0
głosów
- +

Kurierzy rowerowi w miejskiej dżungli

Autor:

Aktualizacja: 18.12.2010


Kategoria: Ludzie i Społeczeństwo /


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 890 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Weźmy taki Kraków. Zdecydowaną większość rowerzystów w mieście stanowią rowerzyści, że ich tak nazwę, prywatni. Jeżdżą do pracy, szkoły, na uczelnię bądź żeby poruszać się szybciej na powietrzu, nie do końca świeżym.


Jest jednak procent rowerzystów z charakterystycznymi torbami przewieszonymi przez korpus albo sztywnymi plecakami, którzy jadąc rowerem są w pracy. Przesyłki kurierskie rozwożą w obrębie miasta, ale też do okolicznych wiosek i mniejszych miast (przykładem Wieliczka). Dziennie robią kilkadziesiąt, czasem i sto, kilometrów, po 8, 10, 12 godzin, bywa, że jeżdżą wciąż, a i tak, że siedzą na Rynku bądź pod pomnikiem Boya na Plantach czekając, aż firma kurierska zadzwoni z kolejnym zleceniem. I co najważniejsze – kurier rowerowy to nie tylko praca, to przede wszystkim pasja. A warunki do wykonywania tej pasji mają kurierzy bardzo średnie. Ścieżek rowerowych w mieście niewiele. Te, które są – czasem szersze, czasem bardzo wąskie, czasem z drzewem po środku (jak ta z centrum na Hutę).

Parkingi dla rowerów to rzecz niesłychana, są jakieś rurki, zawijasy czy zaczepki dla wygrywających wyścig z czasem szczęściarzy,a reszta to rynny, ławki, drzewa, bramy i wszystko inne, o co można rower zahaczyć i o co wojnę z rowerzystami prowadzą właściciele mień. Choć rower wnoszony na kręgosłupie po schodach jeszcze bardziej poprawia kondycję kuriera. Jeśli zaś idzie o kierowców, to osoby na dwóch kółkach niezmechanizowanych są obiektem niechęci bądź ignorancji, zarówno mentalnej jak i zmysłowej – o ile ta pierwsza do przejścia, o tyle ta druga może skończyć się kółkami pod kołami. Rowerzyści – a jako że kurierzy są najbardziej zapalonymi – to oni przede wszystkim, coś próbują zmienić. „Masy krytyczne”, listy, petycje, artykuły, Internet. Coś tam brzdąkają politycy – jeden nawet w ostatnich wyborach wręcz na rowerze wjechał do sejmu.

W kupie siła, więc pozostaje namawiać, aby firmy kurierskie jeszcze bardziej powalczyły o warunki pracy swych kurierów i społeczne ich poważanie. Szczególnie te większe, bo te mniejsze, w których jeździ i szef, i sekretarka robią to, a jakże. Warunki pracy są bowiem sprawą niezwykle istotną, a miło by było popatrzeć na rowerzystę jadącego wraz z trzymanym przez niego autobusem, jak to ma miejsce w Londynie czy Nowym Jorku.


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij