0
głosów
- +

Puszka Pandory a przekazy w rodzinie dysfunkcyjnej

Autor:

Aktualizacja: 30.12.2009


Kategoria: Relacje Międzyludzkie / Więzi Międzyludzkie


Artykuł
  • 0 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 2305 razy czytane
  • 1 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Przyjrzyjmy się dokładniej mitowi o Pandorze i zobaczmy, jakie dziedzictwo nosimy w sobie, jakie nauki o świecie przekazywali sobie Europejczycy z pokolenia na pokolenie i jakie "mądrości" stały się w ten sposób naszym udziałem.


Mity greckie, choć coraz słabiej znane, wciąż pobrzmiewają na pograniczach naszej świadomości. Pozostają w dalszym ciągu częścią naszej europejskiej kultury, funkcjonują w naszym języku, a więc wpływają na pojmowanie świata.

Historia o Pandorze i jej puszce przetrwała podobno w kilku wersjach. Najbardziej znana jest u nas ta opisana przez Jana Parandowskiego. Oto jak ja bym ją pokrótce opowiedziała:

...Jakoś tak się w pewnym momencie stało, że między Zeusem i tytanem Prometeuszem wywiązała się wojna na złośliwości, oszustwa, wycinanie "numerów" i złodziejskie zagrywki. Zaczął Prometeusz, który w nikomu nieznanym celu ulepił człowieka i zaczął o niego dbać. Najpierw z rydwanu słońca podkradł trochę promieni na duszę dla swojego dzieła. Potem ukradł bogom ogień. Cwany złodziejaszek.
Tymczasem Zeus dogadał się z innymi bóstwami i odpłacili tytanowi w równie przebiegły sposób. Otóż ulepili Pandorę kobietę-pułapkę, dali jej zapieczętowaną beczkę, w której była jakaś tajemnica i podesłali Prometeuszowi. Był on jednak na tyle obeznany ze złodziejskim fachem, że spodziewał się podstępu i nie dał się nabrać. Za to jego brat, Epimeteusz, widocznie nie był złodziejem i nie zdawał sobie sprawy, w jakim towarzystwie się obraca, więc wpadł jak śliwka w kompot i wziął sobie tę kobietę za partnerkę.
Potem któreś z nich, prawdopodobnie sama Pandora, trawiona zgubną ciekawością, otworzyła beczkę z posagiem, a z niej na świat wyleciały wszelkie możliwe choroby, nieszczęścia i troski.
Prometeusz się wkurzył. Wyrazem tej złości było ukrycie się za maską obłudy. Grając na próżności ojca bogów udał lizusa, który pochlebia Zeusowi i chce mu składać ofiary. Oszukał go, dając do wyboru wielką krowę spreparowaną z tłuszczu i skóry oraz małą krowę z mięsa. Zeus - pazerny cwaniak - wziął oczywiście tę dużą. A Prometeusz mógł skakać pod sufit z radości z tak udanego numeru. Nie poskakał jednak zbyt długo, bo Zeus rozgniewał się tym razem straszliwie, złapał Prometeusza, przykuł go do skały i wystawił sępowi na wieczne podziobanie...


Morały płynące z tego mitu są następujące: Bądź posłuszny. Rób co ci każą. Nie próbuj odkrywać tajemnic pochodzących od władców tego świata. Bądź sprytny, mściwy, a dłużej przeżyjesz. Bohaterem jest ten, kto czasem nam pomaga, nawet jeśli tak w ogóle jest złodziejem i krętaczem. Twój ojciec, Zeus, jest bogiem - czcij go nawet gdy zachowuje się jak egoistyczny pyszałek i mściwy okrutnik. Kobiety są złe, winne istnienia chorób i trosk. Świat jest zły i ponury, pełen nieszczęść, możesz w nim liczyć tylko na siebie. I tak wygrają ci, co rządzą.


Gdy się nad tym mitem zastanawiam, zwłaszcza po lekturze takich książek jak „Bajki rozebrane" Katarzyny Miller i Tatiany Cichockiej oraz kilku książek autorstwa Alice Miller, zaczęłam rozumieć go na nowo.


Pandorę ulepili bogowie. Zeus z pomocnikami. Stworzyli piękną i interesującą kobietę. Po czym dali jej w posagu beczkę pełną trosk, nieszczęść, chorób i zakazali do niego zaglądać. Dlaczego w zasadzie miałaby nie zajrzeć do czegoś, co przyniosła ze sobą na ziemię? Ojciec powiedział jej, że to posag. Miałaby z niego nie chcieć skorzystać? Otwiera więc swoją beczkę, troski i choroby wylatują, a Pandora - a wraz z nią cechy, które reprezentuje - zostaje obarczona winą za całe zło tego świata.

