Kryzys… to chyba jedno z najpopularniejszych ostatnimi czasy słów pojawiających się w prasie, telewizji a także prywatnych rozmowach wielu ludzi. Światowy kryzys rozpoczął się w USA od tamtejszego rynku nieruchomości, a konkretnie powiązanego z nim rynku kredytów hipotecznych.

Data dodania: 2009-09-03

Wyświetleń: 1658

Przedrukowań: 0

Głosy dodatnie: 0

Głosy ujemne: 0

WIEDZA

0 Ocena

Licencja: Creative Commons

Amerykańskie banki i instytucje pożyczały pieniądze osobom, które nie były w stanie podołać finansowo spłacie kredytu, lub też miały na to niewielkie szanse. Efekt takiego postępowania wszyscy znamy doskonale i odczuwamy po dziś dzień. Innym zwiastunem nadciągających kłopotów było ogłoszenie upadłości 15 września 2008 r. przez jeden z największych banków w USA, a mianowicie Lehman Brothers. Wiadomość ta spowodowała panikę na amerykańskiej giełdzie i w ten właśnie sposób fala kryzysu stopniowo „zalała” cały świat i wpłynęła w większym lub mniejszym stopniu na wszystkie gałęzie gospodarki, także na rynek nieruchomości w Polsce.

Bułka, pieczywo, mleko i inne produkty spożywcze, to coś, co kupujemy niemal codziennie. Paradoksalnie rynek nieruchomości możemy przyrównać właśnie do zakupów spożywczych, a mianowicie niezależnie od panujących ogólnie okoliczności musimy jeść i mieć gdzie mieszkać. Ludzie kupowali, kupują i będą kupować mieszkania, domy, działki budowlane, będą także wynajmować lokale zarówno te mieszkalne jak i pod działalność gospodarczą.

Oczywiście skutki kryzysu wpłynęły na częstotliwość tych zakupów, a konkretnie ograniczyły ich możliwości. Wzrost ceny pieniądza na międzybankowych rynkach spowodował „podrożenie” kredytu dla potencjalnego klienta. Zaostrzyła się także polityka przyznawania kredytów. O ile jeszcze kilkanaście miesięcy temu kredyt mogła uzyskać osoba ze średnimi zarobkami, o tyle dziś ta poprzeczka została znacznie podniesiona. Większość banków wymaga od potencjalnego kredytobiorcy wkładu własnego w wysokości nawet 30% wartości nieruchomości, którą chcemy nabyć. Dokładniej także „prześwietla się” osoby ubiegające się o kredyt hipoteczny.

Wszystkie te czynniki spowodowały do spadku ilości sprzedawanych mieszkań co skutkuje  obniżeniem ich ceny. Najwięcej kłopotów mają osoby, które zaciągnęły kredyty już we wcześniejszych latach i teraz zamiast spłacać je na dotychczasowych warunkach niejednokrotnie zmuszone są do renegocjowania umowy z bankiem, praktycznie zawsze oznaczało to pogorszenie warunków kredytowych.

Pomimo licznych interwencji KNF-u część klientów niestety przystała na te zmiany, co niestety wiąże się z tym, że owe warunki będą obowiązywały bardzo długo, nawet po „zakończeniu” światowego kryzysu, o ile nie do końca trwania umowy kredytowej, gdyż jest mało prawdopodobne żeby banki, w przypadku poprawy sytuacji na rynku pieniężnym, zrobiły ukłon w stronę klienta proponując mu zmianę warunków umowy na bardziej korzystne. Jednak jak to będzie wyglądało w praktyce pokaże czas. Sytuacja taka związana była ze słabnącym złotym, zwłaszcza w stosunku do franka szwajcarskiego, co spowodowało wzrost rat dotychczasowych kredytów.

Skutki recesji dotknęły nie tylko tych, którzy chcą kupić mieszkania, ale także tych, którzy te mieszkania budują. Deweloperzy aby przyciągnąć potencjalnego klienta i zachęcić go do zakupu oferują szereg dodatkowych korzyści, np. miejsce parkingowe, garaż, a coraz częściej także auta czy wakacyjne wyjazdy w tropikalne strony. Podobne sytuacje możemy zaobserwować na rynku wtórnym. Tam w prawdzie nikt nie zaoferuje nam auta czy wycieczki w cenie mieszkania, jednak możemy starać się uzyskać jakiś rabat od ceny wyjściowej, który może sięgać nawet 10%, zaś w „skrajnych” przypadkach, gdy komuś bardzo zależy na sprzedaży taki upust może sięgnąć nawet 20-25% ceny wyjściowej. Pomimo tego, jak mogłoby się wydawać, cena za m2 utrzymuje się na stałym poziomie, to właśnie dodawanie wszelkiego rodzaju prezentów, czy też możliwość negocjacji ostatecznej ceny sprawia, że wartość nieruchomości dość znacznie spadła. Przykładem może być m2 mieszkania w Warszawie gdzie różnica miedzy lipcem 2008 a 2009 wynosi od 600 do 1000 zł na m2.

Licencja: Creative Commons