1
głosów
- +

Dlaczego warto medytować

Autor:

Aktualizacja: 16.12.2009


Kategoria: Duchowe Drogi / Medytacja i Modlitwa


Artykuł
  • 1 głosów dodatnich
  • 0 głosów ujemnych
  • 2228 razy czytane
  • 5 przedrukowany
  • 0 Polemik/Poparć <span class="normal">Odpowiadanie na artykuł</span>
  • Licencja: CC <span class="normal">Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie dzieła i wszelkich jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o tw&oacute;rcy.</span>
Dostęp bezpłatny <span class="normal">Dostęp do treści jest bezpłatny.<br/> Inne pola eksploatacji mogą być zastrzeżone sprawdź <b>licencję</b>, żeby dowiedzieć się więcej</span>
 

Medytacja powoduje wewnętrzną przemianę, sprzyja akceptacji siebie, pogodzeniu się z własna naturą, wzmacnia zaufanie do siebie, stajemy się bardziej wrażliwi na to, co nas otacza. Zmienia się wartościowanie tego, co uznajemy w życiu za ważne i nieważne. To wszystko nie jest jednak celem praktykowania medytacji...


 

Czym jest medytacja


Zwykle medytacja kojarzona jest z techniką medytacyjną a to nie jest to samo. Technik prowadzących do medytacji jest bardzo wiele a medytacja jest tylko jedna.

Jest to naturalny stan umysłu tak jak naturalnym stanem umysłu jest stan czuwania czy głębokiego snu.

Jest bardzo wiele korzyści płynących z praktykowania medytacji.

Nie sposób ich wszystkich wymienić. Oto niektóre z nich:

Medytacja przynosi nam wewnętrzne wyciszenie, uspokaja nerwy, rozładowuje stresy, buduje bazę wewnętrznego spokoju zwiększając naszą odporność na stres.

Pod wpływem medytacji następuje wewnętrzna przemiana. Stajemy się bardziej wrażliwi na to, co nas otacza. Zmieniają się dotychczasowe kryteria oceny życia, siebie i świata. Zmienia się wartościowanie tego, co uznajemy w życiu za ważne i nieważne.

Medytacja sprzyja akceptacji siebie, pogodzeniu się z własna naturą, otwiera na doznawanie uczuć w codziennym życiu, wzmacnia zaufanie do siebie.

To wszystko nie jest jednak celem praktykowania medytacji...

 

Medytacja otwiera nam drogę do wewnętrznego świata

 

Niezwykle ważne jest, że to, czego w tym stanie doświadczamy, najgłębsza prawda o nas samych, jest dokładnie taka sama dla wszystkich niezależnie od naszych poglądów czy wyznawanej religii.

Poprzez skupienie swojej uwagi na jednej rzeczy będącej przedmiotem medytacji możemy osiągnąć wyciszenie umysłu.

Skupienie to polega na biernej obserwacji np. oddechu lub doznań odczuwanych w ciele bez porównywania, oceniania czy osądzania i bez reagowania na to, co się w nas dzieje.

Musimy przyjąć postawę bezstronnego obserwatora, świadka. Jeśli pojawiają się w nas przyjemne doznania to nie możemy się do nich przywiązywać, pragnąć by trwały jak najdłużej albo żeby się powtarzały.

Jeśli są to doznania nieprzyjemne, nie możemy czuć do nich niechęci nawet wtedy, jeśli jest to ból.

Musimy zachowywać absolutny spokój niczym naukowiec z chłodnym umysłem prowadzący doświadczenia w laboratorium, jakim jest nasze własne ciało.

Taka czysta, analityczna obserwacja, bez żadnych emocji, pragnień i niechęci prowadzi do pojawienia się w nas wewnętrznej ciszy, będącej przedsionkiem stanu, który nazywamy medytacją.

Jak twierdzą wielcy mędrcy, jest w nas coś, co jest zawsze świadome – tzn. dosłownie świadome lub przytomne o każdej porze i we wszystkich stanach – jawy, śnienia, snu.

 

Tą zawsze obecną świadomością jest Duch w nas

 

Podstawowym strumieniem ciągłej świadomości jest bezpośredni i nieprzerwany promień Ducha. To jest nasza więź, połączenie nas prosto z Bogiem.

Z chwilą wyciszenia naszego umysłu (pracy naszego mózgu), możliwe jest doświadczanie przeżyć pozazmysłowych, pojawia się świadomość ciągła we wszystkich stanach – jawy, śnienia i snu.

Ken Wilber w swojej książce „Jeden Smak” mówi o tym tak:

Oznaki tego są bardzo proste: jesteś świadomy w stanie jawy, a potem, gdy zasypiasz i zaczynasz śnić, nadal jesteś świadomy śnienia.

Jest to podobne do świadomego śnienia, ale z jedną drobną różnicą: podczas świadomego śnienia zwykle zaczynasz manipulować snem – postanawiasz śnić np. o lataniu nad górami czy o czymkolwiek innym.

Natomiast w przypadku stałej obserwującej świadomości nie pragniesz zmieniać niczego, co się pojawia: po prostu niewinnie obserwujesz. Jest to świadomość wolna od preferencji, podobna do lustra, która na równi, bezstronnie odzwierciedla wszystko, co powstaje.

Pozostajesz więc świadomy w stanie snu, obserwując go i nie zmieniając (choć, jeśli chcesz, możesz; zwykle nie chcesz). Potem, kiedy wchodzisz w głęboki sen bez śnienia, wciąż pozostajesz świadomy.

Określenie „świadomy” nie jest całkiem właściwe, ponieważ w tym stanie nie ma żadnego dualizmu. Lepiej powiedzieć, że jest tylko sama czysta świadomość bez właściwości, treści, podmiotów czy przedmiotów.

Kiedy wychodzisz ze stanu głębokiego snu, widzisz, jak umysł i stan snu powstają i przyjmują formę. To znaczy powstaje umysł subtelny (sny, obrazy, symbole, koncepcje, wizje, formy), a  ty obserwujesz to powstawanie.

Stan snu trwa jeszcze przez chwilę a potem, kiedy zaczynasz się budzić, widzisz, jak cała fizyczna rzeczywistość – twoje ciało, łóżko, pokój, fizyczny kosmos, natura – powstaje bezpośrednio z tego subtelnego stanu umysłu.

Kiedy utożsamiasz się z ciągłą świadomością – czyli z tym, co istnieje we wszystkich trzech stanach – wyrywasz się z uścisku ego, gdyż ono ledwo istnieje w stanie subtelnym i w ogóle nie istnieje w przyczynowej pustce (czyli w stanie głębokiego snu).

Przestajesz utożsamiać się z ego i utożsamiasz się z czystą, bezforemną świadomością, która jest bezbarwna, bezkresna i bezczasowa.

Nie utożsamiasz się z niczym konkretnym i dlatego możesz objąć absolutnie wszystko, co powstaje.

Porzuciwszy ego, jesteś jednym ze Wszystkim.

Nadal masz pełny dostęp do ego ze stanu jawy, ale już nie jesteś tylko nim.

W rzeczy samej, najgłębsza część ciebie jest tożsama z Kosmosem w całej jego promiennej wspaniałości.

W tym stanie czas nie istnieje. Obłoki płyną po niebie, fale płyną po oceanie, a ty jesteś tym wszystkim.

Nie widzisz nieba, jesteś niebem, które widzi siebie.

Nie czujesz oceanu, jesteś oceanem, który czuje siebie.

Nie słyszysz ptaków, jesteś ptakami, które słyszą siebie.

Nie dotykasz ziemi, jesteś ziemią.

Nie słyszysz deszczu, jesteś deszczem.

Nie ma niczego na zewnątrz ciebie, nie ma niczego wewnątrz ciebie, bo nie ma ciebie – jest po prostu to wszystko i zawsze tak było.

Ty i wszechświat jesteście tym, co mistycy nazywają „Jednym Smakiem”.

To nie jest poezja. Jest to bezpośrednie doświadczenie, tak bezpośrednie jak chlust zimnej wody prosto w twarz.

Jak wielki mistrz zen powiedział po osiągnięciu oświecenia: „Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonu, nie było dzwonu ani mnie, tylko dźwięk”.

Jak badacze, od Aldousa Huxleya po Hustona Smitha, przypominali nam, „Jeden Smak” lub „kosmiczna świadomość” – poczucie jedności z Podstawą całego stworzenia – jest najgłębszym jądrem niemal powszechnej jednomyślności wielkich tradycji mądrości całego świata.

Jeden Smak nie jest przywidzeniem, fantazją ani wytworem zaburzonej psychiki, lecz bezpośrednim doświadczeniem i przesłaniem niezliczonych joginów, świętych i mędrców całego świata.

Jest bardzo prosty, oczywisty, jasny - konkretny, namacalny, wyraźny."

 

Poskrom Swojego Demona

 

W pewnej wschodniej przypowieści gospodarz chciał odpocząć od ciężkiej, codziennej pracy i poświęcić się refleksjom nad swoim życiem. Zatrudnił więc Demona.

Z początku wszystko dobrze się układało. Demon zajął się wszelkimi sprawami, obrządzał bydło, wykonywał wszystkie prace w polu, naprawiał maszyny i remontował budynki.

Bardzo szybko uporał się z bieżącymi sprawami i domagał się nowych zadań. Gospodarzowi jednak coraz trudniej było znajdować dla niego nowe zajęcia.

Demon nie mógł żyć bez pracy. Jeśli nie miał nic nowego do roboty to wracał do tego, co już było zrobione. Orał świeżo zasiane pola. Rozwalał dopiero, co wyremontowane budynki i stawiał je na nowo. Często też bardzo głośno rozprawiał o tym, co będzie robił w przyszłości nie dbając o słuszność swoich założeń i celowość swoich przedsięwzięć. Nie dawał gospodarzowi ani chwili spokoju, ciągle domagając się nowych zadań do wykonania.

Gospodarz nie chciał pozbywać się tak zdolnego i pracowitego pracownika, ale nie dawał już rady z wymyślaniem dla niego nowych prac. Miał tego dosyć i postanowił coś z tym zrobić.

Wbił na środku podwórka wysoki pal i kazał Demonowi po nim chodzić. Wchodzić, schodzić, wchodzić, schodzić, wchodzić, schodzić, wchodzić, góra, dół, góra, dół, góra, dół...

Demon z wielką werwą zabrał się do nowej „pracy”.

Wchodził na pal i z niego schodził, tam i z powrotem, tam i z powrotem, tam i z powrotem...

Po pewnym czasie jego ruchy stawały się jednak coraz wolniejsze, coraz wolniejsze, coraz bardziej ospałe aż w końcu zszedł z pala, zwinął się w kłębek u jego podstawy i zasnął.

Gospodarz był bardzo zadowolony ze swojego pomysłu.

Nie tracąc cennego pracownika znalazł sposób na to by móc od czasu do czasu uwolnić się od jego nadgorliwości i spokojnie w ciszy odpocząć, zregenerować swoje siły i pomedytować.

 

Każdy ma takiego Demona, który cały czas musi się czymś zajmować, skacze nam po głowie i nie daje spokoju. Ciągle rozpatruje stare, zamknięte sprawy, których przecież już zmienić nie możemy albo ucieka w przyszłość, która jest niepewna i może być pełna niespodziewanych wydarzeń.

Czy chcemy czy nie chcemy ciągle zamartwiamy się różnymi kłopotami, problemami z brakiem pieniędzy, ze zdrowiem, z pracą, rodziną, znajomymi, obcymi.

Czasem mamy już tego myślenia dosyć i chcemy odpocząć a On dalej nie daje nam spokoju, myśli, rozpamiętuje, planuje, przeżywa, roztrząsa ...

Zwariować można od tego myślenia!

W tej pełnej stresów gonitwie zapominamy o tym, co najważniejsze, o sobie i o swoich priorytetach.

Stajemy się nerwowi, niespokojni. Tak naprawdę trudno skupić się nam na jednej istotnej sprawie a co najważniejsze nie możemy się od tego ciągłego napięcia uwolnić, odpocząć, zregenerować swoje siły. Taki stan może nas doprowadzić do utraty wewnętrznej równowagi i do poważnych schorzeń psychosomatycznych.

Dlatego też musimy przejąć kontrolę nad naszym zwariowanym Demonem, od czasu do czasu krępować go i usypiać, by mieć spokojną chwilę dla siebie.

Jak to zrobić?

Jest na to bardzo prosty sposób, tak prosty jak ten pal wbity na środku podwórka.

Znam taki dowcip: Jak upolować słonia? Daje mu się trudną zagadkę do rozwiązania. On będzie sobie nad nią łamał głowę, łamał, łamał, łamał tak długo, aż sobie ją złamie.

Żeby skrępować naszego wewnętrznego Demona musimy dać mu monotonne zajęcie, które będzie wykonywał tak długo aż go to uśpi.

On ciągle chce pracować. Chcemy czy nie, ciągle o czymś myśli.

Zauważ jednak, że jesteśmy tego świadomi!

Mamy często taką refleksję: „Ja nie chcę już myśleć a On dalej robi swoje!”

To nie Ty myślisz tylko Twój umysł. Ty nie jesteś swoim umysłem.

Ty jesteś Świadkiem tego, co On robi i możesz powiedzieć: Basta!

Dosyć tego! Kto tu rządzi? Ja czy mój Demon?

Możemy wykorzystać to, że może On wykonywać jednocześnie tylko jedną czynność.

Postaw na swoim wewnętrznym podwórku wysoki pal i każ Mu po nim chodzić. W górę i w dół, w górę i w dół, w górę i w dół...

Niech powtarza tą czynność monotonnie jak mantrę, tak długo aż się uspokoi.

Skąd wziąć taką mantrę?

Już ją masz! Powtarzasz ją całe swoje życie: wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i wydech...

Wystarczy tylko kazać swojemu Demonowi żeby zajął się obserwacją oddechu!

Tylko tym i niczym więcej!

Ma zająć się tylko tą jedną czynnością!

To takie proste i bardzo skuteczne!

 

Jak zacząć medytować

 

Żeby uspokoić umysł, trzeba najpierw uspokoić swoje ciało.

Usiądź wygodnie z prostym kręgosłupem, prostym, ale nie sztywnym. Pochyl się lekko, uwypuklij do przodu naturalną krzywiznę lędźwiowej części kręgosłupa i wyprostuj się zachowując ten naturalny jego kształt.

Ręce połóż swobodnie na kolanach wewnętrzną stroną w dół. Palce obu dłoni ułóż w Gest Wiedzy (Gyan Mudra), palec wskazujący lekko stykając z czubkiem kciuka. Pozostałe palce pozostaw wyprostowane ale nie spięte. Mudra ta polepsza zdolność koncentracji i wzmacnia nas duchowo. Gest wiedzy ma również działania uzdrawiające, usprawnia pamięć, pomaga przy bezsenności i nadmiernej senności oraz depresjach i wysokim ciśnieniu krwi.

Jeśli usiądziesz na krześle postaw stopy płasko na podłodze.

Jeśli potrafisz usiąść w miarę wygodnie na podłodze w siadzie skrzyżnym musisz zadbać o to, by ta pozycja była stabilna tak by móc utrzymać ją nieruchomo, przez co najmniej 20 minut. Kolana powinny dotykać podłogi i być punktami podparcia.

W tym celu podnosi się miednicę wyżej używając specjalnej poduszki lub zrolowanego koca. Koc składa się wzdłuż na pół, potem jeszcze raz na pół i roluje.

Po przyjęciu stabilnej pozycji skup się na doznaniach w ciele.

Staraj się maksymalnie rozluźnić wszystkie swoje mięśnie.

Sprawdź czy nie napinasz mięśni na owłosionej części głowy. (Właśnie te napięcia często są przyczyną bólu głowy.) Czy nie marszczysz czoła i nie unosisz brwi, czy nie zaciskasz szczęk, czy nie unosisz do góry barków, czy rozluźnione są Twoje ręce, ramiona i przedramiona, czy nie zaciskasz pięści?

Poruszaj lekko głową i znajdź dla niej neutralną pozycję tak by jej utrzymanie nie wywoływało żadnego napięcia. Nie pochylaj za bardzo głowy do przodu ani nie trzymaj jej zbyt wysoko.

Następnie weź trzy głębokie oddechy, po czym przestań już kontrolować oddech. Staraj się być tylko jego obserwatorem.

Skup się na kolejnych fazach oddechu, zauważaj, kiedy zaczyna się wdech i kiedy się kończy. Potem jest krótka przerwa. Bądź świadomy, kiedy zaczyna się wydech i kiedy się on kończy. I znowu następuje krótka przerwa.

Utrzymaj maksymalne skupienie na jednym całym cyklu.

Gdy potrafisz to zrobić to potrafisz też wydłużyć to skupienie uwagi na dwóch, potem na trzech i więcej pełnych cyklach oddechu.

Chodzi o to żeby odciągnąć uwagę umysłu od tego, co zwykł cały czas robić, czyli od myślenia.

Mamy więc nie myśleć!

Mamy nie myśleć tylko obserwować oddech - ale to jest bardzo trudne.

Nasz umysł będzie nam „uciekał”.

Będziemy się co jakiś czas „łapać” na tym, że myślimy.

Nie róbmy jednak z tego problemu, to jest normalny proces.

Zauważmy tylko, że myślimy i spokojnie wracajmy do obserwacji oddechu.

Bardzo pomocne jest liczenie oddechów od 1 do 10.

Zalecam liczyć tak: wdech – 1, wydech   2, wdech –  3, wydech – 4 i tak do 10 i znowu: wdech - 1, wydech – 2 itd.

Kiedy zauważamy, że umysł nam uciekł i znowu myśli, krótko stwierdzamy ten fakt i wracamy do obserwacji oddechu.

Powinniśmy sobie zaplanować jak długo będziemy to robić i starać się tego zobowiązania dotrzymać. Na początku optymalnym czasem będzie 20 minut.

 

To jest bardzo prosta praktyka.

Jej efekty i korzyści są jednak nie do przecenienia.

Przynosi nam wewnętrzne wyciszenie, uspokojenie, buduje bazę wewnętrznego spokoju zwiększając naszą odporność na stres.

Nasz organizm posiada cudowne możliwości regeneracji i samoleczenia. Trzeba mu tylko na to pozwolić. Dla mnie ta praktyka jest najlepszym na to sposobem.

Obserwacja oddechu prowadzi bowiem do wyciszenia umysłu.

Osiągnięcie wewnętrznego wyciszenia to wstęp do medytacji.

Tak więc, jest to najprostsza i najbardziej naturalna technika medytacyjna.

Otwiera ona nam drogę do wewnętrznego świata.

Jest to też najlepsza rzecz, jaką mogę Ci ofiarować przed wyruszeniem w dalszą drogę.

Ta droga i ten wewnętrzny świat nigdy i nigdzie się nie kończy!

To jest podpowiedź do pytania: Kim Jestem?

Tego jednak można tylko doświadczyć.

Pamiętaj, każda droga zaczyna się od pierwszego kroku!

 

A więc? W drogę?!

 

 


Podobał Ci się artykuł?
1
głosów
- +

Brak polemik/poparć



Podobne artykuły:


KOMENTARZE


System komentarzy dostarcza Disqus

Używając tej strony zgadzasz się na wykorzystywanie plików Cookie.Dowiedz się więcej.

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Z dniem 25.05.2018 wprowadziliśmy też w życie rozporządzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Więcej informacji w naszej Polityce Prywatności i Regulaminie.

Zamknij