Tymczasem... kto ponosi winę za pojawienie się na tym świecie trosk, chorób i zła. Pandora? Kto jest twórcą beczki i kto napakował do niej te wszystkie złe rzeczy? Kto tę beczkę posłał na świat? Otóż Zeus i inni bogowie. Oni też nie tylko potrafią wymigać się od odpowiedzialności, lecz jeszcze zrzucają ją na niewinną dziewczynę. Zeus to ojciec obłudny, mściwy i wrogi wobec swoich dzieci - bogów i ludzi. Człowieka zresztą raczej za swoje dziecko oficjalnie nie uznaje, jest do niego nastawiony co najmniej nieprzychylnie. Pandora też jest człowiekiem, tyle że stworzonym osobiście przez Zeusa - dzieckiem, które raczył w ogóle zauważyć. Zeus tak naprawdę skrzywdził Pandorę, najpierw ją wyróżniając, a potem dając jej w posagu - zamiast czegoś dobrego i przydatnego - troski, choroby i nieszczęścia. Co więcej, przerzucił na nią brzemię własnej winy. Na koniec zabronił się nad tym zastanawiać (zapieczętował beczkę) i posłał w świat, żeby sobie radziła. Uroczy obraz toksycznej relacji ojca z córką.


Dalej mamy Prometeusza. Złodziej, obłudnik i cwany oszust, a jednak ukochany bohater ludzkości. Dlaczego jest w zasadzie takim herosem? Bo ulepił człowieka, a potem kradł dla niego różne rzeczy, dopuszczał się oszustw i obłudy, ryzykując że ściągnie na siebie gniew Zeusa. Poświęcał się dla człowieka. Dlaczego go stworzył? W zasadzie nie wiadomo, chyba po prostu taka była jego natura, coś mu kazało "mieć" tego człowieka i potem walczyć o niego.


Czy dostąpił dzięki temu szczęścia? Nie, bo skończył na skale. Czy człowiek stał się dzięki temu szczęśliwy? Nie, bo Zeus się wściekł i wysłał tę beczkę. Można powiedzieć, że strategia, jaką obrał Prometeusz, dawała na krótką metę zwycięstwa i pewną złośliwą satysfakcję, jednak w dłuższej perspektywie była nieskuteczna.


Dlaczego? Ponieważ potyczki pomiędzy nimi wcale nie mają na celu ostatecznego rozwiązania konfliktu. Wybuchają od czasu do czasu przy założeniu, że niezależnie od tego, jak Zeus jest nieprzychylnie nastawiony do Prometeusza i jego dzieła, ludzie (i sam Prometeusz) w dalszym ciągu będą czcić Zeusa, i składać mu ofiary. Zeus się od nich opędza, gdy wchodzą mu w drogę. Okazuje swój gniew i próbuje ich wszystkich unieszczęśliwić, dać im nauczkę, lecz nie chce się z nimi całkiem rozstać. Prometeusz też nie zamierza pożegnać się z Zeusem. Co więcej, postępując obłudnie, złośliwie i podstępnie gra w tę samą grę, co Zeus. W żadnym momencie nie staje w prawdzie - nie decyduje się zaprzestać składania Zeusowi ofiar.


A Prometeusz wobec swoich dzieci? Owszem, próbuje rozpaczliwie wywalczyć dla nich to i owo. Ale ich nie chroni przed gniewem Zeusa. Pandorę zaś odtrąca na wstępie, podejrzewa ją o niecne zamiary, gdyż jest "córeczką tatusia". Nie otacza jej opieką, chociaż przecież nie zrobiła nic złego, nie mówi jej też co ma zrobić z tą zapieczętowaną beczką. Może gdyby się zainteresował i nie odrzucił Pandory - skoro był taki cwany - wymyśliliby na przykład sposób, by odesłać beczkę Zeusowi z powrotem? Jak wcześniej już mówiłam, pozostałe jego dzieci też źle skończyły - dostały się im się te wszystkie nieszczęścia i choroby, którym Prometeusz nie tylko nie umiał zapobiec, ale nawet nie chciał ich dostrzec. A przecież był tytanem, jeśli ktokolwiek mógł coś takiego wymyślić, to tylko on! Tymczasem po prostu zakrył oczy dłońmi i odesłał córkę wraz z beczką dalej w świat.


Ludzie tymczasem uznali go za bohatera. Cześć dla takiego bohatera jest hołdowaniem cechom, które reprezentuje, a więc także tym, które reprezentuje Zeus - egoizmowi, mściwości, pysze, obłudzie. Lecz gdy słucham tej opowieści, odruchowo zaczynam sympatyzować z Prometeuszem, mimo wszystkich jego niedoskonałości i tego, że przyczynił się do zwycięstwa Zeusa. Jak to możliwe?


Moim zdaniem, Prometeusz w tym micie reprezentuje postać matki. Toksycznej i współuzależnionej. Ma dziecko, bo taka jej natura. Walczy nieumiejętnie o to swoje dziecko, ale jednocześnie słucha się silnego, władczego ojca, bo nie potrafi inaczej. Jest z nim związana toksyczną zależnością. Czci go, choć go nie szanuje, i kult ten przekazuje dzieciom. Nie konfrontuje się z nim otwarcie, lecz kręci. Uczy tego samego swoje dzieci, które cieszą się z jej zwycięstw, odniesionych dzięki podstępom. Matka poświęca się dla swych dzieci, kradnie, oszukuje, ryzykuje, wreszcie zostaje skazana na wieczne cierpienie, nigdy się od swego partnera mentalnie nie oddziela. A gdy pojawia się okazja, że można naprawdę coś zrobić, odrzuca córkę, która przychodzi, bo wydaje się nazbyt związana z ojcem.


Dziecko natomiast swoją matkę chce kochać, niezależnie od tego, jaka jest. Docenia jej poświęcenie, nawet jeśli przynosi ono szkody i jemu i jej samej. Słucha się i czci tego, kogo matka czci. Naśladuje ją. Matka jest bohaterem, jest w oczach dziecka dobra i silna. Jest tytanem. Nawet jeśli nie umie godnie sprzeciwić się złu, nawet jeśli się od dziecka odwraca.
Ostatecznie wszyscy oprócz Zeusa ponieśli klęskę. Wszyscy bohaterowie tego mitu, poza Zeusem, byli tak naprawdę bezradni. Gdyby naprawdę chcieli zwyciężyć, wydaje mi się, że mogliby zerwać z mściwym, obłudnym bóstwem, zaprzestać składania mu ofiar i uwierzyć w potęgę dobra, wolności i prawdy. Hołdowanie zasadom Zeusa oraz próby posłusznego utrzymywania w tajemnicy tego, co nieuchronnie musiało wyjść na jaw - tak jak to robił Prometeusz - może przynieść jedynie wieczną zależność od złowrogiego władcy, który przywiązuje swoją ofiarę do skały i pozwala sępowi wyjadać jej wątrobę w nieskończoność.


Odnoszę wrażenie, że z mitu o Pandorze tradycyjnie i oficjalnie wyciągało się morały, które wcale nie mówiły prawdy o opowiedzianej w nim historii. Dla mnie są one jedynie manipulacją. Uczą mylić dobro ze złem, każą czcić kogoś, kto wyrządza szkody, bać się go i okazywać mu posłuszeństwo. To jest interpretacja korzystna dla kogoś takiego, jak Zeus i jeśli będę im ulegać, pozwolę, by znowu on właśnie wygrał. Gdy jednak zrozumiem jak sprawy się mają naprawdę, to ja zadecyduję, czy aby dalszy ciąg historii nie może obrócić się na moją korzyść. I to jest bardzo wesoły wniosek.


Wydaje mi się, że analizę przekazów rodzinnych i kulturowych warto uznać za jedno z ważnych zadań stojących przed każdym, kto chce wydobyć się ze współuzależnienia lub wychował się w dysfunkcyjnej rodzinie. Jestem przekonana, że rozszyfrowanie przekazów, jakie do nas docierały w dzieciństwie i młodości, pomaga rozbroić toksyczne relacje i sprawić, że nasze związki będą w coraz większym stopniu oparte na prawdzie i miłości. Czego Tobie, sobie i wszystkim Czytelnikom serdecznie życzę,

Justyna

 

Justyna Jannasz

Chcesz wiedzieć więcej o współuzależnieniu? www.pelniazycia.pl

Inspiracje do artykułu: Melody Beattie, "Koniec Współuzależnienia"; John Brockman, "Trzecia kultura".


Podobał Ci się artykuł?
0
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij