarczy na zdanie egzaminu, czy bezpieczniej się jednak doszkolić. Dlatego trzeba realnie ocenić swoje możliwości, patrząc na to, co jest brane pod uwagę przez egzaminatora. Jeżeli popełniasz błędy, a twój instruktor cię nie poprawia – nie marnuj swojego czasu. Jeśli nie robisz błędów, a ktoś namawia cię na doszkalania – nie marnuj swoich pieniędzy.

A co jest brane pod uwagę przez egzaminatora?

- Po pierwsze to, czy korzystasz z lusterek – tłumaczy Trąbski. – Zerkaj na nie czasie jazdy, przed hamowaniem, rozglądaj się, prowadząc, miej oczy dookoła głowy. Pokaż, że potrafisz sprawdzić martwe pole, że rozumiesz jak zmienia się pasy. Bardzo ważna jest umiejętność redukcji biegu, to żeby nie zrywać auta na zakrętach i wiedzieć kiedy trzeba przyhamować. Oraz przeciwnie – kiedy przyspieszyć. Przy jeździe z szybkością 50km/h nie możemy poruszać się na trójce!

Nikt nie myśli, że po trzydziestu godzinach spędzonych w aucie staniemy się królami szos. Robienie błędów nie oznacza, że nie możemy iść na egzamin. Doświadczenie za kierownicą nabywa się latami, dlatego nie ma sensu dokupować dodatkowych godzin z instruktorem w nieskończoność.

- Kluczem do sukcesu jest znalezienie maksimum swoich umiejętności. Jeśli przestajesz robić postępy, to trudno. Idź na egzamin, albo sobie odpuść. Nie trzeba być perfekcyjnym, żeby zdać egzamin na prawo jazdy – radzi Trąbski.

Ale jeszcze na chwilę nie rezygnuj z doszkalania. Jeśli już zdecydujesz się pójść na plac manewrowy i zawalczyć o prawko, zaplanuj sobie dla rozgrzewki ostatnią jazdę z instruktorem. Tuż przed egzaminem, dla rozgrzewki. Poproś też o pomoc zmotoryzowanych przyjaciół. Niech wymienią ci wszystkie trudne skrzyżowania w twoim mieście. Zastanów się, czy ćwiczyłeś na nich z instruktorem – w końcu właśnie po to są dodatkowe godziny jazd. I na koniec – zapomnij o ćwiczeniu z różnymi nauczycielami. Może mają różne rady, może w inny sposób tłumaczą – ale przede wszystkim potrafią namieszać w głowie, sugerując różne sposoby na opanowanie poszczególnych manewrów.

Są tacy, którzy dla dodatkowych pieniędzy posiedzą z kursantem kolejnych kilka godzin, kiwając głową jedynie w rytm muzyki z radia. Są tacy, którym się już nie chce uczyć. Ale są też tacy, którzy dbają o to, żeby polskie drogi były chociaż trochę bezpieczniejsze, i podpisując się pod dokumentem wieńczącym twój kurs chcą mieć świadomość, że za trzy lata prokuratura nie zapuka do ich drzwi, pytając kto cię nauczył jeździć. Jeśli chcesz zdać egzamin na prawo jazdy, możesz znaleźć się w grupie 92% tych, którzy dokupują dodatkowe jazdy. Warto jednak uświadomić sobie na jaki typ instruktora możesz trafić. I nie dać się oszukać.

 

CO TRZEBA UMIEĆ, ŻEBY ZDAĆ EGZAMIN

korzystać z lusterek w czasie jazdy, przed hamowaniem

przed zmianą pasa sprawdzić martwe pole

zmieniać biegi nie patrząc na nie

umiejętnie redukować biegi przed hamowaniem

jeździć na prawidłowym biegu – wiedzieć kiedy jechać na dwójce, kiedy na trójce i czwórce

rozglądać się, prowadząc auto

płynnie ruszać pod górkę

 

Olga Bierut

www.poznajtesty.pl


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.
Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij