Okres żałoby narodowej był chwilą refleksji i czasem zastanowienia. Z przymusu, bądź z czystej solidarności, dziennikarze nie zadawali pytań o kandydaturę z obozu Prawa i Sprawiedliwości.

Okres żałoby narodowej był chwilą refleksji i czasem zastanowienia. Z przymusu, bądź z czystej solidarności, dziennikarze nie zadawali pytań o kandydaturę z obozu Prawa i Sprawiedliwości. Niepowetowane straty niosą za sobą swego rodzaju przymus polityczny. Przymus wyborców do oddania głosu na tą partię polityczną, która straciła swoich czołowych polityków. Tak przedstawiona wizja, staje się co raz bardziej realna. Wariantów oddania głosu jest jednak kilka.

Mawia się, że pierwsza myśl jest myślą najlepszą. Mawia się też, że pierwszą myślą każdego z nas był Jarosław Kaczyński. Kto inny jak nie symbol partii, dowódca i jednocześnie przewodniczący. Jednak rozważania zacznijmy od tego, czy jest w stanie kandydować. Śmierć swojego brata, utrata wielu bliskich współpracowników, ciężki stan matki. Decyzja odmowna nikogo nie zdziwi, jednak jest pewne odstępstwo od reguły milczenia. Poparcie uzyskane w bardzo tragicznych okolicznościach może być asumptem do działań w polityce. Do działań, które pozwolą kontrolować całą sferę polityczną w Polsce.

Drugą stroną medalu, jednocześnie asem w rękawie Prawa i Sprawiedliwości jest Zbigniew Ziobro. Człowiek który, mimo swojego młodego wieku, został ikoną dosłownie prawa i dosłownie sprawiedliwości. Słynna komisja śledcza, ministerialna teka, stanowczy wizerunek, wszystko może być wykorzystane w wyborach. To idealny kandydat, idealny ale czy przygotowany do tak ważnej roli. Poparcie wyborców, w szczególności tych z Krakowa, zawsze było pozytywnym plusem i oczywistą oczywistością.

Ostatnim wariantem jest mało prawdopodobne, lecz dość logiczne zachowanie partii związanej z byłym prezydentem Lechem Kaczyńskim. Swego rodzaju hołd, złożony poprzez brak kandydatów w przyspieszonych wyborach prezydenckich. Będzie to odebrane przez społeczeństwo dość pozytywnie, lecz konsekwencją tego szlachetnego czynu może być słaby rezultat kolejnych wyborów. Wyborcy mogą o PiS'ie zapomnieć.

Krótko podsumowując, żadna licząca się partia w polityce gestem hołdującym, nie może jednocześnie pogrążać swojej partii. Gest ten musi być zrozumiały przez społeczeństwo, jednocześnie gest ten ma być swego rodzaju nadzieją. Nadzieją, że zreperowana polityka będzie zupełnie inna, niż była dotychczas. Nadzieją, którą w pełni wykorzysta przyszły prezydent Polski.

Licencja: Creative Commons